"Jak donosi Reuters, Komisja Europejska z wielkim zadowoleniem przyjęła polską ustawę o zakazie prześladowań na tle seksualnym, w wyniku której już dwudziestu księży, w tym trzech biskupów znalazło się w więzieniach. "To nasz ważny krok naprzód na drodze do najnowocześniejszych standardów społeczeństwa obywatelskiego", stwierdził szef Polskiego Związku Przeciwników Religii, komentując oświadczenie wydane przez eurokomisarzy. "Teraz nasze państwo wyprzedza inne kraje UE w surowym piętnowaniu jakichkolwiek form dewiacji postaw społecznych, nietolerancji oraz szerzenia mowy nienawiści".
Powyższy akapit napisałem oczywiście po lekturze prowokacyjnego akapitu W. Sadurskiego, od paru już lat wieszczącego w Polsce recydywę państwa wyznaniowego. Dodałbym jedynie, że moja wizja jest o wiele bardziej uzasadniona niż wizja florenckiego profesora, ponieważ nie tak dawno, bo dwa lata temu, szwedzki pastor A. Green skazany został na 3 m-ce więzienia za homofobię. Wprawdzie rok później Sąd Najwyższy go uniewinnił (http://www.mojeprawa.info/kraje_ue.php?skip=20), ale memento chyba pozostało dla wszystkich czytelne. W 2004 r. z kolei we Francji skazano jednego z parlamentarzystów na grzywnę na rzecz, jakżeby inaczej, organizacji homoseksualistów za "wypowiedzi homofobiczne" (http://www.kosciol.pl/article.php?story=2006020115515582). Można by jeszcze przywołać "eurohistorię" włoskiego filozofa Rocco Buttiglione. Być może więc należy Sadurskiego - jeśli tego jeszcze nie wie - zapewnić raczej o tym, że grozi nam forsowanie wizji państwa antyreligijnego, nie zaś wyznaniowego. Oczywiście, takie starcie w Polsce, kraju, w którym społeczeństwo, było nie było, jest w dużej mierze wspólnotą chrześcijan, nie będzie wyglądało jak występy WOŚP i zabawy z tego będzie niewiele, ale zanim do takiego starcia dojdzie, warto stwierdzić, że pisanie takich rzeczy:
"Aborcję - zakazali poza nielicznymi przypadkami, w których i tak doktorzy bywają zastraszani więc nie podejmują się zabiegów, a które to przypadki zresztą chcą krok po kroku wyeliminować; homoseksualizm - jest oczywiście zły więc o związkach partnerskich nie ma mowy; badania prenatalne - podejrzane; klonowanie - każde złe, reprodukcyjne czy nie; zaplodnienie in vitro - też niedobrze. "
(http://wojciechsadurski.salon24.pl/56417,index.html)
graniczy ze śmiesznością. Wyliczanka może fajna, tylko czemu miałaby służyć? W jaki sposób można odpierać takie nagromadzenie politpoprawnych pseudoargumentów? Po kolei wyjaśniać, o co chodzi z aborcją itd., czy raczej hurtem mówić o wszystkim? Chyba że nie chodzi tu wcale o dyskutowanie czegokolwiek, tylko podtrzymywanie znicza postępu. Może wracamy do początków III RP, kiedy szydzono z rozwiązań prawnych dotyczących zakazu aborcji, jak i wszelkich innych pomysłów etycznego ugruntowania fundamentów państwa?
Znicz postępu na ziemiach polskich zapłonął już w 1944 r., jak pamiętamy, wnet bowiem walka z Kościołem, z "opium dla mas" i "idiotyzmami religii" weszła w fazę "pozateoretycznych" czy "pozaświatopoglądowych" sporów. Może nie przybrała takich rozmiarów, jak w sowieckiej Rosji, gdzie z kościołów, klasztorów i cerkwi robiono stajnie czy magazyny, nie mówiąc o losach samych duchownych, ale miała swój jasny cel - utrwalanie państwa antyreligijnego. Nie żadnego "świeckiego", bo to oczywiście jest bałamutne określenie, ale antyreligijnego.
Ciekawa rzecz, że wraz z "obaleniem komunizmu" walka o antyreligijny kształt polskiego państwa wcale nie ustała. Strach pomyśleć, co by było z nami, gdyby nie nieustanna ojcowska obecność Jana Pawła II i Jego nauczanie (które oczywiście z podziwu godnym samozaparciem kwestionowały na różne sposoby środowiska "GW", "Tygodnika Powszechnego", nie mówiąc o szeroko rozumianej "czerwonej gwardii").
Co nas więc czeka dziś? Prawdopodobnie zamiast budowania Irlandii 2, do czego już rządzącej ekipie nie starcza pary, a propagandą niewiele się tu zdziała (gdyby kwestowanie można było urządzać przez cały rok, to może by się na realizację obietnic miało "piniądz", ale niestety) - czeka nas właśnie fajna wojenka religijna, która na nowo wznieci społeczne konflikty. Wszystko to jakoś nieustannie powraca: antysemityzm Polaków, cholerny katolicyzm Polaków i przeklęte państwo wyznaniowe.
Dodam jednak - nie tylko Sadurskiemu - że nie są to już czasy, gdy na rynku wydawniczym istniały głównie dwa tytuły: "GW" oraz "NIE". Coś się zmieniło. Mało tego, ponieważ Sadurski pisze:
"Gdy już obleką w przepisy prawne wszystkie swe dogmaty, obsesje (zwłaszcza seksualne) i przesądy, gdy, słowem, całkowicie przerobią w anioły tych, którzy zostali, zabiorą się za czyszczenie własnych szeregów: pierwsi do odstrzału będą koledzy, co zahaczyli się w „Fakcie” (za gołe biusty); będą też wzajemnie na siebie donosić, kto prowadził się za młodu jak „florencki kochanek” a kto używał prezerwatywy. Ale co to dla nas wtedy będzie za pociecha?"
i używa określenia "MY", to ja powiem tak: MY się takiej wojenki z katolicyzmem nie boimy.


Komentarze
Pokaż komentarze (55)