Dzisiejsza wiadomość podana przez RMF, która błyskawicznia obiegła inne media, zmroziła chyba wszystkim krew w żyłach. Nareszcie coś się dzieje: na Polskę spaść może satelita. I to amerykański.
Od czasów zrzutów amerykańskiej stonki, czyli od ponad pół wiecza, no i od czasów strasznego Reagana, który doprowadził pokojowo nastawiony do świata blok sowiecki do desperacji, takiego amerykańskiego zagrożenia nad Polską nie było. Nic dziwnego, że rząd polski stanął od razu na baczność, od Klicha po Schetynę i powołał natychmiast sztab kryzysowy (http://www.rmf.fm/fakty/?id=131931), czyli nareszcie nieco senny dotąd (choć już cieniami nie spowity) gabinet Tuska ma co robić:
"Dzisiaj otrzymaliśmy informację o możliwości uderzenia amerykańskiego satelity w terytorium Polski - potwierdza Klich."
(http://www.tvn24.pl/-1,1539007,wiadomosc.html)
Biorąc pod uwagę, że satelita może spaść na linii równoleżnika 52, czyli na wysokości Terespola, Leszna i Warszawy, warto byłoby pomyśleć nie tyle o sztabie kryzysowym, co o ewakuowaniu całego rządu. Niechby tak taki satelita spadł na Urząd Rady Ministrów... Nawet, gdyby wszyscy wtedy byli na obiedzie gdzieś na mieście, to przecież jak to by wyglądało, gdyby najedzeni ministrowie wracali do pracy w ruinach? A jakby tak spadł na Wiejską i rozwalił budynki sejmowe? Nie chcę nawet pomyśleć o budynku ambasady rosyjskiej. Co by na to Putin Tuskowi powiedział? A jeśli walnie w miejsce wyznaczone na budowę stadionu pod Euro 2012?
Przygotowania do ewakuacji rządu należy rozpocząć już teraz, skoro satelita ma spaść 6 marca (całe szczęście, że nie 8, było nie było Międzynarodowy Dzień Kobiet), tak by gabinet mógł pracować nieprzerwanie w innym miejscu, nie zważając na ewentualne zniszczenia URM. Zadziwiające, że do tej pory jednak media nie połączyły tego nadzwyczajnego zagrożenia z niedawnymi aferami PiS-u. Kaczyści jako ludzie ślepo i nieodpowiedzialnie dążący do sojuszu z imperialistyczną Ameryką mogli poprosić Busha, by ten z pomocą kolesi z Pentagonu, wziął pilot i pyknął tak, by satelita spadł akurat na Polskę, co miałoby spowodować dramatyczne przerwanie licznych procesów, dochodzeń i przygotowań do przesłuchań (nie mówiąc o zniszczeniu dokumentacji - zwł. rozmaitych twardych dysków). Przy okazji więc ewakuowania rządu Tuska, należałoby wprowadzić stan wyjątkowy i internować władze PiS-u (plus prezydenta) jako odpowiedzialne za kosmiczne zagrożenie kraju. Może nawet kataklizmowi by to nie zapobiegło, ale przynajmniej winni od razu zostaliby osądzeni. Po frontowemu.
;P


Komentarze
Pokaż komentarze (70)