A jednak stan najwyższej gotowości. Mamy do czynienia z walką starych WSI (z ich szerokimi rozgałęzieniami) z tymi ludźmi, którzy ośmielili się przetrącić kręgosłup Układu. Dziś już A. Macierewiczowi grożą więzieniem ex-oficerowie - zresztą jacy oni ex-, skoro wciąż i wciąż powracają jak koszmar z ulicy Wiązów.
Wczoraj zwiad Zetki urządzał rozpoznanie walką, dzisiaj już klasycy dezinformacji, czyli funkcjonariusze "GW" w pełnym rynsztunku stają do walki. Zwróćmy uwagę na sam tytuł artykułu:
"Wynosili tajne kwity"
Już nawet w spec-mowie nie używa się określeń "dokumenty", lecz "tajne kwity", żeby czytelnik nie miał wątpliwości, że wynoszono nie tylko tajne papiery, ale żeby czytelnikowi wbiło się od razu do głowy, że te papiery były "na kogoś". W ten jednak bezmyślny sposób funkcjonariusze "GW" kooperujący z ludźmi Układu zdradzają mimowolnie, że stara czerwona gwardia drży i apopleksji dostaje na myśl, że skarb w postaci rozmaitych diagnoz dotyczących Układu może być nie w sejfie w mieszkaniu Kiszczaka czy innego Urbana, lecz w rękach potwornych kaczystów. Już nikt nie pamięta, że parę dni temu głoszono, jakoby Macierewicz odchodził od PiS-u i nową partię "z Rydzykiem" zakładał. My to jednak dobrze mamy w pamięci. Deza nie zadziała, wpuszcza się więc następne. Wysyp dez z ostatnich dni świadczy o jakimś kociokwiku w szeroko rozumianym środowisku ex-oficerów wspierających obecnych szefów służb, co starałem się już wczoraj wieczorem wykazać.
O tym więc, że mamy stan najwyższej gotowości świadczy też dzisiejsza "informacja" "GW":
"Najtajniejsze materiały kontrwywiadu wojskowego nielegalnie kopiowano iwynoszono tuż przed wyborami, kiedy PiS nie było pewne, czy utrzyma władzę. Nowy szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego powiadomił prokuraturę."
(http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4906237.html)
Jak możemy się domyślić (wszak specjaliści takie doniesienia konstruują na stołach kreślarskich, gdzie mapy semantyczne się rozrysowuje) istnieją materiały tajne, tajniejsze i najtajniejsze. Mniejsza jednak z tym, skoro bowiem nowy szef SKW tak błyskawicznie zabiera się za porządki po Macierewiczu, sprawy muszą być niezwykle pilne. Sprząta, jak wiemy, już od samego początku, przecież dezy w mediach pochodzące z tamtych kręgów wyskakują jak grzyby po deszczu.
"Zawiadomienie, wraz z kilkuset stronami zeznań świadków - funkcjonariuszy - dotyczy popełnienia przestępstwa przez trzy osoby: byłą szefową biura ewidencji i archiwum (bezpośrednia podwładna b. szefa SKW Antoniego Macierewicza) oraz przez jej zastępcę i naczelnika biura."
Nie tylko zeznania świadków, ale świadków-funkcjonariuszy (gdzież można znaleźć lepszych świadków, jak nie w specsłuzbach) i to nie jak z raportem Pitery na jakimś świstku czy w wirtualnej rzeczywistości, ale na kilkuset stronach. No, to już możemy być pewni, że nieprawidłowości za czasów Macierewicza musi być tak wiele, że nawet blamaż z Piteraportem zostanie przyćmiony nowymi komprmateriałami.
Nic dziwnego, że natychmiast zapewniono tym komprmateriałom odpowiednią oprawę w postaci świętego oburzenia dyżurnych autorytetów:
"Jeśli te informacje się potwierdzą, to nie znajduję odpowiedniego słowa, skandal to za mało - mówi "Gazecie" b. szef WSI gen. Marek Dukaczewski. - To szalenie groźna sytuacja. Oznacza utratę kontroli przez służby nad najważniejszą częścią jej danych, ale też bezpowrotną utratę zaufania do służb osób, które miały gwarancje, że ich dane będą wieczyście chronione. Nie wiadomo, kto i po co te dane wykradł. By je sprzedać np. innym służbom?"
Pamiętają Państwo zaśpiew zawarty we wczorajszej dezie Zetki? Pieśń o zagranicznych służbach i zdruzgotanych ambasadorach? Tym razem skandal też zapowiada się na "międzynarodową skalę":
"Dukaczewski przewiduje poważne konsekwencje międzynarodowe: - Polska musi powiadomić NATO o tym "wypadku nadzwyczajnym", bo jako członek NATO podlegamy kontroli w sprawie przechowywania tajnych dokumentów."
Chyba chodzi raczej o tzw. wiatr ze wschodu, na którego powiewy ludzie wyszkoleni przez specjalistów rosyjskich zawsze byli wyczuleni. Najwyraźniej więc określenie "putinada" użyte przez J. Kaczyńskiego na czasy rządów obecnej koalicji nabiera nowego, opisowego znaczenia. Code Red może przecież oznaczać nacisk służb rosyjskich na polskie, by nareszcie "ostatecznie rozwiązano" problem tych, co ośmielili się wejść w drogę Układowi, który wszak bez błogosławieństwa "braci Moskali" palcem w bucie by nie kiwnął.


Komentarze
Pokaż komentarze (38)