Z jednej strony mamy show niekompetencji nowego rządu i pięć dymisji w ciągu 50 dni, a z drugiej mrożące krew w żyłach sceny z politycznego thrillera, w którym niedawni oskarżeni, matacze, oligarchowie i inna bogata "flora i fauna" III RP osaczają wciąż niedorżnięte watahy kaczystów. Leninowska zasada: kto kogo, wyrażająca istotę rewolucyjnych przepychanek, gdzie jak gdzie, ale w naszym kraju sprawdza się całkowicie. Ledwie poułaskawiano tych czy tamtych, ledwie poumarzano postępowania wobec tego czy owego, ruszyły zagony "pokrzywdzonych przez los", a mówiąc ściślej, przez potwornego Ziobrę. Nawet otrzepał się ze słomy i buraków cukrowych A. Lepper i znowu - już nie w dresiku na tle zachodzacego słońca, ale w garniturze ogłasza rychły pozew o zniesławienie przeciwko Ziobrze (http://www.dziennik.pl/polityka/article106934/Urzednicy_Cwiakalskiego_obiecali_zalatwic_sprawe_Ziobry_.html). Czemu nie? Nie jeden Lepper, oczywiście, przecież niedoszły premier "z ziemi włoskiej do polskiej" K. vel Kaczmarek także przeszedł do kontrataku (http://www.dziennik.pl/polityka/article106475/Co_Kaczmarek_zeznal_w_prokuraturze.html). K. zresztą, jak na K. przystało, obciążył z marszu i eks-premiera J. Kaczyńskiego, i wskazał na jakichś tajemniczych księży ze Śląska:
""Wiem, że kontaktowali się z nim jacyś księża, którzy dostarczali wiedzę na temat przestępczości w spółkach węglowych. Nie wiem, czy miało to coś wspólnego ze sprawą Blidy" - mówił Kaczmarek."
No, gdyby się okazało, że to czarni są winni smierci Blidy, to wszystko by się ułożyło w jedną całość i nareszcie pojęlibyśmy sens coraz to głośniejszych protestów przeciwko odradzaniu się państwa wyznaniowego. Papiery Rydzyka w aucie Pitery, śledczy księża ze Śląska, czegóż chcieć więcej?
Nic więc dziwnego, że wynurzają się spod ziemi staropezetpeerewscy konstruktorzy stanu wojennego, jak J. Reykowski (http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2008011003), obecnie "psycholog polityki", a staroleninowska "Trybuna" zaczyna grać na wszystkich swoich dętych instrumentach, czyli przemawiać językiem Urbana:
"Przed laty Jerzy Urban nazwał tych, którzy doją budżet korzystając z zajmowanego stanowiska, gównojadami. Z kontroli w ratuszu wynika, że w otoczeniu prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego było ich mnóstwo. (Kazimierz Tupik, Warszawa)"
O czarnych zresztą też funkcjonariusze "Trybuny" nie zapominają, zaczynając trzy "listy od czytelników" w zgoła zaskakującym stylu:
"Wielkie gratulacje dla profesor Joanny Senyszyn za zdecydowaną postawę wobec kleru..."
"Wielkie brawa dla profesor Senyszyn..."
"Duże brawa dla profesor Senyszyn..." (ciąg dalszy proszę sobie doczytać osobiście (http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2008011013))
Funkcjonariusze ci klaszczą tak głośno, że kto wie, czy słynny specjalista ds. duchowieństwa, G. Piotrowski nie włączył się w to klaskanie. Ale co tam zagrożenia państwem wyznaniowym, skoro już, jak widać, tylu obserwatorów spod najrozmaitszych gwiazd (nie tylko czerwonych) czuwa i dmucha na zimne. Ciekawsza wydaje się sprawa Ziobry. Pozwał go też przecież Mirosław G., nie zapominajmy. W czasie kampanii wyborczej pozwał go LiD, a wcześniej L. Miller.
Dziś brakuje wprawdzie pozwu K. Kornatowskiego, który już parę miesięcy temu ubolewał nad tym, że naruszono jego dobra osobiste, "publikując prywatne rozmowy", no i tego "pana od śrub w kołach", którego głos też nie wiedzieć czemu jacyś obsesyjni prokuratorzy ośmielili się upublicznić - ale chyba w najbliższych dniach takie pozwy zostaną wniesione. Dla ułatwienia, tzn. niekomplikowania spraw, wszystkich pozywających mógłby reprezentować adwokat Ćwiąkalski.
Są czasami w filmach gangsterskich sceny, w których wszyscy - i policja (czy tam FBI), i mafiozi stoją naprzeciwko siebie z wycelowaną bronią i nie wiadomo, z której strony padnie pierwszy strzał. U nas jednak jest nieco inaczej. U nas są niezawisłe sądy, niezależne prokuratury, twarde procedury, które - jak wiemy z działalności Ćwiąkalskiego - załatwia się po zajęciu ministerialnego stołka pstryknięciem palców. No i skoro tak wszyscy powinowaci się nagle schodzą (troszkę jak rzezimieszkowie, których wydawało się, że się odegnało po napadzie, a oni się tylko pochowali po zakamarkach) do tych sądów niezawisłych i niezależnych, odpolitycznionych prokuratur - i straszą procedurami, to żeby ich czasem ktoś nie załatwił innym pstryknięciem palców. Ktoś następny. Ktoś, kto dogłębnie zbada magiczne sztuczki Ćwiąkalskiego - te dawniejsze (http://www.nik.gov.pl/news.php?cod=1571) i te dzisiejsze.


Komentarze
Pokaż komentarze (53)