Znany socjolog, jeden z filarów antykaczystowskiego ruchu w IV RP, I. Krzemiński oburza się na łamach "Rz" na B. Wildsteina, któy nie tylko ośmielił się niedawno PO nazwać ugrupowaniem populistycznym, ale i dopuścił się myślozbrodni, używając takich pojęć jak 'inteligencki populizm', 'układ' oraz 'establishment'.
Lektura takich tekstów jak ten napisany przez Krzemińskiego (http://www.rp.pl/artykul/89090.html) dowodzi dwóch rzeczy: albo są ludzie, którzy patrzą na Polskę przez jakieś pomniejszające okulary, albo są ludzie, którzy widzą ją bez zniekształceń, ale mówią o niej tak, jakby żadnych patologii społeczno-politycznych nie było. Zajmijmy się jednak tym 'inteligenckim populizmem', bo to jakby szczególnie ukłuło socjologa, który jako gorliwy antykaczysta, zaliczony został (lub też sam się zaliczył) do populistycznej inteligencji. Można zadać proste, zgoła trywialne pytanie: czy uczony nie może być populistą? Ależ może, zwł. jeśli chce. Niesiołowski jest takiego populisty znakomitym przykładem. Ale czy Krzemiński nie jest przykładem populisty? Ależ jest i właściwie nie powinien się za to określenie obrażać na kogokolwiek, tylko przyjąć je do wiadomości, skoro pisze np. tak:
"Generalny atak na PO bardziej odsłania zideologizowany do głębi obraz świata autora niż cechy realnego obiektu, jakim jest rządząca partia i jej rząd. Widać to szczególnie, gdy autor przenikliwie tropi dzieła „inteligenckiego populizmu”, wskazując (z rozpaczą i gniewem) „odbudowywanie” wpływów „establishmentu III RP”. Oto następne słowo klucz w analizie Bronisława Wildsteina. „Establishment” jest szalenie tajemniczy, bo właściwie nie wiadomo, kto go tworzy. Tajemnicze „siły portfela” – to pewne, ale też budowniczowie ustroju III RP."
Co więcej, Krzemiński w swoich wywodach samego Wildsteina i nawet Kaczyńskich uważa za budowniczych III RP. To dopiero. O ile mnie pamięć nie myli, to w "Nocnej zmianie" wartę pełnili jednak inni bojownicy o demokrację i to tacy, którzy teraz objadają się konfiturami władzy, udając, że protesty społeczne ich nie dotyczą. No ale wróćmy do Krzemińskiego, który twierdzi, że mówienie o jakimkolwiek układzie to przejaw mitologii PiS-owskiej, ponieważ:
"Poważne badania (np. E. Wnuka-Lipińskiego, W. Wesołowskiego i I. Pańków, J. Wasilewskiego) z pierwszej połowy lat 90. wskazują na bardzo poważną wymianę wszelkiego typu instytucjonalnych elit, co oznacza jedno: zdecydowane wyparcie osób z nomenklatury z ich stanowisk."
Zaraz też dodaje:
"Rzecz jasna dotkliwe klęski wyborcze partii postsolidarnościowych różnym ludziom z dawnej nomenklatury dawały możliwość odgrywania na powrót znaczących ról, zarazem wzmacniając rolę starych zasad w nowym systemie. Ale potem na powrót, choćby za czasów AWS, wracały reformy, na tyle gruntowne, jak choćby reforma administracyjna, że trudno w ogóle mówić o działaniu wciąż tych samych grup i „układów”."
"Mnie sie wydaji" jednak, że AWS należałoby raczej łączyć z obecną partią rządzącą aniżeli z PiS-em, ale może Krzemiński nie przyjrzał się dokładnie życiorysom członków PO. Pal diabli jednak te detale, ponieważ najciekawsza jest kwestia taka: skoro nie ma żadnego establishmentu, ani żadnych układów, to skąd się wzięły rozmaite afery III RP (paliwowe, bakszyszowe itd.) z legendarną wizytą L. Rywina u A. Michnika włącznie? Mało tego. Skoro żyjemy, jak można wywnioskować z wywodów Krzemińskiego wyśmiewających donkiszoterię Widlsteina, w państwie prawa i porządku, w normalnym kraju, to czemu w takiej kiepskiej to państwo jest kondycji? Czemu po blisko 20 latach "transformacji", tak się gospodarka stransformowała wielodziedzinowo, że nie tylko nie ma przyzwoitych autostrad i innych cywilizacyjnych osiągnięć XX w., ale i olbrzymia większość gospodarstw domowych nie ma żadnych (ŻADNYCH) oszczędności?
Może nie ma, bo nie, lecz jak na standardy normalnego państwa, to chyba nieco za mało. Zawsze jednak można się pokrzepić Krzemińskim, co znajdzie walczących z wiatrakami szaleńców, którzy oczywistości nie chcą dostrzec, bo nieodpowiednimi okularami się posługują.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)