Furorę zrobiła ostatnio w Sieci czeska piosenka o pewnym gościu, co był postrachem okolicy, a zamieszkiwał na bagnach - podobnej furory najwyraźniej spodziewają się komuniści po pustelniku W. Cimoszewiczu, który ma niczym Włodzimierz I Odnowiciel zaprowadzić lewicę do zwycięstwa. Pierwszym krokiem do powrotu z puszczy, w której swego czasu się Cimoszewicz zaszył, był jego sukces w ubiegłorocznych wyborach do senatu. Nikt nie przypomina dziś nie tylko, co eks-premier radził kiedyś powodzianom, ani jak to kandydował w wyborach prezydenckich w 1990 r. (pomijając wybory w 2005 r., których też o mało co nie "wygrał"). Kto dziś pamięta rok 1990 i nieboszczkę PZPR? Na pewno nie sam zainteresowany (http://cimoszewicz.blog.onet.pl/). Cimoszewicz miał być kolejnym, po W. Jaruzelskim prezydentem, no ale wtedy wiatr historii powiał nieco inaczej.
Jak powieje tym razem? Co by komuniści zrobili bez swoich legendarnych przywódców, którzy zawsze muszą "porywać masy", trudno powiedzieć, lecz wydaje się, że dopóki czerwoni nie włączą się wprost w działania protestacyjne wobec obecnego rządu, samymi deklaracjami niewiele zyskają. Toteż Łelkam-Ewrybady zapowiada jakiś współudział SLD choćby w proteście nauczycieli, nie zmienia to jednak faktu, że sam dr Olejniczak chciałby poprowadzić czerwoną gwardię do zwycięstwa, a nie może. Gdyby ta gwardia ostro wsparła protesty, to mogłaby się "przypiąć" do niezadowolenia społecznego spowodowanego indolencją obecnej ekipy (oczywiście sondaże "mówią co innego" nt. niezadowolenia), tym niemniej wcale nie jest przesądzone, że takie poparcie sprawi, że komuniści znowu powrócą do władzy. Ktoś przytomny może w końcu zawołać: czy chcecie by czerwone łobuzy i łgarze znowu się rozsiedli w fotelach Rady Ministrów? I czar może prysnąć. Komuniści jednak, wydaje się, nie mają wyboru i muszą eskalować konflikty społeczne, by móc potem uzasadniać swój powrót "kompromitacją obu ekip prawicy" (tzn. i PiS-u, i PO). No bo przecież nie pójdą po zwycięstwo z hasłem wprowadzenia w Polsce "małżeństw homoseksualnych".
Wyciąganie jednak teraz nieco zakurzonego i przysypanego igliwiem Cimoszewicza i szykowanie się - jakby nigdy nic (komuniści zawsze udają, że co złego, to nie oni) - do czerwonej reaktywacji może mieć ten pozytywny efekt, że PO zacznie się grunt palić pod nogami (przestanie być nie tylko "królową sondaży", ale i "ulubienicą mediów"), a PiS-owi przypomni, że dekomunizacyjno-lustracyjne rozwiązanie sprawy post-PZPR-owców, czyli przeróżnych "Jożków z Bażin" jest wciąż sprawą aktualną.
PS.
A tu dla niezorientowanych dołączam Jożika z Bażin:


Komentarze
Pokaż komentarze (25)