Ludzie, których pamięć nie sięga wyłącznie do ostatniego wydania "Szkła kontaktowego", powinni sobie przypominać, jak swego czasu powstała sztuka teatralna na podstawie życiorysu L. Millera. Były to te złote czasy III RP, kiedy wszystkim żyło się lepiej niż teraz, dopóki zły Rywin nie zapukał do okienka domku dobrego A. Michnika.
Komuś, kto wiadomość tę przeczytał pierwszy raz polecam wywiad z twórcą sztuki nawiązującej do biografii Millera (http://www.teatry.art.pl/!Rozmowy/najbrudniejszez.htm), którego nazwisko, tak jak i nazwisko pomysłodawcy sztuki, pewnego reżysera teatralnego, może lepiej przemilczeć niż nagłaśniać. No ale po kiego diabła to piszę tu ludziom w 2008 r.? Po takiego, że jakby wytwarza się atmosfera podobna, jak za czasów Millera. Pierwszy krok do zapoczątkowania kultu Tuska poczynił jeden kabaret, który - zdawałoby się - nagrał nieco prześmiewczą piosenkę dot. nowego premiera i rządu, ale zaraz zaczął wszystkich na wszystkie strony zapewniać, że nie ma to nic wspólnego z byciem w opozycji czy PiSobolszewickim krytykowaniem przezacnego gabinetu. Wprawdzie, gdyby ludzie PiS-u mieli świadomość, że ta piosenka niby-antyTuskowska została wyprodukowana w studiu TVN24, to by się dziesięć razy zastanowili, nim wzięliby ją w swoje ręce, ale być może w swej naiwności (lub zwyczajnej głupocie, tego nie można wykluczyć) spin doktorzy Kaczyńskiego nie spodziewali się, że ludzie promowani przez TVN24 nie zaczną rwać włosów z głowy, gdy ich "wytwór" zacznie sobie "przywłaszczać" opozycja. Ciekawe, że news o "procesowaniu się" kabaretu z PiS-em powtarzany był przez ostatnie dwa dni chyba w każdym serwisie radiowym, jakby to była wiadomość roku.
To jednak nie koniec, w niedawnym "Szkle kontaktowym" objawił się publiczności już nieco gasnący gwiazdor T. Szwed, który w pokojowych warunkach odśpiewał piosnkę (protest-song?) z frazą "Będzie na Tuska", oczywiście pijącą do krytyków nowego rządu, którzy za wszystko co złe obwiniają biednego, boguduchawinnego premiera (http://www.tvn24.pl/2107532,28378,0,0,1,wideo.html). Na czerwonym dolnym pasku ekranu zaprezentowany jest "SMS widza" o treści: "Drożeje cebula. Proszę o nowe wybory". Śmiesznie więc, jak na rosyjskiej komedii "Wiesiołyje riebiata". Zabawny był bowiem Kaczyński na słynnej debacie, gdy nie wiedział, jakie są ceny, ale za to nie ma co pokpiwać z Tuska, bo przecież on za wzrost cen wcale nie odpowiada. Nikt nie odpowiada u nas za wzrost cen towarów, usług, prądu, gazu i za wzrost bezrobocia oraz za to, że w Polsce (obok Łotwy) jest najwięcej biednych dzieci, jak na Wspólnotę Europejską; za to wszystko może jedynie odpowiedzieć, jeśli już, kaczystowska opozycja. A czy ktoś pamięta serial "Ekipa" A. Holland? Obraz "o cudownym premierze Tusku", zanim zaczął rządzić, można powiedzieć. Ale i tak przydałaby się jakaś sztuka teatralna. W roli głównej mógłby wystąpić np. D. Olbrychski, walczący swego czasu przeciwko PiiSoboleszwikom o demokrację.
Nic więc dziwnego, że w tych "okolicznościach przyrody", M. Olejnik pisze o cudotwórczej mocy nowego premiera następująco:
"Wystarczy spojrzeć na największy cud tego rządu: poparcie społeczne na poziomie, o jakim nawet Donald Tusk nie śnił kilka miesięcy temu. W końcu - przypomnijmy - w październikowych wyborach PO i PiS uzyskały porównywalny wynik. Kto mógł przypuszczać, że Platformie nie tylko poparcie nie zacznie spadać, ale wciąż będzie rosnąć?"
(http://www.dziennik.pl/opinie/article129789/Najwiekszy_cud_rzadu_to_spoleczne_poparcie.html)
Jak to dobrze, że jednak są ludzie, którzy w takie cuda wierzą, bo ktoś niewierzący mógłby powiedzieć, że mechanizm leżący u spodu takich cudotwóczych mocy jest dokładnie identyczny, jak za Millera. I kto wie, czy specjalistami od "efektów specjalnych" nie są ci sami ludzie.


Komentarze
Pokaż komentarze (52)