Jak pamiętamy, bo my wszystko pamiętamy, tzw. raport Pitery miał być gwoździem do trumny kaczyzmu, którego jednym z najwstrętniejszych ucieleśnień był M. Kamiński. Bębniono o tymże dokumencie dniami i nocami, aż szyby się trzęsły w biurach CBA, zaś dyżurni komentatorzy TVN24 i innych mainstreamowych mediów wstawali i kładli się spać z hasłem "raport Pitery". Bębniono też o tym, że to właśnie niezłomna autorka tego raportu zapewne zmiecie "nagminnie łamiącego prawo" Kamińskiego nie tylko z kierowniczego stołka w CBA, ale może i nawet ze sceny politycznej, wpędzając go za kraty. Słowem, cmokaniom i mlaskaniom z zadowolenia nie było końca przy odpowiedniej dozie rozdzierania szatek z powodu zatrważającego upadku praworządności w państwie polskim. Pamiętamy, jakie dyrdymały sadził legendarny poseł Graś, o którego dziś nawet mysz kościelna się nie troszczy.
No i nagle po przesłuchaniu Pitery przed sejmową komisją, pokazują się takie buty:
"Posłanka PO wyjaśniła, że jej materiał dotyczący CBA jest jedynie notatką opracowaną na polecenie premiera Donalda Tuska i wyłącznie dla niego. Pytana o status tego dokumentu i klauzulę, jaką jest objęty, podkreśliła, że nie jest to dokument w rozumieniu ustawy o dostępie do informacji publicznej, a jedynie notatka. Dodała, że materiał nie jest objęty żadną klauzulą tajności i został sporządzony przez nią na podstawie jawnych informacji z instytucji, które współpracowały z CBA. Nie chciała ujawnić "kuchni" prac nad tym materiałem."
Z raportu zrobiła się notatka. Notacia, można powiedzieć pieszczotliwiej. Ale to oczywiście dopiero początek tej baśni o niezłomnej Julii P.
"Pitera pytana o tytuł dokumentu i kto jest pod nim popisany - czy ona jako pełnomocnik rządu, czy ona jako osoba prywatna - odparła, że notatka powstałą w formie elektronicznej i nie ma podpisu. Nie ma też tytułu, nie posiada oznaczeń kancelaryjnych. - Powstała na prośbę premiera poza moimi uprawnieniami jako pełnomocnika rządu. Właśnie dlatego, że nie ma podstawy prawnej, to tylko prośba premiera i to materiał roboczy, nie możecie się państwo domagać ode mnie tego raportu - powiedziała."
Ale gdyby i tego było mało, to mamy jeszcze deser:
"- Dlatego mogłam sobie nad nim pracować, kiedy chcę, na czym chcę, o jakiej porze dnia i nocy, na takim sprzęcie, jak mi się podobało - powiedziała. Materiał zaczyna się wymienieniem, czego nie wolno CBA i jej szefowi - fragmentem przepisów z ustawy o CBA - dodała.
Powiedziała, że ten elektroniczny materiał został wydrukowany w jednym egzemplarzu i w takiej formie dostał go premier. Zaznaczyła, ze jeśli posłowie PiS chcą tego dokumentu, to powinni o niego poprosić szefa rządu."
(http://www.newsweek.pl/artykuly/artykul.asp?Artykul=22262&Strona=1)
Pocieszające jest, że pisze o tym akurat "Newsweek", który swego czasu nagłaśniał banialuki opowiadane przez niejakiego K. vel "premiera Kononowicza z ziemi włoskiej do Polski" oraz zapłakanej posłanki PO, co o prywatyzacji służby zdrowia ciekawe rzeczy opowiadała. Nie zmienia to jednak faktu, że Pitera urasta do osoby kompletnie niepoważnej i niedopowiedzialnej, wokół której klakę urządzono zupełnie niewspółmierną do jakichkolwiek zasług posłanki związanych ze zwalczaniem korupcji. Ta klaka teraz obraza się przeciwko klakierom, jednakże nie ma wątpliwości, że faktycznie robiono wszystko, by i Kamińskiego, i CBA na wszelkie możliwe sposoby skompromitować i zohydzić obywatelom.
Tymczasem Pitery duby smalone nabierają cech niesamowitego komizmu. Jeśli bowiem przechwala się ona, że "mogła sobie nad nim pracować, kiedy chciała, na czym chciała, o jakiej porze dnia i nocy, na takim sprzęcie, jak jej się podobało", to można zapytać: no ale co z tego? Co to ma do rzeczy? Istota sprawy polega przecież na tym, że nie tylko nie ma żadnego raportu Pitery, ale i sama Pitera na temat swojego "notowania" nie ma nic do powiedzenia, nie mając zarazem nic na swoją obronę. Jak na szeryfa w spódnicy z okładek polskich tygodników opinii to nadaje się ona jedynie do filmu "Lemoniadowy Joe", gdzie statystami powinni być wszyscy ci, co z raportem Pitery takie wielkie nadzieje wiązali.


Komentarze
Pokaż komentarze (52)