Wszyscyśmy z Michalkiewicza, rzekłbym, trawestując myśl A.Michnika i jeśli do tej pory jasno tego nie wyraziłem, to wyrażam dziś - szkoła publicystyki, jaką przez długie lata "transformującej się Polski" zaprezentował niegdysiejszy prezes UPR-u - wychowała zastępy złośliwych, ale i dociekliwych felietonistów.
Wspominam o tym, bo wystarczy zestawić fragmentarycznie dwa teksty różnych słynnych autorów na dość podobny temat, by dostrzec kolosalną różnicę klasy. W dobie gender studies i postmodernistycznego feminizmu, zestawiam felietony - Michalkiewicza i opublikowany przez "GW"- M. Olejnik.
Otóż ta ostatnia w tekście "Harcerze pana Antoniego" (tytuł znakomicie pasowałby też do "Trybuny") w stylu charakterystycznym dla "GW", powiada:
"oficerem w Polsce za czasów Jarosława Kaczyńskiego można było zostać w ciągu 17 dni, czyli 80 godzin, i na dodatek zaocznie. Absolwent nie musiał ukończyć szkoły wojskowej, mógł być harcerzem, ale nie wiemy, czy harcerzem ZHP, czy ZHR."
Po czym dodaje:
"Absolwenci szkół wojskowych mogli być dla pana Antoniego Macierewicza podejrzani, bo nie dokonano weryfikacji nauczycieli w szkołach wojskowych, a też nieznane są koligacje rodzinne studentów. Być może któryś z nich był pod urokiem wuja, który szkolił się w GRU (radziecki Główny Zarząd Wywiadu)."
Ponieważ już wielokrotnie pisałem o dezach, które wykorzystywane zostały przy tego typu "przekazach" tym razem zwracam uwagę na coś zupełnie innego. Olejnik konkluduje tak:
"Jedyne, co się udało Platformie, to nie dopuścić do wylotu Antoniego Macierewicza do Afganistanu. Ciekawe, czego tam chciał szukać, czyżby swoich oficerów z kontrwywiadu, którzy byli w Nangar Khel?
Mam nadzieję, że prokuratorzy wojskowi przesłuchają byłego szefa SKW."
(http://www.gazetawyborcza.pl/1,75515,4951178.html)
Natomiast Michalkiewicz całą tę sprawę przedstawia następująco:
"Wobec mizerii dokonań rządu Donalda Tuska w 100 dni od jego powstania, „Gazeta Wyborcza” i dziennik „Dziennik” zaprzestały wzajemnych przekomarzań i zgodnie podjęły atak na wroga publicznego nr 1 - Antoniego Macierewicza. Zarzucają mu nie tylko, że „rozbił kontrwywiad”, ale również – że do uzyskania stopnia oficerskiego wystarczało 17-dniowe przeszkolenie, a przede wszystkim – że „wyniósł dokumenty”. „Ustaliła” to posądzana o współpracę z WSI (czemu „kategorycznie zaprzecza”) red. Anna Marszałek (...)"
I teraz najważniejsze:
"„Dziennikarze śledczy” natrząsają się z Macierewicza, że w ciągu 17 dni potrafił przeszkalać oficerów kontrrazwiedki. To rzeczywiście krótki termin, ale podobnie bywało i przedtem. Np. Stefan Michnik ukończył 2-letnią „Duraczówkę”, gdzie, jak sama nazwa wskazuje, elewów duraczono w kwestiach prawniczych. Jak się okazało, do wydawania wyroków śmierci na polecenie partii wystarczało to w zupełności. Grzegorz Korczyński (właśc. Stefan Kilanowicz) został generałem, a nawet ambasadorem, chociaż nie wiadomo, co właściwie ukończył. Co innego gen. Czesław Kiszczak, który został oficerem i w ogóle po ukończeniu w 1945 roku (!) Centralnej Szkoły Partyjnej w Łodzi. No a Chorąży Pokoju Józef Stalin? Coś ukończył? Całej parady – seminarium duchowne i to – nie całe – a wszystkie marszały i dyplomowane generały skakały przed nim na zadnich nogach."
(http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=279)
Odmienna zgoła konkluzja, prawda? No tak, tylko, żeby Olejnik mogła do takiej konkluzji dojść, to należałoby najpierw pokazać dyplom z zootechniki i własne dokonania w dziennikarstwie radiowym we wczesnych latach 80., do którego się po zootechnice awansowało. No bo, jeśli już pokazywać świadectwa profesjonalizmu, to może zacznijmy od samych dziennikarzy, zwł. od tych, którzy nie mogą spać po nocach po rozwiązaniu WSI?
;P


Komentarze
Pokaż komentarze (39)