Nie wiadomo, czy sam premier to wie, ponieważ z tego, co można wyczytać teraz, wyglada na to, że nie jedzie po nic konkretnego. Rekonesans na Kremlu? Czemu nie? Tylko po co teraz?
"Nie ma jeszcze ostatecznej decyzji w sprawie ulokowania w Polsce elementów tarczy antyrakietowej USA - mówi Rosjanom premier Donald Tusk. Szef rządu zapewnia ich też, że Polska nie planuje rozmieszczenia na swoim terytorium baz NATO. I przekonuje Rosjan do budowy gazociągu przez Polskę, choć nie wierzy, by udało mu się wpłynąć w tej sprawie na Putina",
(http://www.dziennik.pl/polityka/article119806/Tusk_W_Rosji_nie_zalatwie_gazociagu.html)
donosi "Dziennik", a więc wygląda na to, że Sikorski swoje, a Tusk swoje. Znakomita, komplementarna polityka międzynarodowa. Jeśli więc nie ma decyzji, co do tarczy (swoją drogą, ciekawe, kto ma ją podjąć, bo wygląda na to, że nie polski rząd - czy Tusk czeka na czyjąś podpowiedź?), nie ma planów, co do baz NATO w naszym kraju, a ponadto nie ma wiary, że zmieni się polityka energetyczna Rosjan, to właściwie, po co się z Putinem spotykać, biorąc pod uwagę niedawne, coraz ostrzejsze groźby rosyjskich notabli oraz "antypolskie nastroje wśród Rosjan", o których też można było wyczytać "ni stąd ni zowąd"?
J. Staniszkis uważa, że premier nie powinien teraz udawać się do Moskwy, ponieważ w ten sposób mimowolnie wpisuje się w kampanię prezydencką w Rosji.(http://www.dziennik.pl/opinie/article119638/Tusk_lepiej_by_zrobil_gdyby_zostal_w_domu.html)
"Polska zapłaci jednak za tę wizytę wysoką cenę. Sytuacja w Rosji jest napięta w związku z trwającą tam kampanią wyborczą. Władza chce się własnemu społeczeństwu przedstawić jako twarda i nieustępliwa - zwłaszcza wobec Polski. Marginalizuje demokratyczną opozycję. Jest to zatem najgorszy możliwy czas na negocjacje i kompromisy. Dlatego zarówno ogłaszanie naszego ostatecznego stanowiska w sprawie tarczy, jak i wizytę Tuska w Moskwie należałoby przełożyć na po wyborach, tym bardziej że w połowie lutego czeka nas geopolityczne zawirowanie w związku z ewentualnym ogłoszeniem przez Kosowo niepodległości.
Atmosfera wizyty Tuska w Moskwie nie będzie więc zależała od zachowania polskiego premiera. Byłabym szczerze zaskoczona, gdyby w ogóle doszło do spotkania Tuska z Putinem. Wizytę polskiego premiera Rosjanie będą celowo spychać na niższy poziom dyplomatycznej hierarchii. Oni są mistrzami w upokarzaniu polityków - pamiętamy przecież, jak potraktowano byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, gdy przyjechał do Moskwy po swojej pamiętnej mediacji w konflikcie na Ukrainie."
Może być jednak tak, że Tusk jedzie do Moskwy nie dlatego, że ma coś do załatwienia i dlatego, że spotka się lub nie spotka z Putinem, lecz z tego powodu, że boi się nie pojechać. Po prostu - musi.


Komentarze
Pokaż komentarze (68)