Wiemy z historii, że wiara ludzi z PZPR-u góry przenosiła, zaś transmiterem tejże wiary był zwykle "Dziennik Telewizyjny" (w najlepszym swym okresie zamieniony na... "Wieczór z Dziennikiem" - ach, co to były za wieczory!). Mamy niby 2008 r., a wciąż wiara tychże samych ludzi nie uległa żadnej erozji i z bólem serca śledzą kolejne wieczory z dziennikiem, tym razem jednak niemające zbyt wiele wspólnego z PZPR-owskim przenoszeniem gór.
Oto najbystrzejsza obok Olejnikowej dziennikarka lewicy (choć ten przymiotnik na początku zdania to eufemizm, dodam), nie może przeboleć, że w "Wiadomościach" skomentowano spadek poparcia dla PO, a wzrost poparcia dla PiS-u. Ja przyznam się bez bicia, wiadomości w ogóle nie oglądam, bo nudzą mnie bez względu na ekipę, która jest u władzy (choć jak był W. Reszczyński, to było to coś - czy ktoś pamięta Reszczyńskiego w wiadomościach?), ale cieszy mnie, że ktoś zasiada z wypiekami na twarzy przed telewizorem i skrupulatnie notuje, kogo pokazano i co powiedział. Paradowskiej chodzi bowiem o to, że pokazano nie tych, co trzeba i to w dodatku w nadmiarze:
"Gosiewski promieniejący, że wyszła naga prawda i szuflady są puste, Piecha, że rząd nie ma pomysłu na służbę zdrowia. Jak ogólnie wiadomo Piecha pomysł miał, ale z rządami PiS tak już jest, że program realizuje ta partia dopiero po odejściu od władzy. I teraz Piecha już wie jak powinno być w służbie zdrowia, a Jarosław Kaczyński z Elżbietą Kruk tak bardzo bronią wolności mediów i dziennikarzy, że Ewie Milewicz łzy płynące ze wzruszenia klawiaturę zalewają i pisać biedna nie może. Cały materiał telewizyjny ociekał radością: nasi wracają? Oczywiście pojawił się też triumfujący Zbigniew Ziobro, bo bez niego obraz byłby niepełny. Co powiedział, nie pamiętam, najwyraźniej to samo, co zawsze, ale tu liczyła się sama lista obecności." (http://paradowska.blog.polityka.pl/?p=144)
Można by spytać, czy w nadmiarze nie bywają/bywali też pokazywani przedstawiciele PO? A jak było z listą obecności za czasów Millera, za rządów którego Paradowska także przecież musiała oglądać wiadomości? A jak było ze słynnym wywiadem z Millerem? Stare dzieje. Cały wpis Paradowskiej dotyczy tego, czego nie powinno być w "Wiadomościach", zwł. jeśli chodzi o nominacje w służbach specjalnych, więc zainteresowanych odsyłam do lektury, ciekawa jednak refleksja pojawia się pod koniec:
"...niezrzeszony Cimoszewicz mówi, że lewicy nie ma i nie ma ona przyszłości. Mówi to oczywiście ramach pluralizmu, bo w materiale informacyjnym muszą się pojawić wszystkie strony i musi być pełna paleta poglądów. Jak w BBC."
Pal diabli Cimoszewicza, któego jeszcze niedawno widziano jako nową nadzieję lewicy, wzmianka z tym BBC w tekście publicystki, która chyba o BBC (vide polska sekcja) zbyt wiele nie wspominała przed 1989 r. brzmi wyjątkowo zabawnie. Ale pal diabli BBC, bo ludzie PZPR-u naprawdę wierzą w swe moce pozagrobowe. Oto bowiem jeden z konstruktorów stanu wojennego, psychospołeczny doradca gen. Jaruzelskiego (dziś pisze się o nim raczej jako o "uczestniku obrad Okrągłego Stołu), w wywiadzie dla "GW" snuje wizję trzeciej nogi czy trzeciej drogi, w każdym razie, trzeciej siły politycznej w Polsce:
"Trzeba stworzyć nową ofertę dla Polaków. Projekt dla Polski oparty na innej narracji niż PiS-owska. Narracja III RP została odrzucona przez dużą część społeczeństwa. Pojawiła się PiS-owska alternatywa. PO nie wniosła do debaty nic nowego poza "odsunąć PiS od władzy". Nowy projekt dla Polski powinien powstać na lewicy. Mówiłem liderom SLD, że na jego przygotowanie mają jeszcze trochę czasu. Ale nie mogą go zmarnować. Powinni też zacząć kształcić kadry. Sojusz był dotąd partią władzy. Zresztą nie tylko on. Każda partia myśli: "Zdobądźmy władzę, potem jakoś to będzie". Widzę to i w PO. A wcześniej w PiS. Kierował na stanowiska samouków, którzy szkodzili instytucjom i partii. Kadry trzeba przygotować." (http://www.gazetawyborcza.pl/1,75248,4867977.html)
Kadry przede wszystkim, wiemy, wiemy (ja znaju). Zastanawiające jest jednak to, że - jak pamięć mnie nie myli - w debacie publicznej antykaczystów, "lewica" nie mówiła dokładnie nic innego, jak to, co inkryminowane jest powyżej peokratom, czyli "odsunąć PiS od władzy". Skoro jednak teraz mądrość etapu jest taka, że to "nie my, tylko PO", najwyraźniej już wariant "wszyscy razem w jednym tempie" ustępuje na rzecz "lewą marsz". Innymi słowy, ochłapy rzucane ludziom Układu przez PO w rozmaitych strukturach władzy, to "wciąż za mało, moje serce" i "lewica", jak to "lewica" wychodzi ze swojego klasycznego punktu widzenia, który wyrazić można jako "I want more". Chcąc zaś coraz więcej, musi opracować strategię przejęcia aktywów. Teraz jednak pytanie, boć przecie Olejniczaka namaścił sam Aleksander I i Ostatni, zaś pod przewodem Olejniczaka post-PZPR-owcy nie zajechali daleko, choć za sukces można uznać, że w ogóle weszli do parlamentu - kogo w zamian? Olejniczakowi apetyt na władzę nie zmalał, ale frontmenem czerwonej gwardii on już nie tylko nie jest, lecz i nie będzie. No i na to pytanie sam konstruktor Reykowski nieco bezradnie rozkłada ręce (ruki):
"To ten poziom szczegółowości, od którego trzymam się z daleka. Uważam zresztą, że personalia nie są najważniejsze. Ważny jest nowy sposób myślenia o Polsce - wartości, którym chce się służyć."
No więc, nie personalia, a KADRY, przede wszystkim. Skąd jednak wziąć kadry bez personaliów? Pewnie jakieś prace organiczne trza by podjąć i tu owszem, jest stosowna koncepcja:
"Rekomenduję Sojuszowi podtrzymanie LiD, podtrzymanie relacji z Partią Demokratyczną. Lewicę czeka wielka intelektualna praca. Dzięki Demokratom będzie miała większą możliwość korzystania z zasobów kompetencji, jakimi dysponuje polska inteligencja. Ta zaś pomoże jej spojrzeć na siebie krytycznie."
Nic mnie tak nie cieszy, jak poczucie lewicy, że znowu wiarą przeniesie góry, że zbuduje nową inteligencję wespół ze starą, sprawdzoną kadrą Partii Demokratycznej. Na zdjęciu w "GW" Passent, Reykowski (w tle Łuczak, pamiętacie dzieci Łuczaka?) - oldskool, niemalże, tylko co będzie dalij?


Komentarze
Pokaż komentarze (48)