Z drżeniem serca i jakąś wielką konsternacją przeczytałem w "Trybunie" szpitalne relacje małżonki W. Jaruzelskiego, która twierdzi tak: "– Musi wydobrzeć, żeby go dobili. Robią to genialnie – powolutku i sukcesywnie." Można stąd wnioskować, że ostatni prezydent peerelu nawet jeśli wróci do zdrowia, to i tak narazi się siepaczom, którzy czyhają na jego życie.
Strach pomyśleć, o kogo może chodzić? Kto dybie na życie Generała? Kto chce go dobić? W jaki sposób? Czy chodzi o tych dzikusów, którzy corocznie urządzają sabat pod oknami jego domu, przypominając, że za przyczyną Jaruzelskiego trochę osób jednak zeszło z tego świata w przyspieszonym tempie? Czy o gówniarzy z IPN-u, którzy nie mają względu na żadne historyczne świętości? Kaczystów nie ma już u władzy, do zdegradowania Wielkiego Generała, dzięki Bogu lub dzięki Dziadkowi Mrozowi, nie doszło, wobec tego "jaki jest problem?" Wczytuję się w wersety gazety kombatantów Polski Ludowej i zachodzę w um:
"Pani Barbara nie bez powodu przyczynę obecnych kłopotów widzi w tym wszystkim, co się dzieje wokół jej męża. Generał od wielu lat ma problemy ze zdrowiem i praktycznie cały czas znajduje się pod opieką lekarzy. W ciągu ponad 80 lat swojego życia stoczył jednak na tym odcinku niejedną bitwę i z każdej wychodził zwycięsko – głównie dzięki wytrwałości i samodyscyplinie. Nie zniszczyły go wojna, ani zesłanie na Syberię, trudy służby na froncie i powojenny stres, gdy musiał decydować o losach kraju."
(http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2008022105)
To ostatnie wyrażenie szczególnie mnie zaintrygowało. Jeszcze bowiem nikt z historyków nie ujął wieloletniej epoki Jaruzelskiego jako POWOJENNEGO STRESU. Myślę, że jeśli kiedykolwiek urządzano by mistrzostwa w konstruowaniu eufemizmów, to redakcja "Trybuny" (lata praktyki, lata walki, było nie było) odsadziłaby konkurentów na wiorsty świetlne. POWOJENNY STRES, warto to wyrażenie zapamiętać, bo czegoś takiego jeszcze w historiografii nie było. To jednak nie koniec. Dochodzimy bowiem do sedna sprawy:
"Wiarę w sens dalszej walki zaczął tracić dopiero ostatnio w wyniku represji zafundowanych mu przez prawicowe rządy."
Psiakrew! Przeklęta reakcja, z którą się walczyło po wojnie w stopniu kapitana, a teraz po kilkudziesięciu latach walki, sponiewierała starego człowieka, przejąwszy rządy. I czy nie mieli racji ci, co kosili leśnych bandytów z pomocą dzielnych bojców z NKWD? Czy na ubecji nie warto było reakcyjną gadzinę dociskać do podłogi? Gadzinie jednak pofolgowano i wzięla władzę w swoje parszywe ręce, mszcząc się na patriotach, co Sybir przeszli, tylko może nie z Polski do łagru, co do Polski i innym łagry zapewniając. Może powstanie nowy "raport Mazura" na temat reresji, jakim poddano Jaruzelskiego za prawicowych rządów. Może jeszcze uda się postawić siepaczy przed Trybunałem w Hadze. Może, może, byleby zdrowia starczyło. I byleby nie zasiekali, gdy się ze szpitala wyjdzie.
Ale i to nie koniec. "Trybuna" jeszcze dorzuca jedno memento:
"– Czuje się tak, jakby całe jego życie ktoś wyrzucił na śmietnik. Wykończyli nas – przyznała z żalem w głosie Barbara Jaruzelska."
Gdyby tak policzyć, ilu ludziom życie na śmietniku cywilizacji (nie mówiąc o życiu pozagrobowym) zapewnił Jaruzelski i jego wasale, to podejrzewam, że zestawienie wypadłoby dość blado dla Generała.
Myślę sobie o niedawno zmarłym Antonim Hedzie "Szarym", którego pogrzeb odbył się dziś w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie. Hedę w grudniu 1981 r., a więc w wieku 65 lat internowano w Białołęce. Żałuję, że wtedy Heda z ludźmi takimi jak on nie mógł internować Jaruzelskiego, z całą jego załganą i sprzedajną świtą. Co to wtedy byłaby za Polska...


Komentarze
Pokaż komentarze (144)