Zwroty tego typu pojawiały się, gdy ktoś usiłował coś kupić lub załatwić w peerelu. Obśmiane do cna w skeczach "Z tyłu sklepu" powracają, można powiedzieć dziś, w opisie strategii politycznej obecnego rządu. Co ciekawsze jednak, okres kwarantanny powyborczej już dobiegł końca i z wielu stron dobiegają głosy piętnujące nieudolność ekipy Tuska.
W "Polsce" czy "Dzienniku" można już przeczytać o nadchodzącym kryzysie państwa, zaś w "Newsweeku" naczelny przewiduje nawet rychły tryumf (i zapewne zupełnie dla niego niespodziewany) PiS-u, do którego - zdaniem Kobosko - przyczynia się walnie koalicja PO-PSL (http://www.newsweek.pl/wydania/artykul.asp?Artykul=22055). O głosie zniecierpliwionego sytuacją I. Jankego nie wspomnę, boć to przecież "jeden z pretorian PiS-u", jak określiła go kiedyś redakcja antyfaszystowskiej "GW". Jednakże, jak niedawno sygnalizowałem, nawet w ministerstwie prawdy także zaczęły pobrzmiewać głosy coraz mniej skrywanego zniechęcenia do rządów cudotwórców irlandzkich.
Taka zgodność poglądów w dwa miesiące od "ostrego startu" nowego ganbinetu i od pamiętnego, rekordowego expose? Można by się cieszyć z tego, że media powoli budzą się z letargu i widzą to, co zwykły obywatel dostrzegł już parę tygodni temu, podejrzewam - lecz sytuacja pogłębiającego się bałaganu spowodowanego przez rządzących dotyka lub dotknąć może (soon or later) każdą polską rodzinę. To nie jest bowiem problem tylko ekipy Tuska, bowiem kryzys będący rezultatem kłamliwej kampanii propagandowej obiecującej wszystko wszystkim, przez zwykłych Polaków będzie odczuwany, a nie przez zadowolonych z siebie polityków.
Karnowski w "Dzienniku" pisze tak:
"Strategia tego rządu w zderzeniu z większością problemów polega na uważnym obserwowaniu społecznego napięcia i wkraczaniu dopiero wtedy, kiedy wybuch jest tuż-tuż. Do tej pory się udawało. Negocjacje z górnikami zawęziły protest do jednej kopalni, rozmowy z nauczycielami odsunęły ryzyko strajku, biały szczyt przyniósł uspokojenie nastrojów środowisk ochrony zdrowia. W każdym z tych przypadków interwencja następowała jednak coraz później. Coraz wyraźniejsza jest też rola premiera, który w sytuacji, gdy nikt już nic nie może pomóc, wszystko bierze na siebie. Po ludzku to imponuje. Ilu polityków gotowych jest wejść w każdy tłum i powiedzieć: rozmawiajmy. Niewielu. Ale za tę strategię cena jest słona. Używanie osobistego autorytetu w każdym konflikcie, na dodatek zazwyczaj lekkomyślnie wcześniej zabagnionym, przypomina koszenie trawy brzytwą. Dewaluuje autorytet premiera."
(http://www.dziennik.pl/opinie/article115609/Czy_Tusk_znajdzie_pieniadze_dla_wszystkich_.html)
Mnie tam autorytet obecnego premiera zupełnie nie interesuje, ponieważ budowanie zwycięstwa wyborczego na kłamstwach pozbawia kogokolwiek jakiejkolwiek wiarygodności. Tak zaś było w przypadku Tuska, który przekonywał wiele grup zawodowych, że powinny żyć na europejskim poziomie i że on jest to w stanie szybko zdziałać. O wiele poważniejsza jest kwestia autorytetu naszego państwa, który w krótkim czasie ulega całkowitej degradacji. Teraz dopiero państwa UE, widząc jak Polska realizuje układ z Schengen, mogą się z nas zdrowo pośmiać. Teraz dopiero Niemcy mogą sobie podrwiwać z polskiej gospodarki, a Rosjanie z naszych pomysłów w energetyce. Polityka wewnętrzna? Czym ona dzisiaj w ogóle jest, poza nieustannymi "dyżurnymi tematami" a la Rydzyk, Kamiński, antysemityzm, państwo wyznaniowe itd.?
"GW" alarmuje, że nie ma żadnych państwowych zapasów gdyby miało dojść do poważnej sytuacji kryzysowej (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4878751.html), choć zaznacza, że winą należy obarczyć poprzednie ekipy. Podobnie zresztą Tusk za bałagan związany z celnikami i przewoźnikami obarczył wcześniejsze rządy. No ale zapewniano nas solennie, że ten nowy, cudowny rząd będzie inny, a nawet super-inny, mega-inny, ultraekstra-inny od tamtych. Teraz już nic nie będzie tak, jak było, bo fachowcy Tuska i Pawlaka pokażą za pomocą szybkich i pewnych ruchów, jak się opanowuje sytuację w wielu newralgicznych strukturach państwa.
"Wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak, któremu podlega ARM, nie odpowiedział na żadne pytanie "Gazety" dotyczące zapasów żywności."
Złotousty Pawlak, o którym po powołaniu nowego rządu pisała peany Paradowska nie ma tym razem nic do powiedzenia? Żadnych zabawnych bon motów, które dziennikarze mogliby sobie przekazywać z ust do ust? Żadnej analogii na chłopski rozum? Kto wie, czy już tylko brzytwa-Oleksy nie może całej sytuacji uratować.


Komentarze
Pokaż komentarze (53)