D. Butler w "Washington Post" opisując wizytę R. Sikorskiego w USA, przedstawia ją zgoła odmiennie aniżeli czyni to sam szef polskiego MSZ w dzisiejszym radiowym wywiadzie. Można odnieść wrażenie, że zupełnie inaczej patrzą na to samo zdarzenie Amerykanie, a zupełnie inaczej relacjonowane jest ono w Polsce. Pomijam obcesowe reakcje Rosjan, które przywołuje Maryla czy Foxx (http://foxx-news.blogspot.com/2008/02/w-sieci-autoryzowanych-dealerw.html).
Sikorski w Jedynce nie potrafi powiedzieć właściwie nic konkretnego o tym, co uzyskał od Amerykanów (http://www.polskieradio.pl/jedynka/sygnalydnia/?id=12939), choć twierdzi zarazem, że rozmowy posunęły się do przodu. Jednocześnie pomija milczeniem to, co mówił w Stanach. Tymczasem Butler (http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2008/01/31/AR2008013101650.html?sub=new) przytacza i analizuje owe wypowiedzi:
"Poland does not see Russia as an immediate threat, Sikorski said. But he emphasized that missile defense project has risks for Poland.
"It is something that we have to take into account," he said, speaking of the Russian threats. "It is something that is a risk and not just a political risk that is involved in this project.""
Słowo "ryzyko" powtarzane z takim naciskiem, jednoznacznie, czyli bez żadnych dyplomatycznych kalamburów, sugeruje, że ktoś nie pali się do czegoś. Kiedyś, jak być może Państwo pamiętają (wspominałem w jednym z postów o tym), Sikorski porównywał problemy związane z instalowaniem tarczy do instalowania anteny satelitarnej bez wiedzy sąsiada. Nie spodziewałem się jednak, że to dość toporne porównanie zaserwuje minister Amerykanom:
"Earlier at a speech at the American Enterprise Institute, a conservative think tank where he once worked, Sikorski compared Poland's situation to that of a homeowner who is asked by a friendly neighbor to allow a satellite dish to be installed on his roof, then is confronted by another neighbor who insists that the dish will harm his health and threatens violence."
Z kolei S. Cornwell przypomina, że będący z wizytą B. Klich mówił o zwiększonych oczekiwaniach Polaków dotyczących dodatkowych systemów rakietowych (http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2008/01/31/AR2008013103961.html), zaś - zwróćmy uwagę - Sikorski zaczyna nagle mówić o potrzebie zainstalowania bazy NATO w Polsce. Cornwell napomyka także o jego wizycie w AEI:
""As many of you know, Poland has come under political pressure, and has even been blackmailed by some of our neighbors, who fiercely oppose this project," Sikorski said at the American Enterprise Institute think tank."
I dodaje:
"The head of the new center-right Polish government, Prime Minister Donald Tusk, is expected to visit Washington next month. Sikorski said, however, that it's "up to the United States" how quickly a deal is reached on the missile shield."
Można by więc te zachowania odczytać jako zaporowe, a nie przyspieszające sprawę. Co najdziwniejsze jednak, sam Sikorski zaczyna opowiadać o tym, czego najwyraźniej nie było:
"Będzie dwustronna umowa. Jeżeli będziemy negocjować dalej, jeżeli będzie dalsze zbliżenie stanowisk, to będzie dwustronna umowa. Ona będzie o ewentualnej bazie, ale to, co jeszcze się w niej może znaleźć to jest właśnie kwestią negocjacji" -
gdy tymczasem C. Rise wcale o takiej umowie nie wspominała. Na koniec twierdzi:
"M.W.: Jak pan się czuje w nowej roli w Waszyngtonie? Przez wiele lat pan tutaj mieszkał, pracował pan w American Enterprise Institute, potem przyjechał pan jako minister obrony narodowej, teraz jako szef polskiej dyplomacji.
R.S.: No, to rzeczywiście inny typ obecności, rola, która jest czasami zaskoczeniem dla niektórych moich znajomych, no bo co innego jest być analitykiem w amerykańskim think tanku, a co innego zabiegać intensywnie i mam nadzieję skutecznie o interesy mojego kraju."
Ja zaś sądzę, że te intensywne zabiegi mogą się okazać przeciwskuteczne. Niewykluczone, że Amerykanie zaskakiwani coraz to nowymi propozycjami (pamiętamy przecież reakcje Waszyngtonu po wizycie szefa MON-u) zaczną traktować Polskę jako partnera niepoważnego. I pomruki Rosji nawet nie będą potrzebne, by zamknąć sprawę.
K. de Young, omawiając wizytę Sikorskiego (http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2008/02/01/AR2008020101910.html?tid=informbox) przytacza dość enigmatyczne słowa Rice o tym, że Stanom zależy na modernizacji polskich sił zbrojnych oraz, że nastąpił postęp w rozmowach o tarczy i zwraca uwagę na to, jak chłodno zareagował Waszyngton na sugestie Polski dotyczące rozbudowy naszego systemu obrony. Wygląda więc na to, że do żadnego zbliżenia stanowisk nie doszło, a Sikorski przedstawia nam na razie swoje pobożne życzenia.


Komentarze
Pokaż komentarze (46)