Lamentacjom z powodu likwidacji służb wojskowych III RP nie było końca na łamach wielu zaprzyjaźnionych z tymi służbami tytułów. W marcu ub. roku "Polityka" przywoływała dramatyczne głosy ex-oficerów i dowodziła (tak jak wiele innych mediów), że nowe służby to zbieranina kompletnego matolstwa.
"Wysoki oficer wojskowej jednostki specjalnej (jak większość naszych rozmówców zastrzegł swoje dane) tak charakteryzuje podział na trzy grupy, obowiązujący w czasach WSI. Najmniejsza, ale najpotężniejsza, czyli tzw. biznesmeni, to albo oficerowie pod przykryciem, albo już poza służbą, obracający potężnymi środkami i nastawieni na prywatne interesy. Największa, czyli nieudacznicy i kuzyni wsadzani po znajomości, mierni, ale wierni. I trzecia grupa – pasjonaci, przeważnie z naboru lat 90., propaństwowcy, gotowi dla dobra kraju poświęcić bardzo wiele. – I proszę zgadnąć, która z tych grup ma największe szanse na wejście w łaski nowych szefów? – pyta. – Ani pierwsza, to akurat dobrze, ani trzecia, to źle. Nastąpił czas nieudaczników."
(http://www.polityka.pl/archive/do/registry/secure/showArticle?id=3354281)
Oczywiście tych propaństwowców, jak się domyślamy, spotkał najcięższy los:
"z opowieści oficerów wciąż czekających w kolejce do weryfikacji wyłania się inny obraz. Wszyscy, którzy zgłosili chęć przejścia z WSI do nowych służb, trafili do tzw. rezerwy kadrowej pozostającej w dyspozycji ministra obrony narodowej. Dostają pensje i nic nie robią. – Siedzimy, gramy w karty, gapimy się w telewizor – mówi jeden z nich. – To niesłychanie frustrująca sytuacja."
Gen. Rusak (szef WSI w l. 1997-2001) tak kwitował jedną z głównych tez raportu zw. z likwidacją WSI.
"Sam fakt, że ktoś był absolwentem uczelni ze Wschodu to za mało, aby wydawać wyrok. Ale i tak ponad 260 oficerom nie daliśmy wyboru, odeszli ze służby. Mój następca gen. Dukaczewski kilkunastu z nich przywrócił potem do łask."
Kogo zaś zatrudniono w nowych służbach?
"Kandydatów na funkcjonariuszy niższych szczebli werbuje się głównie w środowiskach absolwentów i studentów Uniwersytetu im. Stefana Wyszyńskiego oraz harcerzy z ZHR – zapewniają właściwą postawę moralno-patriotyczną. Przypomina to czasy naboru do UOP na początku lat 90., kiedy do tej instytucji trafiała ideowa młodzież związana z opozycją z okresu PRL. Wówczas takie działania miały swój sens, zadaniem nowych funkcjonariuszy była szybka nauka specyfiki pracy w UOP i wymiana kadry wywodzącej się z SB. Dzisiejsza czystka w służbach wojskowych to wotum nieufności m.in. wobec tych, którzy wymieniali esbeków. Ciąży na nich grzech budowania III RP, nie budzą zaufania."
Przywołuję ten cały kontekst po to, by jaśniejsze stały się sądy pojawiające się dzisiaj, a świadczące o zniecierpliwieniu i pogłębiającej się frustracji środowisk komunistycznych i postkomunistycznych w związku z "nieposprzątanymi" służbami utworzonymi pod okiem A. Macierewicza.
W dzisiejszej "Trybunie" sprawy te ponownie wracają na wokandę w związku z mianowaniem trzeciego już z rzędu p.o. szefa SKW. Sama gazeta pochwala procedurę omijania Pałacu Prezydenckiego przy obsadzaniu kierowniczego stanowiska tej służby:
"Klich wystąpił do premiera o powołanie na jego miejsce kolejnego p.o. Janusza Noska. Powołanie na trzy miesiące. Nie na szefa, bo wtedy premier musiałby się zwrócić o zaopiniowanie tej kandydatury do sejmowej komisji i prezydenta. Do komisji żaden wniosek nie wpłynął, na co prawo pozwala w przypadku osoby pełniącej obowiązki. Kandydatura Noska najprawdopodobniej spotkałaby się z ostrym oporem Pałacu Prezydenckiego, przy którym PiS stworzył alternatywny ośrodek władzy dla rządu. Tak było z każdym kandydatem Platformy na szefa służb."
