Prof. A. Romanowski, długoletni współpracownik "TP" oraz członek ROAD-u, UD, a następnie UW, nie może znieść panoszenia się IPN-u w debacie publicznej i kreowaniu historii. Swoimi gorzkimi refleksjami dzieli się z redakcją komunistycznego "Przeglądu":
"Weźmy zbrodnię katyńską. Mało jest osób, które, tak jak robi to na przykład prof. Jan Widacki, potrafią publicznie walnąć pięścią w stół i powiedzieć: to nie była zbrodnia ludobójstwa, to była zbrodnia wojenna. Koszmarna, o monstrualnych rozmiarach, ale zbrodnia wojenna. Bo w sensie prawnym to wydarzenie nie wyczerpuje znamion zbrodni ludobójstwa. Ale żeby to powiedzieć, trzeba złamać patriotyczne tabu. A przecież to jest tylko szacunek wobec faktów, wobec słów. Tymczasem u nas słowa właściwie przestały znaczyć. Jedna z moich ulubionych zbitek frazeologicznych to „oprawcy stanu wojennego”. Od razu się widzi tych oprawców, którzy zrywają paznokcie... Cokolwiek mówić, to przecież nie miało miejsca w czasach stanu wojennego..."
(http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=wywiad&name=286)
Już sama ta garść myśli pokazuje z jaką klasą naukowca mamy do czynienia. Mało faktycznie jest takich odważnych, co potrafią dziś powiedzieć całą prawdę o Katyniu. Zresztą najwięcej tych odważnych było za peerelu. Mniejsza jednak z tym. Wiemy już, że oprawców stanu wojennego po prostu nie było. Nawet, jeśli ktoś tam "po ryju dostał", to przecież nikomu paznokci nie zrywano. I słusznie, przy okazji kolejny mit został obalony.
Wspomniałem jednak o złodziejach z IPN-u, a wlazłem na Katyń. Zanim jednak przejdę do rzeczy, jeszcze słowo o Jaruzelskim:
"– Ma pan pretensję do „Tygodnika” o sprawę lustracji...
– Nie tylko. Na przykład o to, jak rozrobiono tam sprawę wizyty gen. Jaruzelskiego w Rosji. Symfonia nienawiści, która rozlała się na łamach katolickiego pisma... Nikt nie zadał sobie trudu, żeby wyśledzić, co Jaruzelski tam naprawdę powiedział. Miano do niego pretensję, że mówił w Rosji to samo, co w Polsce. A czego oczekiwano? Żeby mówił co innego? Żeby w ogóle nie jechał? Pojechał na grób swego ojca, jest to zesłaniec syberyjski."
Dzięki Bogu, że takich zesłanców mieliśmy w historii tak niewielu. Jeszcze słowo o nieznośnym "bagażu Solidarności".
"– Zamiast równać do najlepszych, łatwiej ściągnąć ich w dół, choćby fałszywymi pomówieniami.
– To budzi moją fundamentalną niezgodę na wszystko to, do czego doszedł obóz szeroko rozumianej „Solidarności”. Obóz – jak to mówi Aleksander Hall „Polski posierpniowej”. Najmądrzejszym poglądem, który padł w czasie kampanii wyborczej, to był pogląd prof. Bronisława Łagowskiego wyrażony w „Polityce”, że dopóki nie będzie odrzucenia całego bagażu „Solidarności”, który doprowadził nas do PiS, Polska będzie grzęzła. Będzie odwrócona od świata. Bo nie można być ślepym – bagaż „Solidarności” nie doprowadził nas do Michnika, tylko do Kaczyńskiego. Trzeba wyciągnąć z tego wnioski."
