Określenie to wprowadził na swoim blogu B. Wildstein i znakomicie oddaje ono podstawową metodę i myślenia, i dyskutowania stosowaną przez wielu uczestników debaty publicznej. Wprawdzie Wildstein odwołuje się do opublikowanego w "Newsweeku" artykułu P. Śmiłowicza, który AD 2008 ciemnemu ludowi chce przekazać radosną nowinę, że "Salonu" nie tylko nie ma, ale i nie było - jednakże "reductio ad PiSorum" stanowiła podstawową metodę zbijania argumentacji zwolenników IV RP, czyli polskiego modernizacji państwa, dekomunizacji, lustracji, urynkowienia gospodarki i walki z korupcją, przez dwa lata do czasu zwycięstwa PO w ostatnich wyborach.
Wildstein słusznie zwraca uwagę, że Śmiłowiczowi akurat za skórę zaleźli wyłącznie publicyści "Rz" (nazywa ich "ideologami IV RP", żeby było weselej)(http://blog.rp.pl/wildstein/2008/02/25/standardy-iii-rp/) i że temu ostatniemu nie przeszkadza to, iż określenie "IV RP" ma nieco inna proweniencję aniżeli czysto polityczna, związana z wykorzystaniem w programie wyborczym PiS-u. Śmiłowicz w samym artykule, który aż kipi od paradoksów, pod zdjęciem uśmiechniętych Michnika i Wałęsy (2007 r.?) pisze: "Łze-elity. Lech Wałęsa i Adam Michnik na początku lat 90. byli we wrogich sobie obozach. Dziś obaj zgodnie krytykują IV RP" - i chyba mu przez myśl nie przejdzie, że jeśli się twierdzi (tak jak to Śmiłowicz robi), że "nie ma już wpływowego establishmentu III RP", to właśnie takie pojednanie po latach Michnika i Wałęsy (i wielu innych z odległych obozów, czymże wszak był Ruch na rzecz Demokracji?) jest falsyfikacją tezy publicysty "Newsweeka". Ale co mi tam.
Wróćmy na chwilę do tego, o czym wspomniał Wildstein. Reductio ad PiSorum stanowiła i stanowi wewnątrzdyskusyjny pręgierz: zaliczenie kogoś do "PiSobolszewików" czy "kaczystów" dyskwalifikowało i wciąż dyskwalifikuje oponenta jako cierpiącego na dolegliwości schizofrenii bezobjawowej, jak wiemy - nawet jeśli ktoś uważający się za zwolennika radykalnego zerwania z układem pookrągłostołowym należy też do krytycznych komentatorów poczynań PiS-u (ja choćby Wildstein czy Ziemkiewicz, czy tzw. ja :). Tę metodę uszczegółowiłbym jednak na dwa odmienne sposoby działania. Bezmyślni komentatorzy stosujący tę metodę, manifestują bowiem swą bezmyślność dwojako: albo powtarzają to, co przekazuje "GW", TVN24, "Polityka" itd., ponieważ nie mieści im się w głowie, że można myśleć niezależnie od tego, co podają te media (i ich mentorzy), albo (i ten modus operandi przypomina stare, sprawdzone, propagandowe działania), mając nawet świadomość, że oponenci mogą mieć rację (lub część racji), powtarzają argumentację "podaną do wierzenia i powtarzania" przez "GW" etc., ponieważ istotna jest dla nich wyłącznie walka z oponentami, a nie jakieś ustalenie prawdy w dyskusji.
Oczywiście w obu przypadkach mamy do czyenienia z bezmyślnością, wobec której pozostaje wyłącznie obojętność, machnięcie ręką lub zwyczajna szydera, która obnaża głupotę walczących z "PiSobolszewią" (walczących, dodajmy, w identyczny sposób, jak kiedyś zwalczano "olszewików" z rządu Olszewskiego). Jak wiadomo ostre, zimne i przenikające do szpiku kości szyderstwo doprowadza takich bezmyślnych dyskutantów do szewskiej pasji, gdyż wobec niego są zupełnie bezradni, toteż ja nie kryję, że stosuję je w swoich postach z całkowitą premedytacją, by na długo w pamięć moje szyderstwa zapadły takim myślicielom. Nie zmienia to jednak faktu, że muszą to być jednostki albo ślepe na jedno oko, albo trochę jak kury, zdolne do dziobania jedynie tego, co nasypie im gospodarz.
Wracam do Śmiłowicza, bo takie rzeczy śledzi się z nieskrywaną ciekawością:
"Fundamentem ideologii IV RP jest też jeszcze jedna teza - o sojuszu salonu z postkomunistami, zakończonym dopiero aferą Rywina. Teza ta nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością. Gdy w roku 1993 do władzy doszła koalicja SLD-PSL, "Gazeta" ostro ją zwlaczała."
He, he, ubawić się można po pachy, czytając takie rzeczy (nie wchodzę już w kwestię kwiecistości tego sformułowania o "ideologii IV RP"). A jak się zachowywała "GW" za najlepszych, złotych lat III RP, gdy zbliżało się referendum akcesyjne? Co pisał wtedy Michnik, Skalski, co mówiła Olejnik itd. Czy w jakikolwiek poddawano w wątpliwość poczynania rządu w tej materii? Czy dopuszczano do dyskusji środowiska europesymistyczne?
Najważniejsze jednak przed nami:
"najbardziej fałsz ten [tz. dotyczący "diagnoz ideologów IV RP" - przyp. F.Y.M.] obnażyło zwycięstwo PO. Bo nagle okazało się, że zwyciężyła partia, którą popierał salon. Zgodnie z logiką ideologów IV RP musiałoby to oznaczać powrót III RP, Rywinlandu itp. [domyślamy się, że żadnego powrotu nie ma, zwł. w kwestii służb czy związków Polski z Rosją - przyp. F.Y.M.] (...) Ale III RP z obrazów Wildsteina czy Ziemkiewicza o dziwo nie wraca. Gazety koncernu Axel Springer nie są zamykane, by umożliwić monopol "Wyborczej". TVN24 nie znika. Rywin nie jest znów zaprzyjaźnionym z politykami producentem filmowym."
No, z taką logiką rozumowania, to faktycznie można daleko zajechać na łamach "Newsweeka". Jeśli wszak to istnienie mediów wydawanych przez Axel Springer stanowi dowód, że nie ma III RP, to faktycznie nic tylko przyklasnąć albo przykucnąć z wrażenia nam pozostaje. Tylko, że najwyraźniej Śmiłowiczowi pomylił się koncern medialny z własną ojczyzną, najwyraźniej.


Komentarze
Pokaż komentarze (51)