B. Wildstein w "Rz" zastanawia się, czy PO spotka los partii ludzi mądrych, czyli UW, o której już dzisiaj nikt nie pamięta, choć był to ogon, co kręcił niejednym psem. Ja myślę, że nie należy pytać "czy", lecz "kiedy" to nastąpi.
"Czy Platforma stanie się więc kolejną wersją Unii Wolności, z którą ongi zjednoczył się KLD, aby wymaszerować z niej pod wodzą "trzech tenorów"? Oczywiście byłaby to Unia, w której władzę dzierżyliby Tusk i jego dwór. I wydaje się, że to władza staje się nie tylko nadrzędnym, ale i jedynym celem tej grupy. Gdyby tak było, to symbioza między PO a establishmentem III RP wydaje się naturalna."
(http://www.rp.pl/artykul/85239.html)
To, że PO od momentu przejęcia władzy przez PiS w 2005 r. stała się ostatnią nadzieją Układu, w której to sukces polityczny zainwestowano wszystkie możliwe środki finansowe i medialne, było oczywiste. Symbioza, jak to określa Wildstein, była niezbędna, ponieważ partie komunistyczne były skłócone między sobą i zapowiadał się wielomiesięczny "regres na lewicy". Na pewno jednak poparcie Układu było warunkowe - "damy wam rozwalić kaczystów, o ile naszych ludzi potem wciągniecie do interesu". Tak też się stało:
"Nastawiona wyłącznie na utrzymanie i rozszerzenie (na prezydencką) władzy Platforma nie przygotowała kadr, które przejęłyby administrację państwową. Jednocześnie w ramach rozprawy z konkurencją robi wszystko, aby wyeliminować każdego, kto może choćby kojarzyć się z rządami ich poprzedników i rywali. W tej sytuacji skazana jest na korzystanie wyłącznie z kadr III RP. Wielu ludzi z tamtej ekipy mogłoby wykonywać pozytywną pracę, pod warunkiem jednak, że nie zostanie odtworzony układ interesów i powiązań tamtej epoki, gdyż wówczas działać będą oni nie w interesie państwa, ale "towarzystwa". A przy tej skali powrotu jest to nieuniknione. Nowa władza naraża więc państwo na kolejny wstrząs, ale nie jest to wstrząs ozdrowieńczy, tylko odbudowa oligarchicznych porządków. A PO staje się nowym reprezentantem starego porządku."
Nie powiedziałbym, że PO została skazana na korzystanie z "ludzi Millera etc." (o sięganiu po fachowców z namaszczenia SLD pisze szeroko już nie tylko Wildstein) - rzekłbym raczej, że był to istotny element sojuszu sił antykaczystowskich, który nazwany został swego czasu przez Dorna "tęczową koalicją". Zwycięstwo tejże koalicji było możliwe tylko pod jednym warunkiem: razem wypychamy PiS i nawzajem się nie wyniszczamy. W kampanii wyborczej wszystkie więc partie mówiły dokładnie jednym głosem, właśnie jako ugrupowania szemranej koalicji, przekonując Polaków, że najistotniejszym problemem polityczno-gospodarczym naszego kraju jest partia Kaczyńskiego - wobec tego remedium na polskie bolączki to odsunięcie kaczystów od rządzenia.
Teraz już widać, że dobra passa PO powoli się kończy. Wynika to nie tylko z rażącej wprost nieudolności członków rządu (a przecież mieli wszystkie pomysły "gotowe do realizacji", przecież domagali się, by PiS po prostu dał porządzić fachowcom), ale i z tego, że nadymana do niebotycznych rozmiarów potęga PO już nikomu nie jest potrzebna. Innymi słowy, Partia Okrągłego Stołu zwiera szeregi i jednocześnie przypomina "chłopakom na posyłki" z PO, że "time's up", czyli że po czasie bachanaliów pora na wprowadzenie III-RP-owego status quo. Jeśli mało gramotni ludzie Tuska jeszcze aluzji nie poniali, to wnet pojmą, ponieważ w niczyim interesie nie leży już wzmacnianie partii, na którą zrzucona zostanie odpowiedzialność za "nieziszczenie się cudu gospodarczego", na który Polska, jak wiemy, "zasługiwała". Marginalizacja PO powinna więc nastąpić stosunkowo szybko, by "inne siły", tzn. te właściwe siły, które modelują polską transformację od samego początku, mogły wrócić do ręcznego sterowania sceną polityczną i umacniania kapitalizmu politycznego.
Jeśli miałbym kiedyś w pigułce podać przesłanie dotyczące komunizmu, rzekłbym tak: nigdy nie należy wierzyć komunistom (ze stałym akcentem na "nigdy", oczywiście). Wiedziało to wielu ludzi, którzy nie wchodzili w żadne pakty z czerwonymi, a hasła "better dead than red" nie uważali za ponury żart. Z bolszewikami się nie paktuje i nie powinno paktować. Inymi słowy, każdego, kto (mimo tych wszystkich lekcji, jakich udzieliła nam historia komunizmu) wchodzi na drogę "rozmów" czy "negocjacji" z czerwonymi, czeka zagłada, a w najlepszym razie totalna kompromitacja. Wobec tego kardynalnym błędem było paktowanie z PZPR-em i razwiedką, czyli z juntą rządzącą Polską z nadania ZSSR. Naiwni wierzyli, że osłabieni komuniści już nie odzyskają wpływów politycznych, ponieważ scena polityczna zostanie zagospodarowana "przez innych". Tymczasem komuniści zwykle przystępują do "stołów negocjacyjnych" wyłącznie po to, by zyskać na czasie i zebrać siły do swojej kolejnej ofensywy. Tak było i wtedy.
Kompletną głupotą było sądzenie, że komuniści nie będą stanowić zagrożenia politycznego (i ekonomicznego) dla wewnętrznej stabilności Polski. To zagrożenie, jak pamiętamy, interpretowano zgoła odmiennia, bo jako "prawicowe oszołomstwo". Nic zresztą dziwnego, że skwapliwie i sami komuniści dołączali się do tego typu diagnoz, strasząc Polaków prawicowcami. Kompletną głupotą to było, powtarzam, albo przejawem skrajnie złej woli, można powiedzieć. Tą drogą poszła cała formacja postsolidarnościowa od UD i KLD poczynając, na PO kończąc (nie ma co się dziwić, bo przecież w dużej mierze "to ci sami ludzie").
Komuniści pogardzają pożytecznymi idiotami. Traktują ich instrumentalnie i po wyeksploatowaniu politycznym, zostawiają za sobą. Trzeba naprawdę nie mieć rozumu, by sądzić, że siły Układu są w stanie jakoś się odwdzięczać tym, co przeszli na ich stronę. Układ walczy od lat o swoje wyłącznie interesy i dopuszcza do nich tylko ludzi, którzy mają umocowanie w służbach, a nie "dobrą wolę polityczną" lub "idealistyczną chęć reformowania państwa". Czas PO minął, "that's all folks".
Idiotyczne hasło "Irlandii 2", którym zachwycało się tylu komentatorów, ludzie rozsądni kwitowali śmiechem i pukaniem się w czoło, ponieważ świadomość istnienia "ludzi interesu związanych z Układem", ludzi, którymi się (poza PiS-em) nikt nie zajął po 1989 r. wyklucza budowanie normalnego, kapitalistycznego państwa z wolnorynkową gospodarką. To samo hasło jeszcze będzie wzbudzać śmiech samych jego pomysłodawców, czyli ludzi Tuska. Będzie to jednak śmiech histerii.


Komentarze
Pokaż komentarze (56)