W "Polityce" (tak jak i w wielu innych mediach) czas się zatrzymał i wciąż trwa mantrowanie wielbicieli PiS-u. A to J. Paradowska podlicza tym razem "sto dni opozycji", tak jakby przez te sto dni nie pisała głównie o kaczystach:
"Tymczasem skostniały po wyborach PiS nie ma nawet dobrych wykonawców dla swojej totalnej opozycyjności, jaką wybrała. Młode partyjne kadry sprawiają wrażenie zastraszonych i nieporadnych, traci wpływy Przemysław Gosiewski, stępił się retoryczny wdzięk Marka Kuchcińskiego, ba, wyczerpuje się nawet urok posłanki Jolanty Szczypińskiej od czasu, kiedy przestała uchodzić za narzeczoną premiera. W PiS o potrzebie zmiany wizerunku i jego ociepleniu dyskusje trwają od dawna, ale gdy przychodzi co do czego, to okazuje się, że na froncie pozostają Gosiewski z Kurskim, a wizerunek „ociepla” sam prezes toczący kolejne wojny i wytaczający karkołomne porównania, a to, że Tusk jak Putin, a to, że Polska jak Korea Północna."
Jak ja lubię ten styl. "Totalna opozycyjność", a jakże, choć, jak tak pamięcią sięgnąć, czego Paradowska raczej nie robi, bo to nie w ta mądrość etapu, tym razem, to PO po wyborach w 2005 r. nawoływała do "obywatelskiego nieposłuszeństwa" i owtarcie zachęcała do protestów społecznych. Przy tym, co wyrabiała PO, PiS dziś to grzeczne chłopaczki w opozycji, niestety.
A to z kolei J. Stachowiak odgrzewa rewelacje J. Kaczmarka o inwigilacji dziennikarzy. W samą porę (http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead121&news_cat_id=1335&news_id=247511&layout=18&forum_id=14110&fpage=Threads&page=text) i dodaje: "śledztwo ma wyjaśnić, czy rzeczywiście doszło do złamania prawa, a jeżeli tak się stało, to kto jest za to odpowiedzialny." A co będzie, jeśli okaże się, że nie doszło do złamania prawa? Wtedy Stachowiak będzie omawiał inne rewelacje Kaczmarka zapewne.
M. Ostrowski natomiast pisze o PiS-ie tak:
"przy pierwszych próbach zagranicznych Tuska – PiS wyraża niesmak i oburzenie. Jak może nagle czegoś od Waszyngtonu żądać za tarczę? Tam cicho siedzieć trzeba, bo Ameryka potężna jest i na takich kmiotków to jeszcze ręką machnie. Brać, co dają, nic nie mówić, nie politykować. Czesi wzorem są, oni zawsze dobrze na swoim wychodzili."
I tak dalej w tym stylu o nowym "stronnictwie białej flagi". A. Szostkiewicz dorzuca swoje trzy grosze, ale może spolegliwie go przemilczę.
Aż strach pomyśleć, co by redakcja "Polityki" bez PiS-u robiła przez te długie tygodnie po ostatnich wyborach? O czym i o kim by pisano?
W owym numerze "Polityki", intrygująca rozmowa z E. Wanat z TOK FM (oczywiście także o PiS-ie):
"Mimo zaproszeń nie zaszczycił naszego radia swoją obecnością prezydent Lech Kaczyński ani jego brat, były premier Jarosław Kaczyński. Nie odmówili jednak wprost, tłumacząc się brakiem wolnych terminów",
ale też i o innych znakomitościach:
"Ilu gości dziennie przychodzi do Toku?
Trzydzieści, czterdzieści osób. Znajdują się wśród nich zarówno Tomasz Terlikowski, jak Janusz Palikot, są Tomasz Sakiewicz czy Marek Magierowski, ale też Stefan Niesiołowski, Leszek Miller czy Wiesław Chrzanowski i Jerzy Urban. Bywają aktorzy, dyplomaci, naukowcy. Nie cenzurujemy ludzi ani ich poglądów. "
Ten rozstrzał naprawdę robi wrażenie, zwł. że Wanat dodaje:
"Jak lewicowy, młody publicysta Sławomir Sierakowski oświadcza w ferworze dyskusji: „Mam w dupie lustrację”, to jest w tym wielki ładunek emocji, a bez emocji nie ma żywego radia."
Tak trzymać. Odwaga cywilna Sierakowskiego robi wrażenie. Kim by taki młody gniewny, gdyby jego młodość przypadała na wczesne lata 80.? Może lepiej nie myśleć.
A teraz odpowiedź na tytułowe pytanie: wszyscy tak kochają PiS, bo wciąż nie mogą pokochać PO.


Komentarze
Pokaż komentarze (53)