Tajemnicą poliszynela jest to, że podstawowym celem "tęczowej koalicji", jaka zawiązała się, by obalić kaczystów, było przywrócenie porządku w resortach siłowych i ustabilizowanie sytuacji po likwidacji WSI, od której to likwidacji pękło serce niejednego agenta i handlarza bronią. Jeśli więc przedstawiciele tejże wielobarwnej kompanii reagowali wrzaskami i tupaniem po opublikowaniu raportu dot. tejże likwidacji, to traktowaliśmy to jako zdrowy objaw "uchodzenia złego" z państwa, tak jak przy stawianiu baniek z zadowoleniem komentuje się czarne kręgi na ciele pacjenta. Teraz jednak gotowy jest aneks do raportu i znowu podnosi się wrzask, tupanie, rwanie włosów, pojawia się apopleksja, jakby jeszcze licho gdzieś w kącie siedziało i wcale dobrze się miało.
Trzeba przyznać, że faktycznie ma się coraz lepiej, wszak parę miesięcy rządów Tuska to renesans specjalistów ze starego rozdania i to takich, których Miller by się nie powstydził z Oleksym pospołu (gdy jeszcze taśm Oleksego nie było ;P), a co dopiero eksperci ze spalonych WSI, którzy biegali jak w ukropie, by tęczową koalicję uczynić realną siłą polityczną zdolną do obalenia znienawidzonego kaczystowskiego ustroju. Kto wie, czy nagły wysyp zniszczonych laptopów, zagłuszarek i innych cudów na kiju nie ma prostego związku właśnie z tymże aneksem, który niczym księga zaklęć może sprawić, że książęta ciemności pozamieniani zostaną z powrotem w ropuchy lub inne płazy?
W każdym razie zryw pospolitego ruszenia, "by nie krzywdzić państwa", widać gołym okiem, ponieważ jak jeden mąż przemawiają płaczki od J. Gowina po R. Kalisza (http://www.tvn24.pl/-1,1537709,wiadomosc.html). Ale, rzecz ciekawa, w tej sytuacji nieco zdystansowaną pozycję zajął sam prezydent L. Kaczyński, który zaczął "powątpiewać". Oczywiście, choćby cień zwątpienia tego typu, dla ludzi z TVN24 urasta do godziny ciemności lub do the darkest hours, wobec tego, funkcjonariusze mediów zatroskanych o los państwa, dwoją się i troją, by z tych wątpliwości ubić choć trochę brudnej piany:
"Co budzi największe wątpliwości prezydenta? Chodzi o groźbę ujawnienia informacji o polskich agentach za granicą, a za to można trafić przed Trybunał Stanu - zdradził w rozmowie z dziennikiem jeden z prezydenckich urzędników. Według specjalistów, z którymi konsultowano aneks, zawierał on błędy. - Poprawiłem je i mam nadzieję, że nie zostały pominięte w ostatecznej wersji aneksu. Inaczej w przypadku upublicznienia groziłoby ujawnienie informacji ważnych z punktu widzenia bezpieczeństwa kraju – powiedział w rozmowie z "Rzeczpospolitą"."
Co to za enigmatyczny urzędnik, nie wiemy. Czy to ten specjalista, "z którym konsultowano aneks", czy inny specjalista? Korektor aneksu? Ale pod jakim względem poprawia on ten aneks, bo aluzji pojąć nie możemy. Mniejsza z tym.
Rzecz jasna, gdyby prezydent faktycznie jakoś zastopował publikację tego raportu, to i my nabralibyśmy pewnych wątpliwości, ale podobne wątpliwości były poprzednio i finał był odmienny, wobec tego mam nadzieję, że obecna gra z "byłymi oficerami", których na nowo ogarnęła bojaźń i drżenie jest powtórzeniem poprzedniej. Zresztą, czy owe wątpliwości to nie jest jakiś feedback po wczorajszym spotkaniu z premierem, po którym doszło do pewnego wygaszenia napięć między Tuskiem a Kaczyńskim? Czy premier dopytywał o aneks? Czy także zmartwiła go wizja kolejnego "skrzywdzenia państwa"?
Konstruktor informacji na stronie TVN24 dodaje jednak tak:
"Według nieoficjalnych informacji "Rz", innym powodem może być istnienie grupy, której zależy na niedopuszczeniu do ujawnienia aneksu. Wśród jej członków wymienia się m.in. byłych wysokich oficerów WSI. Temu jednak zdecydowanie zaprzecza były szef WSI gen. Marek Dukaczewski."
To właśnie dziwna sprawa. Z jednej strony mamy zapłakanych polityków tęczowej koalicji, którzy nie chcą dopuścić do skrzywdzenia państwa, z drugiej "byłych oficerów WSI", którzy nie mają z tym płaczem nic wspólnego. To kto tym polskim mężom stanu nakazuje płakać? Co ich do tego płaczu nad krzywdą państwa skłania? Bo chyba nie sumienie.


Komentarze
Pokaż komentarze (31)