Nie pierwszy już raz okazuje się, że tę samą rzecz dwóch ludzi widzi na różne sposoby. M. Migalski i G. Miecugow opisują relacje między mediami a polityką obecnego rządu i dochodzą do zgoła odmiennych wniosków.
Ten pierwszy uważa, nie wchodząc w szczegóły, że media roztaczają ochronny parasol nad nową koalicją, mimo że tajemnicą poliszynela jest nieudolność i niekompetencja Tuskowo-Pawlakowego zaciągu ministerialnego (http://www.rp.pl/artykul/92448.html). Ten drugi natomiast twierdzi, że każdy rząd na początku darzony jest pewnym kredytem zaufania przez media i nie ma w tym nic dziwnego (http://rp.pl/artykul/92017.html). Co więcej, Miecugow dodaje, że - co już jest wyjątkowo zabawne - TVN24 nadaje głównie na żywo, wobec tego "jakakolwiek manipulacja jest tu niemożliwa". Gdybym tego zdania nie ujrzał na własne oczy, to bym nie sądził, że taki idiotyzm można wypowiedzieć z całkowitą powagą, zwł. że to właśnie relacjonowanie live jest szczególnie narażone na zniekształcanie faktów, o czym wiedzą nie tylko medioznawcy, ale i przeciętni odbiorcy. Podawanie informacji niesprawdzonych, przedwczesnych, komentowanie bez odpowiedniego przygotowania, nieuwzględnianie kontekstu jakiejś sprawy - wszystko to (jak i wiele innych czynników) wpływa na to, że właśnie nadającym na żywo ciężko uniknąć zagrożenia manipulowaniem przekazem (nawet, jeśli ta manipulacja miałaby charakter nie w pełni świadomy ze strony nadawcy - w przypadku jednak TVN24 manipulowanie jest raczej zamierzonym sposobem relacjonowania o pewnych zdarzeniach).
Migalski twierdzi, że:
"Jeśli bowiem ukształtuje się taki zwyczaj, że o niedomaganiach i nieudolności rządów będzie się swobodnie rozmawiać i dyskutować jedynie w wąskich gronach elity politycznej, to implikować to może niszczenie demokracji poprzez wprowadzenie jej elitarystycznego charakteru, poprzez ograniczenie wiedzy zwykłych obywateli o problemach władzy i rządzenia."
Pomija jednak zupełnie rolę tych mediów, które krytycznie odnoszą się do prac rządu, ale także niemainstreamowych, nie mówiąc o blogosferze. Poza tym, obywatele nie muszą ogladać TVN24, by się dowiedzieć, że coś jest nie tak z Irlandią 2. Wystarczy, że zaglają regularnie do portfeli i uważnie wertują comiesięczne opłaty za rozmaite usługi. Nieroztropne jest więc suponowanie, że jeśli media czegoś nie powiedzą, to to nie nastąpi, zresztą protesty społeczne pojawiły się już właśnie mimo solennych zapewnień mediów, że za Tuskopawlaka jest dobrze i będzie jeszcze lepiej.
Z kolei Miecugow już może nie pamięta, co wyrabiały media i opozycja, gdy uformował się rząd Marcinkiewicza. I pewnie nie musi pamiętać, boć i dziennikarska pamięć wypłukuje się stosunkowo szybko i taki dziennikarz nie od pamiętania jest, w końcu nie pracuje jako historyk.
Szczególnie jednak ciekwawe jest pitolenie tego rodzaju:
"Nietrafiony jest również zarzut, kierowany już bezpośrednio do mnie jako współtwórcy „Szkła kontaktowego”, że teraz zamierzamy inaczej traktować polityków i że zapowiadamy przekierowanie naszego programu na tematy bardziej społeczne aniżeli polityczne. Przyczyny są inne niż chęć nieośmieszania partii rządzącej."
Miecugow nie chce się przyznać do tego, że jest inna mądrość etapu, więc sadzi takie dyrdymały:
"Otóż, jeśli chodzi o potrzeby takich programów, jak „Szkło kontaktowe”, to na rynku politycznym znacznie zmniejszyła się podaż pewnego rodzaju polityków – ze sceny politycznej zniknęli panowie Lepper i Giertych, którzy wypełniali dużą część naszego programu. W parlamencie ich następców po prostu nie ma."
No właśnie. Komorowski, Niesiołowski, Ćwiąkalski, Pitera etc., to nie są ludzie z których można by boki (i baki) zrywać. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z jakimś koniunkturalizmem - jest to wyłącznie wyraz politycznej ulgi wspaniałomyślnych mediów. Może rządy PiS-u na takie ulgi nie zasługiwały, no ale to przecież nie jest wina Miecugowa. On tylko relacjonuje fakty. Tak jak i inni w TVN24.


Komentarze
Pokaż komentarze (50)