Jajcarskie w pewnej mierze jest to, że debata publiczna od paru miesięcy toczy się wokół tego, co ma być z PiS-em, jaki ma być, dokąd ma pójść i z kim, i co ma generalnie robić. Część komentatorów, którzy w czasach kaczyzmu spali przy zaświeconym świetle, obawiając się dekomunizatorów, lustratorów lub innych ludzi w kominiarkach, chciałaby widzieć przynajmniej paru ludzi PiS-u za kratkami i to mnie nie dziwi. Dla PO i jej klakierów, których słychać było nie tylko w czasie niesławnej "debaty", permanentne "rozprawianie się z grzechami i grzesznikami PiS-u" stanowi jedyne alibi dla własnego nieróbstwa lub własnych nielekkich grzechów. Czemu jednak co rusz odzywają się komentatorzy z "prawej strony" zniecierpliwieni tym, co robi J. Kaczyński lub czego nie robi - nie wiem.
Oto np. P. Lisicki pisze całkiem dorzecznie nt. niesłabnącej miłości do Tuska i jego rządu, choć ani premier, ani jego gabinet nie ma na swoim koncie nic, czym mógłby się pochwalić (http://blog.rp.pl/blog/2008/02/22/pawel-lisicki-dlaczego-milosc-do-tuska-nie-slabnie/), zaraz jednak, niejako dla osłabienia wymowy swojego krytycznego posta, dorzuca koksu następująco:
"były premier z zaskakującym uporem ten swój negatywny wizerunek wzmacnia. A to udzieli wywiadu “Naszej Polsce” (z piękną zaiste pochwałą jej redaktora naczelnego: “Nic milszego nie mógł pan powiedzieć i od razu przyrzekam, że z całą pewnością pan będzie jednym z pierwszych dziennikarzy, z którymi będę rozmawiał, bo pan ma zwyczaj pytać, a nie atakować”), a to coś powie o “obcinaczach palców”, a to zaatakuje RMF FM, nazywając je niemieckim radiem, bo jego dziennikarz zadał mu niewygodne pytanie."
Rozumiem, że na dotykanie się z redakcją "Naszej Polski" wydał zakaz S. Kowalski, co wraz z M. Tulli sporządził w legendarnej książce "Zamiast procesu" listę pism nieczystych, typu "Najwyższy Czas", "Głos", "Nasz Dziennik" czy "Tygodnik Solidarność", ale czy zakaz ten podtrzymuje także Lisicki? A jeśli już o GADANIU mowa, bo jakby to wciąż jest centralny problem w debacie (co kto powiedział?), to nie jest np. ciekawe to, co w maju 2007 wygadywał Sikorski z Niesiołowskim na temat Kosowa, a co mówią obaj dziś? Może nie, co mi tam.
No i teraz tak na chłopski rozum, który tak zachwalał Tusk w swoim expose, czego właściwie można chcieć od PiS-u? Co mają goście zrobić? Rzucić się do Wisły w pierwszy dzień wiosny, czy może, kurde, wejść, do koalicji z PO i ZSL?, tfu, PSL-em. Sprawa robi się paradoksalna już od dłuższego czasu, bo od pamiętnego żałosnego wyznania premiera, który stwierdził, że prezydent Kaczyński nie zaproponował żadnych konkretnych zmian w służbie zdrowia. Świętowanie stu dni, a może i stu lat tego czegoś, co uchodzi za gabinet PO-ZSL, tfu, no, PSL, miałoby sens, gdyby to był nadal jakiś gabinet cieni ewentualnie rząd emigracyjny, tymczasem ci ludzie siedzą, zbijają bąki i dobrze im się wiedzie. Co więcej, naokoło komentatorzy powtarzają, że za to należy ich kochać i to jest właśnie normalna polityka. W Polsce, w której po 1989 r. niewiele rzeczy było normalnych, znaczenie normy politycznej uległo dziwnej ekwiwokacji. Na prostym przykładzie: normalne było to, że Balcerowicz zapełnił sklepy, ale wydrążył większość naszych oszczędności. Normalne też było to, że żadnemu komuniście ani siwy, ani żaden inny włos z głowy za zbrodnie komunistyczne nie spadł z głowy. Normalne było to, że należy wzmacniać lewą nogę, ale jednocześnie odpiłowywać prawą. Normalne było to, że antylustratorzy mają rację, a nie zwolennicy oczyszczenia struktur państwowych i akademicko-naukowych itd.
No ale wobec tego, co miałby robić PiS teraz? Coś mógłby zrobić, owszem. W tym sensie zgadzam się z wieloma komentatorami, lecz w takim tylko sensie, że PiS zbyt delikatnie obchodzi się z PO. Już dawno powinien być ten rząd zbilansowany, dokładnie w taki sam sposób, jak punktowano Marcinkiewicza i jego ministrów. Nie żadne zabawy w bajki o Czerwonym Kapturku, tylko jedna wielka i ostra jazda bez trzymanki.
PiS jakby zabrakło animuszu, a tu trzeba robić awanturę dokładnie w taki sam sposób, jak rozdzierała szaty PO z pomocą swoich nadwornych komików, typu: Jamajka-Komorowski czy Furioso-Niesiołowski. Media w Polsce uwielbiają bicie piany i tak należy do mediów podchodzić. Nie zmienia to jednak faktu, że PiS-owi przydałoby się jakieś nowe otwarcie w postaci pewnej nowej strategii. I tu właśnie jest pewien problem, przyznaję, ponieważ na moje dość zasadnicze pytanie: co w sytuacji, gdyby nowa koalicja klękła, premier Kaczyński odpowiedział na salonie24, że właściwie to on nie widzi takiego hurraoptymistycznego wariantu. Podejrzewam, że może nawet gdyby go widział, to by blogerom o nim nie powiedział, bo wiadomo, ci zaraz by to na języki wzięli. W ten sposób jednak nie można na serio deliberować o wizerunku PiS-u, bo to, co najważniejsze skryte jest pewnie w zakamarkach umysłu prezesa.
Anybody there?, chciałoby się spytać. Chodzi mi o to, by na matriks skonstruowany przez PO nie odpowiadać inną zasłoną medialną, tylko działać otwarcie. Jednakże, jak tak se znowu uruchomię ten chłopski rozum, o którym wspominał Tusk, to se myślę, że właściwie, po co miałby się teraz PiS o cokolwiek starać, skoro będzie można oglądać tę radosną zabawę na Titanicu, aż do momentu, gdy Platforma sama się podda zatopieniu?
Tedy i ja se siedze i patrze, jak chłop na brzegu po robocie.


Komentarze
Pokaż komentarze (30)