Ktoś, kto zna publicystykę Łagowskiego z l. 80., wie, jaką intelektualną wagę mogą mieć takie przestrogi dla Polski. Trzeba jednak nie lada odwagi, przyznają Państwo, by w XXI w. głosić hasło "odrzucenia całego bagażu "Solidarności". Ani Łagowski, ani Romanowski nie głosili w l. 80., o ile sobie przypominam, by np. odrzucić cały bagaż komunizmu. Ten ostatni zresztą dodaje:
"...Mnie ukradziono „Solidarność”. Ciołkoszowa była wierna socjalizmowi, a ja też jestem wierny „Solidarności”. Bo Solidarność obowiązuje mnie wobec każdego bliźniego. A więc także wobec gen. Jaruzelskiego, zwłaszcza że jako państwo i naród tak wiele mu zawdzięczamy w 1989 r. Ale także np. wobec Andrzeja Leppera. Bo Solidarność polega także na tym, że nie będę robił Lepperowi prowokacji, że jest pewna bariera, której nie przekroczę.
– O tak, tamci nie mieli zahamowań.
– Więc jeżeli ja uważam, że jestem wierny idei „Solidarności”, to mówię też, że nie zgadzam się na stypendium im. Stanisława Pyjasa, bo wiem, co to będzie za stypendium. Że to będzie taran do bicia w ludzi inaczej myślących."
O co jednak chodzi z tym IPN-em - wszak od niego zacząłem, a ciągle kluczę?
"– Czy jest sens, żeby IPN istniał, tak jak w tej chwili to funkcjonuje?
– IPN jest nie do pogodzenia z demokratycznym państwem prawa i nie do pogodzenia z etosem historyka. Jestem rocznik 1951, naprawdę nieźle PRL pamiętam, dotąd mam go w kościach. Pamiętam tamte podręczniki historii, to co się zewsząd sączyło. Teraz to wszystko mi się przypomina – instrumentalne traktowanie historii, wybieranie akurat tego, co pasuje na danym etapie walki klasowej, przemilczanie, wymienianie naturalnej hierarchii wartości."
W ten sposób jesteśmy w domu. Romanowski, mający zresztą, jak sam wyznaje, przodków czy krewnych, którzy wiele dzięki czerwonym się nacierpieli, sam zaczyna mówić, jak człowiek "stamtąd". Pozostawiam to jednak bez komentarza.
Najciekawsze bowiem przed nami. Oto pod tym arcyciekawym wywiadem, pojawia się w komentarzach on-line niejaki Monty65, który odsłania zupełnie białe karty historii, zgodnie z najlepszymi prawidłami rekonstrukcji przeszłości, jakiej dokonywano za czasów komunistycznych. Przytaczam te komentarze w całości, bo rzecz warta zachodu. Złodzieje historii z IPN-u takich rzeczy nie publikują:
"Prof. Andrzej Romanowski budzi moją sympatię - i współczucie. Jego sytuacja przypomina mi sytuację niektórych moich znajomych po ujawnieniu przez Chruszczowa jak dużo było tych wiór ("gdzie rąbią drwa, tam wióry lecą"). Piszę niektórych, bo wielu nie dało się uwieść stalinowcom: dla bardzo wielu byłych KPP-owców, byłych PPS-owców autorytetem mógł być Lenin, Bucharin - ale nie Stalin czy Piłsudski. Zakochany w Stalinie był kardynał Wyszyński, bardzo wielu byłych narodowców (NPR masowo wstępował do PPR, ale także inni, aż po PAX). W 1956 roku wszyscy mogli być dumni z wyników 10-lecia: silne Wojsko Polskie na Odrze, odbudowane miasta, miliony nowych miejsc pracy, miliony czytających: kursy dla analfetów, książki tańsze od chleba (a była to klasyka literatury światowej, nie ten chłam, co teraz...). W 1968 roku, kiedy bój o władzę toczyły dwa odłamy UB ("Zambrowski do Biura", zawołanie Michnikowców, "Kto nie z Mieciem, tego zmieciem) Moczarowców) znalazła się na lewicy trzecia siła. W 1989 roku, kiedy prezydent Bush zaproponował Gorbaczowowi podzielenie Polski (Śląsk + Poznańskie + Mazury z bazami Armii Czerwowej wycofanej z DDR), ten nawet gdyby chciał, nie mógłby przyjąć tej oferty: Wojsko Polskie wtedy jeszcze było siłą.
