Nic dziwnego, że specsłużby przeżywają okres, który można nazwać Sturm und Drang, skoro kapiszonów peokratom powoli zaczyna brakować. Najpierw był cyrk z Piteraportem, po którym została wirtualna notacia, teraz najpiękniejszy z ministrów rządu Tuska, szeryf Ćwiąkalski pokazał, że tak naprawdę nie dysponuje żadnymi dowodami zbrodni, które przypisywano PiS-owi. Nic tylko się pochlastać, chyba, mówiąc brutalnie, choć zawsze jeszcze można coś z zanadrza wyciągnąć, think tanki pracują na trzy zmiany.
W tej sytuacji jednak zrozumiała jest postawa Marszałka Koronnego Komorowskiego, który ani myśli odtajniać stenogramy z posiedzenia komisji, na którym Ćwiąkalski miał pokazać porażające dowody. Skoro bowiem nie tylko PiS, ale już nawet LiD, którego o sympatię dla kaczystów nie sposób posądzać, twierdzi, że minister sprawiedliwości nic konkretnego nie miał do powiedzenia, to lepiej tego kolejnego blamażu PO nie upubliczniać (http://www.tvn24.pl/-1,1538138,wiadomosc.html). Nie przeszkadza to jednak mędrcom z PO nazywać Ziobrę "arcyzbrodniarzem", jak też twierdzić, jak choćby arcymędrzec Kalinowski: "postępowania w sprawie nielegalnych podsłuchów trwają, więc przestrzegałbym posłów PiS przed euforią, bo jednak coś niedobrego w tej sprawie się działo".
Wszystko trwa, wszystko płynie, euforia jest przedwczesna, właściwie można powiedzieć, że nawet Pitera wciąż pracuje nad swoim raportem i go w końcu wypracuje. Tak samo i Ćwiąkalski gruszek nie zasypia popiele, choć tych gruszek stosunkowo niewiele. Gdyby nie omłotkowane czy podtopione laptopy, to by w ogóle nie miał z czym występować na deskach polskiego teatru politycznego. Najwyraźniej działania osłonowe wokół rządu PO-PSL osłabły na pewnych odcinkach po załatwieniu przez Ć. najpilniejszych spraw, a teraz wszystkie siły skoncentrowane są wokół pełnego przejęcia SKW, tzn. zreorganizowania, oczywiście. Tam bez wątpienia biło serce partii od dziesiątek lat, boć przecie od wojskowych zrzutów "polskich komunistów" swoją długą drogę przez mękę PPR zaczynała. To serce jednak ostatnio ktoś przeszczepił i teraz dwoją się i troją kradiochirurdzy przeszkoleni przez GRU, jak dokonać ponownej transplantacji starego organu.
W dużej mierze jednak, pod względem operatywności, w sukurs idą tym kardiochirurgom, specjaliści z PO, wystarczy ich posłuchać:
"To, że minister sprawiedliwości nie przedstawił w Sejmie szczegółów dotyczących zastosowania podsłuchów, nie oznacza, że ich nie było - stwierdził Zbigniew Chlebowski z PO. Jego zdaniem problem nielegalnych podsłuchów w Polsce istnieje."
(http://www.tvn24.pl/-1,1538151,wiadomosc.html)
Tu jest logika godna porządnego politruka, choć przecież Chlebowskiego nikt po marksistowsku nie brainstormował, podejrzewam. Nie ma szczegółowych informacji o podłuchach, ale nie znaczy to, że nie było podsłuchów. Problem jednak w tym, że to przecież Ć. miał przedstawić stuprocentowe dowody na istnienie tychże podsłuchów. Co tam jednak logika, gdy nastaje zgoda polsko-rosyjska i już jest ogólnomedialny prikaz, by się cieszyć. Wobec tego, jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.
PS.
Dla wszystkich wyborców PO polska wersja "Jozina z Bazin" - podesłany link przez Noblog:
http://youtube.com/watch?v=SLa_v7el_Vk
Have fun!


Komentarze
Pokaż komentarze (51)