Ileż to napisano słów w obronie doktora Mirosława G., a zarazem słów oburzenia wobec Z. Ziobry, który ośmielił się powiedzieć, kiedyś "ten pan już nikogo nie zabije" - trudno byłoby chyba zliczyć.
Adwokatów "for free" miał G. tylu, że nie było wątpliwości, iż to tak naprawdę winnym jest Zbigniew Z., który przez pomyłkę zasiada na stanowisku ministra sprawiedliwości, a nie lekarz, "który tyle przeszczepów jeszcze mógłby zrobić i tylu ludziom życie uratować". D. Passent porównywał sprawę G. do case'u O. J. Simpsona (http://passent.blog.polityka.pl/?p=264) i - jakżeby inaczej - powtarzał za wujkiem Bronkiem, jak za panią matką - "słuszną tezę" o istnieniu "państwa stanu wyjątkowego". Nawet I. Janke nie mógł ścierpieć tego, że Z. powiedział na swojej konferencji dotyczącej zatrzymania kardiochirurga "o jedno zdanie za dużo" i pisał z niechęcią: "Do końca szedł w zaparte." (http://jankepost.salon24.pl/23296,index.html) (Nawiasem mówiąc, niejaki Zbigniew Ćwiąkalski wyrażał w tamtych czasach zdanie, że Mariusz Kamiński za prowokacje CBA powinien odpowiedzieć karnie, zaś Z. politycznie).
Bp T. Pieronek załamywał ręce, mówiąc o "zdziczałym państwie totalitarnym" itd. Tego zaś, co tutejsze salonowe lwy ("znawcy wszystkiego") pisały w sprawie G. nawet nie mam zamiaru cytować, bo szkoda czasu, miejsca i nerwów. W końcu, w grudniu ub. roku, gdy już polskie państwo zerwało kajdany totalitaryzmu, a z Niemiec nadeszła korzystna ekspertyza (http://www.rmf.fm/fakty/?id=127317) "znany kardiochirurg" (jak zwykle pisano w relacjach prasowych) G. z czystym sumieniem wytoczył Z. proces "o naruszenie dóbr osobistych" za wypowiedzenie przez ministra zdania „Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie” - co wielu komentatorów przyjęło z należytym uznaniem i zrozumieniem.
No i nagle 12 stycznia 2008 r. "Rz" publikuje stenogramy, z których jasno wynika, że G. jednak zalecał odłączenie pacjenta od aparatury podtrzymującej życie, przy czym, by nastąpiło to "zgodnie z medycznymi procedurami", a nie wymagało udziału specjalnych komisji lekarskich, proponował chorego przewieźć z oddziału intensywnej terapii na salę operacyjną (http://www.rp.pl/artykul/83326.html) - no i co? I nic. I od paru dni cisza. Żadnej burzliwej dyskusji nie dostrzegłem, wszystkich niemalże komentatorów rozczuliła kolejna obowiązkowa kwesta Owsiaka (i Tuska nawet) aniżeli szokująca sprawa G.
Chociaż nie, przepraszam, odezwały się głosy świętego oburzenia na CBA i samą redakcję "Rz", że takie stenogramy opublikowano. Zbigniew Ć. zapowiedział zajęcie się sprawą przecieków (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4833631.html), a zajadający śniadanie z M. Olejnik politycy Partii Okrągłego Stołu omal nie pospadali z krzeseł, emocjonując się "skandalicznym przeciekiem z CBA" (http://www.dziennik.pl/polityka/article107859/Szczyglo_Rzad_PO_nie_panuje_nad_sluzbami.html). Dr leśnictwa Łelkam-Ewrybady-Olejniczak stwierdził nawet, że CBA odpowiada za spadek liczby przeszczepów.
Nic dziwnego, że swoje zaskoczenie wyraził w felietonie P. Semka (http://www.dziennik.pl/opinie/article107973/I_gdzie_te_porazajace_fakty_Kaczmarka_.html), zauważając, że "nowe fakty, do których dotarli dziennikarze “Rzeczpospolitej”, każą tę wypowiedź Ziobry traktować znacznie poważniej."
Czy ktoś z niedawnych obrońców Mirosława G. potraktował ją inaczej? Jakoś nie zauważyłem.
Natomiast prof. Z. Krasnodębski, pisząc swój felieton o "rewelacjach" niedoszłego premiera K. (vel Kononowicza z Włoch) stwierdza, że
"Wszyscy pamiętamy, jak tuż po dymisji Kaczmarek zapewniał media, że dysponuje niezbitymi dowodami na łamanie konstytucji i budowę w Polsce państwa policyjnego. Zastrzegał, że ujawni te rewelacje dopiero wtedy, gdy zostanie zwolniony z wiążącej go tajemnicy państwowej. Jeszcze kilka dni temu mecenas Leszek Piotrowski twierdził, że prokuratura otrzyma od Kaczmarka informacje wystarczające do postawienia "pewnych osób" przed Trybunałem Stanu. Jednym słowem, można było oczekiwać potwierdzenia tych wszystkich oskarżeń, którymi szermowano na jesieni ubiegłego roku."
(http://www.dziennik.pl/opinie/article107973/I_gdzie_te_porazajace_fakty_Kaczmarka_.html)
I co? I także nic. "Rewelacje" K. okazały się wielkim "G", można rzec. Można też powiedzieć więcej: no to co z tego, że nic? Tym wszystkim obrońcom słusznych spraw, obrońcom praworządności, demokracji i wolności obywatelskiej nie o prawdę przecież chodziło.


Komentarze
Pokaż komentarze (79)