Jakże inaczej wygląda bilans Solidarności ! Znalazła się tam garstka sprawiedliwych ("Demokraci"), być może nie czeka nas los Sodomy i Gomory. Ale Profesora i jemu podobnych czeka jeszcze wiele bolesnych rozczarowań: na szefa ministerstwa prawdy prawica nie znalazła kandydata bez skazy, ba tę samą skazę (majstrowanie fałszywek na konkurentów) obciążeni są kandydaci na najważniejsze stanowiska państwowe. Specjaliści od podsłuchów i nagrywań mają kopie tajnych materiałów, od których zależy bezpieczeństwo. Dla kogo to nagrali - czyste hobby ? Putin, kiedy tylko zechce, pozwoli opublikować ofertę 14 dla Sierowa. Narazie znamy tylko ofertę Piaseckiego, przyjętą. Kiedy zechce, opublikuje materiały premiera na wychodźctwie, który wrócił do Polski w 1956? 1957? bo nie chciał pogodzić się z doktryną NATO "odepchnięcia Polski". Według tej doktryny do 1989 roku NATO stawiało sobie jako cel przesunięcie granicy polsko-niemieckiej m.w. do przebiegu z 1938/1914 ! ZSRR na otarcie łez po DDR w zamian miał otrzymać Białostockie, Rzeszowskie, Chełmszczyznę*. Poza Mackiewiczem nikt z zawodowych londyńskich patriotów nie zaprotestował, ani nie pisnąl. Tfu, mógłbym wyliczać bez końca. Na dziś starczy, idę zmierzyć ciśnienie krwi.
*PS C.Rice, wtedy jeszcze mały pionek wśród doradców Bush'a-ojca, przerobiła tę rekompensatę na pas zachodnich ziem Polski + Mazury tak, by Armia Czerwona miała niezakłócona linię transportową z mostem własnym w okolicy Grudziądza. Prawda to, czy plotka ?
"...kłopot w tym, że nie mogę wskazać źródeł, takich drukowanych i dostepnych od ręki. Dlatego pytam: prawda to, czy plotka? Pretensje o to miejmy do naszych histotyków. Napisałem o tym, o czym słyszałem. Wielokrotnie, przy różnych okazjach. Powrót Mackiewicza wywołał burzę dyskusji, domysłów. Ludzie związani z SN nie wątpili w jego prawość. Minęło 50 lat - i cisza, ani mru-mru. Żadali od niego Amerykanie zgody na Królestwo Kongresowe, czy tylko to sobie wymyślił. Wojska, które Anglosasi mieli przygotowane w Angli do ew. wprowadzenia do Polski składały się z obywateli polskich narodowości ukraińskiej ? Gdzie się podziały podziały oddziały złożone z Polaków ? To były całe noce przegadane, od zorzy do zorzy. W latach 80-tych ze sztabu NATO wróciła jedna dziewczyna. Znowu dużo sie gadało. I nadal cisza. jakie były cele bombardowań NATO w Krakowie ? Kościół Mariacki - ale tylko wieże ("uciszyć hejnał"), bo o ołtarz Wita upomnieli się Niemcy ? Wszystkie urzędy pocztowe ("węzły łączności"). Po bombardowaniach Serbii (m.in. średniowieczne zabytki) brzmi to prawdopodobnie, ale nadal: prawda - czy plotka?
Przewodnicząca związku wypędzonych w Niemczech oferała nam dokumenty, całkiem niedawno, o ile zrozumiałem - bezpłatnie, mające świadczyć o tym, że powstanie warszawskie "zrobili Niemcy". Nasi historycy nie odpowiedzieli na propozycję, cisza. A w latach 40-tych wiele razy słuchałem dyskusji o powstaniu krakowskim, przygotowywanym przez Niemców. Miało być zgrupowanie AK w okolicach Myslenic, kilka tygodni rokowań. W końcu Niemcy zorientowali się, że Stalin nie ma sił na dalszą ofensywę i zlikwidowali całe to zgrupowanie. Od 60 lat cisza. tak sobie tylko ludzie gadali ? Ja też nie jestem historykiem. Ja nie wypełnię tych białych plam. I tysiąca innych. Ale to się będzie działo, kropla po kropli. Dlatego ludzi wierzących w bajeczki a'la IPN czeka wiele bolesnych rozczarowań.


Komentarze
Pokaż komentarze (64)