"Im mądrzej, tym głupiej" - mawiał kiedyś Gombrowicz i pasuje to znakomicie do opisu pomysłu kolejnej rewolucji w edukacji, tym razem planowanej przez niespokojnego ducha, bo min. K. Hall. Ostatnio zresztą mało o tej minister było słychać, zwł. w kwestii nauczycielskich podwyżek dość niewiele miała do powiedzenia (poza słynną mową o algorytmizacji, którą kiedyś obszernie cytowałem), nic dziwnego zatem, że zaplanowała rewolucję, bo czego jak czego, lecz rewolucji nie dostrzec nie można.
Co czytamy o tych rewolucyjnych planach? Ano np., że nauczanie historii zakończy się w I klasie LO (http://wiadomosci.onet.pl/1689061,11,item.html). Co następnie będzie robić młodzież w szkołach średnich?
"Potem skoncentruje się tylko na wybranych przedmiotach."
Znakomicie koreluje to z niedawnym pomysłem podręcznika niemiecko-polskiego dot. naszej "wspólnej" historii. Opanowanie takiego podręcznika w podstawówce nie powinno nastręczać wielkich trudności. Wystarczy wszak powiedzieć dzieciom, że Zakon Krzyżacki tworzył drogi oraz pozostawił wiele wspaniałych zabytkowych budowli, zaś Niemcy w czasie II wojny światowej doznali od Polski tzw. brutalnych wypędzeń. Tyle wystarczy by dzieci zapamiętały, żyjąc w jednym państwie (jak wczoraj stwierdził Wałęsa) z innymi Europejczykami.
"Ministerstwo Edukacji tłumaczy, że reforma jest konieczna, bo wykształcenie wyższe chce zdobyć aż 80 proc. młodzieży, a obecne treści programowe są zbyt obszerne dla wszystkich. - Nie każdy będzie bardzo dobry z polskiego czy historii, więc nie ma sensu wszystkich uczyć wszystkiego - tłumaczy "Dziennikowi" wiceminister edukacji prof. Zbigniew Marciniak. "
Oczywiście, że nie ma sensu uczyć wszystkiego, a już historii i polskiego na pewno. (To bardzo mądre rozwiązanie, jestem przekonany, że w innych krajach europejskich np. w Niemczech także niewiele miejsca poświęca się na uczenie polskiego i polskiej historii). Bez wątpienia jednak trzeba polskie dzieci w naszych szkołach uczyć języków obcych, zwł. niemieckiego, który w "jednym państwie" będzie stanowić zapewne odpowiednik średniowiecznej łaciny. Nie podejrzewam przecież, by min. Hall czy światły wiceminister Marciniak ograniczali uczniom dostęp do zdobyczy europejskiej kultury,a zwł. do tego języka. Jeśli w przypadku niemieckiego ktoś "nie będzie bardzo dobry", to wtedy ministrowie zalecą kuratorom zwiększenie godzin z niemieckiego, tak by nieco mniej gramotni uczniowie mieli jeszcze lepsze podstawy do porozumiewania się w jednym języku w jednym państwie. Wtedy to faktycznie będzie rewolucja. Może nie Lenina, a Bismarcka, ale zawsze. W podręcznikach historii zostanie odnotowana.


Komentarze
Pokaż komentarze (137)