(http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2008021609)
To więcej niż pewne, że powoływani na kolejne trzymiesięczne kadencje "p.o." mają za zadanie "zorientować się, co do skali zniszczenia" dawnych służb i ewentualnie za pomocą kontrolowanych przecieków podtrzymywać wysoką gorączkę medialną, co do zagrożeń ze strony PiS-u (dawnych i nowych). "Trybuna" mówi zresztą wprost o GRUZOWISKU w służbach, co można potraktować jako mimowolny komplement dla profesjonalizmu Macierewicza. To bowiem, co komuniści uważają za destrukcję świadczy o uzdrowieniu jakiejś struktury czy służby państwowej:
"Platforma zastała w SKW gruzowisko, do którego doprowadziły rządy Antoniego Macierewicza, który po likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych stanął na czele kontrwywiadu. Problemem jest m.in. niedokończona weryfikacja oficerów kontrwywiadu. Duża część niezweryfikowanych odeszła ze służby, pozostali – często ochraniający nasze misje wojskowe – są w stanie zawieszenia. Oznacza to, że nie mogą skutecznie wypełniać swoich zadań, nie mając umocowania prawnego, które uzyskaliby po pozytywnej weryfikacji."
Istota rzeczy polega na tym, że nad tym najcenniejszym skarbem III RP pieczę sprawują nadal kaczyści! Dla wielu komentatorów sytuacja ta jest z oczywistych względów nie do zniesienia:
"Mimo przegranych wyborów, monopol na weryfikowanie nadal jednak utrzymuje PiS. Komisją weryfikacyjną kieruje były premier Jan Olszewski, a w jej składzie zasiada 12 ludzi mianowanych przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego i 12 reprezentujących premiera. Nowy szef rządu Donald Tusk zrezygnował z możliwości zastąpienia nominatów Jarosława Kaczyńskiego swoimi przedstawicielami. W efekcie nowa władza nie wie, co się dzieje w „królestwie” Olszewskiego, a na pozytywne załatwienie sprawy przed komisją mogą liczyć tylko ci byli oficerowie WSI, którzy pójdą na współpracę z weryfikatorami."
Określenie "pójść na współpracę z weryfikatorami" ilustruje, z jak piekielnymi mękami mają do czynienia ci, co już z przeklętymi weryfikatorami mieli do czynienia, ale jednocześnie świadczy o tym, że dla środowisk postpeerelowskich komisja weryfikacyjna oraz obsada nowych służb to "ciało obce", które z organizmu należałoby jak najszybciej wyeliminować. Niestety, wymarzona dla owych środowisk wizja "opcji zerowej", czyli powrotu w glorii chwały całego zastępu ludzi wyszkolonych przez GRU czy KGB, oddala się:
"W ocenie Klicha, służbę trzeba budować na nowo, ale na podstawie obowiązujących dziś przepisów. Wyklucza opcję „zero”, czyli zlikwidowanie PiS-owskiej służby i stworzenie jej na nowo. Mimo zapewnień, pokazuje to, że wojskowy kontrwywiad nie istnieje i trzeba go zbudować od podstaw."
Pomijam nerwową stylistykję zakończenia tego artykułu, w wypadku której nie wiadomo już, co znaczy to dwukrotnie użyte "na nowo". Wcześniej wszak pojawia się inne, ważne spostrzeżenie:
"Istnienie komisji weryfikacyjnej kierowanej przez Olszewskiego zapewnia PiS-owi całkowitą kontrolę nad wojskowymi służbami, komisja przetrzymuje np. archiwa po WSI – nie można nawet sprawdzić, czy są one odpowiednio zabezpieczone."
To "odpowiednie zabezpieczenie" wydaje się oczkiem w głowie środowisk związanych z Układem. Już nawet na to gruzowisko po dawnych służbach dałoby się jakoś machnąć ręką. Ale te bezcenne archiwa..., żeby to chociaż odzyskać. I odpowiednio zabezpieczyć.


Komentarze
Pokaż komentarze (53)