R. Ziemkiewicz w "Rz" punktuje strategię czarnego PR-u, jaką zastosowali peokraci wobec kaczystów, zwracając uwagę na to, że mieszanie elementów grozy i groteski prowadzi do efektu odwrotnego od zamierzonego. Z jednej strony bowiem peokraci chcą wmówić Polakom, jak potworne niebezpieczeństwo dalszego umacniania się dyktatury faszystowsko-bolszewickiej zostało wraz z nadejściem normalnych z PO-ZSL, tfu, PSL, oddalone - z drugiej zaś, jaką bandą nieudaczników, matołów i kompletnych amatorów byli kaczyści. Na zdrowy, chłopski rozum, który przywoływał w swoim legendarnym expose normalny Tusk, taka strategia od razu wydałaby się jakimś pijackim pomysłem, ale przecież logika pijaka, który z jednej strony się odgraża, z drugiej ledwie się trzyma na nogach, wisząc na płocie, może być zastosowana jak, dajmy na to, jeden ze stylów wschodnich sztuk walki mających znieczulić i zaskoczyć przeciwnika.
Oczywiście w przypadku PO-ZSL, tfu, PSL, żadnego zaskoczenia nie ma. Nie istnieje tu drugie dno - goście walą na oślep, bo tylko taką metodę uważają za skuteczną. Ziemkiewicz nazywa tę metodę "dorzynaniem gangu Olsena" (http://www.rp.pl/artykul/98483.html), sugeruje zatem, że jeszcze trochę, a kaczyści zaczną zyskiwać sympatię w oczach odbiorców. Przypomina jednocześnie, że Miller więcej stracił niż zyskał na nieustannym zwalaniu winy na "ludzi Buzka". Nie sądzę jednak, by zalecenia Ziemkiewicza spin doktorzy nowej koalicji, którzy chyba jeszcze do niedawna mundury WSI nosili, wzięli sobie do serca. Ale to dobrze. Ja nie mam nic przeciwko temu, gdyż nowy rząd powinien pokazać się w pełnym rynsztunku swojej indolencji, z całym swoim zapleczem pseudointelektualnym i z tymi wszystkimi pańciami z telewizji czy rozmaitych rozgłośni radiowych, niemogącymi opanować nerwowego oddechu i drżenia głosu, gdy podają kolejne i straszne, i śmieszne rewelacje dot. kaczystowskiego reżimu.
Niech bez końca trwa wałkowanie porażających dowodów dyktatury i porażającej amatorszczyzny, tak jak to robi niezmordowana "GW" czy TVN24. I niech dochodzą do tego kolejne komiczne wątki. Oto przecież, ledwie przeknął przez media news o tym, że "Kaziu" rozważa powołanie jakiejś partii, ta "partia" już ma poparcie 11% wg GfK Polonii (http://www.rp.pl/artykul/98529.html). Jeszcze nawet nie wiadomo, jak miałaby się nazywać, jeszcze pies z kulawą nogą nie słyszał, jaki miałaby program ani nawet, kto, poza "Kaziem", by w tej partii był, nie wiadomo nawet, czy pomysł w ogóle jest na serio, czy stanowi raczej klasyczną medialną fatamorganę, nie przeszkadza to jednak w niczym dyżurnym badaczom "przekonań politycznych Polaków" zmierzyć poparcia dla tego konceptu. I śmieszno, i straszno, bo na zdrowy, ludowy rozum, to dość trudne (nie tylko z metodologicznego punktu widzenia) byłoby zbadanie poparcia dla czegoś, co nie wiadomo czy w ogóle istnieje, ale najwyraźniej polska nauka zaszła już tak daleko, że jest w stanie dokonywać pomiarów nawet w sferze czystych możliwości.
I git! A czemu nie? Pisze się w "strategii rządowej" (link do dokumentu na blogu u Michaela), że Polska ze swoim naukowym potencjałem lokuje się gdzieś na 25 miejscu w Europie, ale to stanowczo zaniżona pozycja. Umiejętność dokładnego badania czystej fikcji powinna nas wypchnąć do ścisłej czołówki. Takie badania mają wielką perspektywę. Można by np., wracając do przykładu Marcinkiewicza, zbadać możliwe poparcie dla partii, którą założyłby Rokita oraz partii dziennikarzy (której powstanie ja już raz postulowałem). Takich pomysłów można by mnożyć i kolejne "statystyki poparć" publikować ku chwale sondażowni.
Ziemkiewicz zastanawia się natomiast, dlaczego PR-owcy zajmujący się jednoczesnym straszeniem i ośmieszaniem PiS-u nie widzą sprzeczności w swoim działaniu. Według mnie do takiej refleksji nie są zdolni ci, co po marksistowskich szkołach dialektyki traktują sprzeczność jako nieodłączny element i myślenia, i działania. Po drugie, oni nie wiedzą zwyczajnie, w którą stronę wajchą machnąć, gdyż nieustannie ulegają własnej propagandzie, o skuteczności której tak mocno są przekonani, że przez myśl im nie przejdzie, że może być coś z nią nie tak (w końcu "wygrali wybory" dzięki tej strategii). Po trzecie obawiają się, że jak wybiorą jeden tylko wariant, to całą strategię szlag trafi. Jeśli wybiorą grozę, to może ludzie z czasem przestaną się bać, a jeśli tylko groteskę - to przestaną się śmiać. I co wtedy? Wtedy można po ryju dostać, po prostu.
;P


Komentarze
Pokaż komentarze (79)