"Kaliszu, prowadź", chciałoby się powiedzieć, gdyby nie to, że czyjaś śmierć nie powinna być pretekstem do czarnego humoru. Cóż jednak poradzić na to, że ten makabryczny taniec wokół śmierci koleżanki z własnego środowiska urządzili komuniści z pełną premedytacją?
Nie powinno nas dziwić to, że komuniści, ludzie którzy "Boga się nie boją", choć z Nim uporczywie walczą, cynicznie dążyli, by "badać okoliczności śmierci" B. Blidy i w ten sposób odwrócić uwagę od swoich gangsterskich interesów prowadzonych przez długie lata "transformacji". Nie ma chyba innej "warstwy społecznej" niż właśnie PZPR-owcy i ich akolici, która by ekonomicznie bardziej skorzystała na "przemianach gospodarczych". Nie ma. Cóż wobec tego pozostaje komunistom? Urządzić taki show, który dowiedzie, że są jednak na świecie "ludzie gorsi niż my". Wprawdzie to z komunistycznego nadania działali mniej lub bardziej nieznani sprawcy śmierci wielu ludzi w okresie istnienia "władzy ludowej", ale także i po jej "odinstalowaniu", ale przecież czymże tamte ofiary są wobec samobójczej śmierci byłej posłanki SLD?
Czy afera węglowa wiąże się jakoś z SLD? Może. Nie stoi to jednak na przeszkodzie przewodniczeniu przez SLD-owca obradom komisji śledczej. No ale zaraz, przecież śmierć Blidy nie ma nic wspólnego z aferą węglową, wobec tego Kalisz może zupełnie z czystym sumieniem zostać dyrygentem tego przedstawienia. I "pod jego przewodem" odbywać się będą "obrady". Kalisz więc natychmiast usadził posłankę Kempę w stylu Hansa Klossa:
"- Żeby nie było tak, że będą dostarczane tylko te dokumenty, które będą wygodne bądź dobre dla tych członków komisji, którzy są przeciwni PiS - dodała posłanka PiS. Na co Kalisz odpowiedział, iż posłanka chce "bocznymi drzwiami ugrać na komisji badanie afery węglowej". - Nie ze mną te numery - zaznaczył" -
i od razu zrobiło się weselej (http://wiadomosci.onet.pl/1671786,11,item.html). Przewodniczącemu osobistego błogosławieństwa udzielił Marszałek Koronny Komorowski, który zapewne także wiąże jakieś większe nadzieje z pracami komisji.
Pozostaje więc już tylko jedna do rozwiązania kwestia - czy winnym śmierci posłanki uznany zostanie po tym śledztwie Z. Ziobro czy może J. Kaczyński? Śledczy z Wiejskiej powinni jedynie znaleźć dowody na nakłanianie do popełnienia samobójstwa lub pomoc w jego popełnieniu. Potem pójdzie już z górki i będzie można swobodnie w restauracji sejmowej wypić i ogóreczkiem zagryźć. Jak za dawnych czasów. Czy to się uda? Jeden Kalisz wie.


Komentarze
Pokaż komentarze (56)