Kiedy przed rokiem niemiecka minister oświaty A. Schavan zgłosiła pomysł, by powstał "wspólny podręcznik historii Europy" dla wszystkich krajów UE, ówczesny min. K. Ujazdowski stwierdził, że można mówić o wspólnej historii, ale nie można mówić o wspólnej wizji historii narodów zamieszkujących Europę (http://euro.pap.com.pl/palio/html.run?_Instance=cms_euro.pap.pl&_PageID=1&s=szablon.depesza&dz=dzialaniaUE.edukacja&dep=67157&data=&lang=PL&_CheckSum=1510835318).
Wtedy zaś, co warto przypomnieć:
"Rzecznik niemieckiego resortu oświaty Elmar Koenig mówił (...) PAP, że pomysł jednego unijnego podręcznika do historii - na wzór istniejącego już niemiecko-francuskiego podręcznika - jest na razie "luźną sugestią", a nie konkretnym projektem."
Jak nie drzwiami, to oknem. Pomysł wraca zatem w przeformułowanej, nieco skromniejszej oprawie. Tym razem jest mowa o podręczniku niemiecko-polskim i tym razem nie zgłasza sprzeciwu nikt z naszego ministerstwa, za to z zadowoleniem witają tę ideę niektóre gazety wychodzące w naszym kraju, jak np. "Dziennik" czy "Polska". W tej ostatniej zastępca naczelnego W. Rogacin melodeklamuje w taki sposób:
"Typowy Niemiec w polskim podręczniku do historii to okrutny najeźdźca. Najeźdźca przez ponad tysiąc lat knujący tylko, jak by tu zagrabić nasze ziemie, a Polaków jak najmocniej pognębić. Ani słowa o tworzeniu bogatej niemieckiej kultury - również na ziemiach polskich - nauki, przemysłu. Podobnie w niemieckich podręcznikach niewiele jest wzmianek o Powstaniu Warszawskim, przesiedleniach Polaków czy o roli Solidarności. Nic dziwnego, że ludzie wychowani na takich podręcznikach kultywują wzajemne negatywne stereotypy."
(http://www.polskatimes.pl/2,19190.htm)
Wobec tego załóżmy, pomijając już komiczność przywołanego akapitu, że taki podręcznik by zaczął powstawać. W jaki sposób można by się zająć konstruowaniem nowej wizji historii? Albo tak, że przyjmie się wersję polską - dla Niemców raczej nie do przyjęcia, bo nazbyt stereotypowa, albo niemiecką (ale przecież to niemiecka ministrer zaproponowała jakieś kompromisowe wyjście, więc przecież chodzi o wspólną wizję), albo jakąś wersję "pomiędzy". W związku z tym należałoby zapytać, czy wersja "pomiędzy" akcentowałaby bardziej polski punkt widzenia, czy raczej niemiecki? No ale przecież polski jest stereotypowy, a niemiecki kompromisowy, więc chyba beztronny obserwator wskazałby na niemiecki punkt widzenia, co chyba pozostawałoby w zgodzie z ideą kompromisu historiograficznego zaproponowanego przez Schavan. Załóżmy zatem, że taki podręcznik powstałby przy współudziale polskich historyków, do takiego kompromisu gotowych. Jak wobec tego polscy i niemieccy napisaliby np. o Außerordentliche Befriedungsaktion, czyli akcji AB, by uniknąć polskich historycznych stereotypów i zakłamań?
Ciekaw jestem też, czy np. określenie Kulturkampf także w takim podręczniku by się pojawiło, czy raczej zaproponowano by jakieś bardziej kompromisowe ujęcie tego, mówiąc językiem Rogacina, "tworzenia bogatej niemieckiej kultury - również na ziemiach polskich".


Komentarze
Pokaż komentarze (23)