Ludzie "Trybuny" to specyficzna z pewnością odmiana gatunku. Piotr Skura, specjalista od odbrązowiania czerwonych kart historii pisze właśnie o, by tak rzec, konwersji konwersji T. Węcławskiego, zanim jednak przejdę do meritum, pozwolę sobie dokonać krótkiego przeglądu publicystyki "wielebnego" Skury.
Tak pisał o PPR:
"Polska Partia Robotnicza nie była siłą „społecznego marginesu" reprezentującą niewielką część społeczeństwa, jak utrzymuje się dziś w oficjalnej historii tamtych czasów. Fatalne skutki rządów sanacji, klęska wrześniowa, a w końcu pięć lat okupacji doprowadziły do radykalizacji mas i ich przechyłu na lewo. To, czego dziś wolą nie widzieć prawicowi historycy, dostrzegało wówczas wielu dowódców Armii Krajowej, którzy starali się dostosować jej strategię do nowej rzeczywistości."
(http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2006032316)
Dodam, że nie był to tekst z 1947 r. Tak zaś pisał o bohaterskich AL-owcach:
"W niektórych rejonach Polski więcej AL-owców ginęło od kuli wystrzelonej z polskiego karabinu niż niemieckiego.
Do głównych zajęć prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej należy tropienie wszelkich przypadków prześladowania żołnierzy podziemia AK-owskiego przez ich komunistycznych przeciwników. Zapomniano przy tym zupełnie o licznych zbrodniach i denuncjacjach na działaczach PPR oraz żołnierzach GL i AL, których często zwalczano energiczniej niż hitlerowskiego okupanta. IPN woli jednak podtrzymywać wrażenie, że ofiary ponosiła tylko jedna strona.
Trudno dziś policzyć wszystkich działaczy lewicowego podziemia zamordowanych w czasie wojny nie z rąk niemieckich, ale polskich. Wiadomo jednak, że liczbę bojowców Polskiej Partii Robotniczej, Gwardii Ludowej i Armii Ludowej poległych w zasadzkach i starciach z Narodowymi Siłami Zbrojnymi, a także niektórymi oddziałami Armii Krajowej można liczyć w setkach."
(http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2006033012)
Bojowcy PPR, GL i AL liczeni w setkach. Robi to wrażenie. To jednak zaledwie przedsmak tego, co może nam dać publicystyka Skury, należącego, było nie było, do tzw. listy ateistów i agnostyków (http://lista.racjonalista.pl/?s=lista), ponieważ tenże Skura na wokandę wziął case Węcławskiego, tytułując swój śmiały tekst następująco:
"Jezus każe porzucić Kościół"
Jak Jezus każe, to zapewne "Trybuna" słucha (nie tylko Skura, oczywiście) (http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2008012505). To, oczywiście, zaledwie początek tego, co może nam dać Skura, który o Węcławskim pisze tak:
"Po wnikliwych badaniach historii pierwszych wieków chrześcijaństwa oraz teologii chrześcijańskiej doszedł do wniosku, że Jezus Chrystus nie był Bogiem, a wszystko, co opowiada Kościół, po prostu nie ma sensu. Witamy w klubie, panie profesorze."
Nie wiem, czy ten klub, do którego sam Skura należy, miał Skura na myśli, ale nie jest to istotne w tej chwili. Rozważań teologicznych Skury, referujących poglądy teologa, którym zachwyciła się "Trybuna", nie będę przytaczał, bo zainteresowani mogą sobie kliknąć na stosowny link, ale zacytuję "płętę", czyli od razu sięgnę do konfitur:
"Decyzja prof. Węcławskiego jest o tyle bolesna dla Kościoła, że był on jednym z najważniejszych katolickich teologów. Jako ironię można potraktować fakt, że zasiadał w Międzynarodowej Komisji Teologicznej, czyli ciele doradczym watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, rządzonej wtedy przez kard. Josepha Ratzingera, obecnego papieża Benedykta XVI. Instytucja ta zaś to następczyni słynnej Inkwizycji, instytucja mająca stać na straży tradycyjnej doktryny kościelnej. Okazuje się więc, że nawet strażnicy świętego ognia zaczynają wątpić w jego istnienie."
Strażnicy ognia świętego wątpiący w jego istnienie. Takich fraz musiał się Skura nauczyć na jakichś tajnych kompletach PZPR-u prowadzonych po 1990 r., no bo chyba na każdym muszą one zrobić wrażenie (eto prowieło na mienia balszoje wpieciatlenije). Ciekawe, co na to Ratzinger?


Komentarze
Pokaż komentarze (7)