Gdzie te złote czasy, kiedy tryumfujący i oklaskiwany w mediach Z. Ćwiąkalski wystawiał na aukcję dyktafon Ziobry? Teraz prawdopodobnie przedmiotem, który będzie spędzał sen z powiek domom aukcyjnym będzie słynny młotek, którym Ziobro rozwalał swój służbowy laptop.
Dni, kiedy Ćwiąkalski wspierał WOŚP już minęły (http://www.wprost.pl/ar/119307/Cwiakalski-dyktafony-po-Ziobrze-oddam-na-aukcje-Jerzemu-Owsiakowi/), tak jak i dni, kiedy minister tłumaczył, jak to trafił do rejestru SB jako kandydat na TW. Przeminęły też jednak i dni słynnego młotka, a przecież rozpisywało się o nim tyle mediów, tylu komentatorów! Nie wiadomo, czy nawet czujni satyrycy nie wliczyli "młotka do laptopa" w poczet swoich dyżurnych jajcarskich tematów w Polsacie czy TVN24.
Przez długi czas mówiono o młotku w taki sposób, jakby to sam Ćwiąkalski ten młotek skonstruował lub przynajmniej odkrył (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,4889225.html). "GW" (wierna aż do bólu w relacjonowaniu faktów) donosiła przecież tak:
"W laptopy ktoś walił młotkiem - To nie jest tak, jakby laptop spadł z biurka, tylko raczej tak, jakby ktoś walił w niego młotkiem - mówił Ćwiąkalski rano w radiu RMF, dodając, że zastanawiające jest, że zachowują się tak "ludzie, którzy przedstawiają się jako kryształowo czyści"."
Już pal diabli, że z laptopu robiły się w "GW" od razu laptopy i że chodziło o "kryształowo czystego Ziobrę", który, rzecz pewna, ani kryształowy, ani czysty nie mógł być. Problem bowiem w tym, że wynalazcą młotka tak naprawdę był dziennikarz RMF FM, K. Piasecki:
"KP: Gazety rymują dziś trochę częstochowsko: "Laptop Ziobry nie jest dobry". Rzeczywiście tak bardzo ucierpiał?
ZĆ: Rzeczywiście, fizycznie jest całkowicie zniszczony.
KP: Ale ktoś go niszczył celowo, czy cierpiał, bo był eksploatowany, powiedzmy z nadmierną ekspresją?
ZĆ: Nie, nie jest to sytuacja, gdzie spadł z biurka i się rozbił, tylko był świadomie niszczony.
KP: Ale walił ktoś w niego młotkiem?
ZĆ: Tak wygląda. Ciężkim przedmiotem w każdym razie."
Wspominam o tym, ponieważ tak sobie dziś pomyślałem, że na pytanie, co zostanie po Ćwiąkalskim, od razu nasunęla mi się myśl, że co jak co, ale ten właśnie słynny młotek. Skoro ministerstwo sprawiedliwości ustami swojego rzecznika wyznało, że jednak nikt nie walił żadnym młotkiem w laptop (http://www.tvn24.pl/-1,1538573,wiadomosc.html), to ktoś jednak ten młotek musi mieć. Kto, jak nie Ćwiąkalski - mecenas nie tylko w slangu prawniczym, ale i mecenas sztuk pięknych, co widać było po jego szerokim geście w stosunku do WOŚP? Jak tu jednak wystawiać taki młotek na aukcję, kiedy jego znalazca jest tak trudny do ustalenia? Mało tego, nie tylko ciężko ustalić znalazcę młotka, ale i sam młotek jakoś tak "rozpływa się w niebycie"?
Biję się z myślami, czy to Piaseckiego tak poniosło na wieść o zniszczonych laptopach, że od razu wpadł na pomysł z młotkiem, czy też po prostu dziennikarz powiedział to, co zwyczajnie po głowie chodziło samemu Ćwiąkalskiemu? Ale jeśli Piaseckiemu młotka nie zasugerował Ćwiąkalski, to kto? Zwykły dziennikarz, ot tak, wynalazłby ministerialny młotek do laptopa, który tak zawojował polskie media?
Nie będę spał spokojnie tej nocy ;P


Komentarze
Pokaż komentarze (57)