O roku ów 2003! Któż cię pamięta? 10 września owego roku pisano:
"Z najnowszych badań OBOP-u wynika, że gdyby wybory prezydenckie przeprowadzono w sierpniu, zdecydowanie - z 34-procentowym poparciem Polaków - wygrałaby je Jolanta Kwaśniewska. Na drugim miejscu, z ponad czterokrotnie mniejszym wynikiem, znalazł się Andrzej Lepper."
(http://wiadomosci.polska.pl/polityka/article,Kwasniewska,id,59082.htm)
Dodawano też o powstającym "oddolnie, spontanicznie", jakżeby inaczej, komitecie wyborczym:
"Według wyliczeń sztabu, kandydaturę żony prezydenta poparłaby ponad połowa Polaków."
Przywołuję te rzeczy nie tylko na dowód tego, ile warte są w Polsce badania OBOP-u i innych sondażowni, ale i na wspomnienie złotych lat lewicy, które nigdy nie powrócą. Czynię to zresztą nieprzypadkowo, ponieważ Lady J., w której kochało się tyle komentatorek nie tylko politycznych, uchodziła wtedy bo już dziś jakby nieco mniej) za mistrzynię elegancji i autentyczny massmedialny wzorzec kobiety-Polki XXI wieku. Nie schodziła z błyszczących okładek kolorowych czasopism całymi miesiącami, ale i dziś jest obecna w przestrzeni medialnej choćby jako prowadząca słynny program w TVN Style.
Ponieważ nie należę do - jak to mówi Lady J., niegdysiejsza królowa salonów, za którą ciągną niezwykle barwny korowód dworzan - "widzek" tego programu, odwołam się do badań przeprowadzonych przez M. Miecznickiej z "Dziennika" (http://www.dziennik.pl/kultura/telewizja/article123977/Kiepski_styl_zony_prezydenta.html), która to zebrała co ciekawsze wypowiedzi antenowe byłej prezydentowej. Na przykład taka: "paryska bohema padła na widok mojego płaszcza" albo taka: "Tak jak powiedzieliśmy, białe skarpetki tylko do gry w tenisa", albo taka: "I buty. Nie zapominajmy o butach. Zawsze wypastowane, czyste. W buty warto zainwestować."
Ładne, trzeba przyznać i przydatne. Ja dzisiaj rano zapomniałem o butach. Lady J. wyraża zresztą generalnie krzepiące uwagi o charakterze uniwersalnym:
"Moda przemija, a styl pozostaje. Co to znaczy? To chyba to, że jeśli mamy ten styl ponadczasowy, to nie musimy się przejmować tymi wszystkimi modowymi pismami, prawda?"
Dlatego ja się tak bardzo nie przejmuję. Kwestia obuwia sportowego np.:
"Też jedne trampki posiadam, chociaż rzadko chadzam."
Słysząc takie wypowiedzi człowiek nabiera wiary w siebie. Takie właśnie programy są dziś nam potrzebne. Wyjątkowo ciekawa wydało mi się jednak to spostrzeżenie:
"Najlepszym miejscem dla nowego pracownika (w aucie szefa - przyp. red.) jest miejsce w samochodzie po prawej stronie kierowcy. Jeśli pracuje pani w firmie przez wiele, wiele lat, jestem głęboko przekonana, że pani szef zaproponuje pani miejsce po swojej lewej ręce."
Nie wiem, czy chodzi o autobus z napisem "przewóz pracowników" czy też o to, że niektóre co lepsze firmy warszawskie mają takie limuzyny, w których kierowca siedzi pomiędzy pasażerami. Wszystko możliwe, to w końcu XXI wiek.
Autorka artykułu nie pozostawia na Lady J. suchej nitki:
"Największy sekret prezydentowej to to, że będąc przez tyle lat królową polskich szaf i telewizorów i ucząc Polaków, jak nosić kapelusz oraz jeść bezę, jest osobą raczej pozbawioną stylu, mówiącą niezbyt poprawnie po polsku (swoją drogą, dlaczego redaktorzy TVN nie poprawiają tych jej ciągłych „ubrałam sukienkę” albo „jak się jego nosi”?), choć pełną dobrej woli, to niezbyt błyskotliwie sobie radzącą przed kamerą i sprawiającą wciąż wrażenie, jakby właśnie pochłonęła kij od szczotki."
Kiedyś nawet M. Ogórek napisał zjadliwie o Lady J. (http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,2954829.html) jako o "przewodniczącej królowych". Ja zaś chciałbym przypomnieć, że to zejście w cień królowej salonów i "jednej z najbardziej wpływowych kobiet w Polsce" poprzedzone było spektakularną, choć niezbyt efektywną akcją organizowania sztabu wyborczego kandydatowi na prezydenta (który to już raz?) w 2005 r. W. Cimoszewiczowi, na czele którego stała właśnie Lady J. obok takich legend, jak choćby M. F. Rakowski. Aczkolwiek jeszcze w ub. roku jedna ze znawczyń pisała w "Pressie":
"Dziś Jolanta Kwaśniewska uchodzi za niedościgły wzór kreowania wizerunku żony polityka. Wykształcona, elokwentna, opanowana i nienagannie ubrana wspierała męża nawet w najtrud- niejszych sytuacjach. Mimo potknięć, które przydarzały jej się zwłaszcza na początku kadencji (zbyt krótka spódnica podczas wizyty w Polsce królowej brytyjskiej Elżbiety II, kłamstwa w sprawie magisterium męża), potrafiła szybko się uczyć. Na jej tle wizerunek żon innych polskich polityków sprawia wrażenie amatorskiego. – Panie te nie mają przemyślanej strategii public relations. Ich komunikacja jest przaśna i prowincjonalna, w czym zresztą nie różnią się od swoich mężów – ocenia Piotr Czarnowski, prezes agencji First Public Relations."
(http://www.press.pl/press/pokaz.php?id=1356)
Może więc nie jest tak źle? BTW, istnieje wyjście też dla "żon polityków" - śledzenie TVN Style.


Komentarze
Pokaż komentarze (33)