Legendarny B. Węglarczyk mistrz mowy polskiej, który dnie i noce spędzał w salonie24 (to były czasy...) smuci się z tego powodu, że Polska nie świeci przykładem we Wspólnocie Europejskiej i zamiast na wyścigi z innymi państwami odfajkować ratyfikację Traktatu, to wlecze się ogonie, jak ta kolonia buraczana.
A przecież mogło być tak pięknie i tak wspaniale:
"po raz kolejny straciliśmy szansę, by być krajem, który w Unii daje przykład innym. Szybką ratyfikacją mogliśmy wrócić na pozycję przywódcy regionu Europy Środkowej."
(http://www.gazetawyborcza.pl/1,75968,4913261.html)
Przewodzić Europie Środkowej możemy jak najbardziej, tak jak przewodziliśmy swego czasu krajom RWPG, będąc jedną ze światowych potęg gospodarczych, oczywiście po ZSSR, na ale czy konieczne jest do tego ratyfikowanie Traktatu? Przecież sam kaganek oświaty, jaki niesie Agora SA wystarczy za wszelkie inne "oznaki oświecenia" czy nowoczesności. Zresztą, tak jak niejednokrotnie wspomniałem, spółka ta stanowi nieformalny ośrodek władzy w Polsce po 1989 r., czego dowodem jest choćby takie zdanie kolegi Bartka:
"Już trzy miesiące temu "Gazeta" apelowała o to, by Polska - kraj, w którym 80 proc. obywateli popiera integrację europejską i w którym partie antyeuropejskie zostały właśnie wymiecione z parlamentu - jako pierwsza ratyfikowała trakt lizboński o reformie Unii Europejskiej."
Już trzy miesiące temu APELOWAŁA. Nie wiemy, dlaczego te apele pozostały bez echa, bo przecież obyczaj nakazuje nie tylko apeli z Agory nasłuchiwać, ale też do nich się stosować. Tak jak do słynnego apelu, by był "ich prezydent", a "nasz premier" (w szczegółach to potem dość mizernie wyglądało, ale liczy się, że apel został wysłuchany), w czasach, gdy rząd bezskutecznie formował zasłużony, nie tylko dla Polski Ludowej, premier Kiszczak.
"Wczoraj ratyfikację traktatu zakończyła Francja, wcześniej zrobili to już Rumuni, Słoweńcy, Węgrzy i Maltańczycy."
Słowem, proces postępuje lawinowo. A co z nami?
"W wywiadzie dla "Polityki" premier Donald Tusk tłumaczył nasze opóźnienie tym, że dopiero kończy się tłumaczenie tekstu traktatu, a i prezydent może zwlekać z podpisem."
Kto to tak mozolnie tłumaczy, że nie ma jeszcze tego Traktatu po polsku? Gdzie ci sabotażyści? Kto im płaci?
A tak już zupełnie poważnie zastanawiam się, czy nie wystarczyłby po prostu podpis B. Geremka i A. Michnika, którzy kochają Polskę bardziej niż bociany ze słynnej reklamy jednego polskiego kleju budowlanego? Po co tyle tych cholernych formalności? ;P


Komentarze
Pokaż komentarze (51)