Nie spodziewałem się, że mój post "Gest Czajkowskiego" przez samego B. Czajkowskiego zostanie skomentowany. Nie śmiem poczytywać sobie tego za zasługę, ale na pewno mogę czuć się ośmielony, by podnieść gest Czajkowskiego do rangi alarmującego polskie elity polityczne głosu opozycjonisty.
Pozwolę sobie zacytować ten pierwszy komentarz szacownego gościa w salonie24:
"Godzinę usiłowałem zarejestrować się na tym blogu, zanim mi się udało. Nie mam już więc siły na więcej, ponad wyrażenie podziękowania wszystkim, którzy zrozumieli mój gest, a jest ich niemało... Nigdzie dotąd nie spotkałem tyle zrozumienia, choć pojawiłem się tu chyba za późno i nikt juz nie zagląda tutaj..?
Gdy się prześpię - napiszę więcej.
Tymczasem odsyłam do blogu M. Rybińskiego ("Zawłaszczony Marzec"), gdzie zamieściłem obszerną wypowiedź.
Pozdrawiam wszystkich
Bogdan Czajkowski"
(http://freeyourmind.salon24.pl/64421,index.html#comment_951143)
Poniżej zaś dorzucam obszerny fragment jego niezwykle ważnego komentarza zamieszczonego na blogu M. Rybińskiego:
"Jak wiadomo - odmówiłem przyjęcia Krzyża Oficerskiego Orderu “Polonia Restituta”. To bardzo wysokie odznaczenie - nie spodziewałem się aż tyle, gdy mnie powiadamiano - a więc pokusa była tym większa!Nie odmówiłem jednak Prezydentowi RP - ktokolwiek piastowałby ten urząd - lecz… Rzeczpospolitej; takiej, jak ją postrzegam. Rzeczpospolitej, która niewiele ma wspólnego z moimi marzeniami - choćby tymi, sprzed 40 lat. Nie rozgoryczenie jednak było powodem decydującym, lecz SPRZECIW WOBEC POŚPIESZNEJ RATYFIKACJI TRAKTATU REFORMUJĄCEGO, PONAD GŁOWAMI NARODU, BO BEZ REFERENDUM! [Więcej - samo rozgoryczenie nie popchnęłoby mnie do tak dramatycznego kroku, choć gorzko jest przyjmować nagrody od RP, która - drugą ręką - “wypędziła” mnie na banicję, której się poddałem!]
Wiem, że być może Pan - jak i wielu z tych, co wpisali tu swoje uwagi - są za przyjęciem tego traktatu..? [Jeśli się mylę, to przepraszam!] Jednak nikt rzetelny nie może kwestionować niezbędności tego referendum, skoro traktat uderza (podważa) w Konstytucję RP, która przyjęta była przecież w drodze referendum..!? A ta zdecydowana odmowa “elit”, czyni traktat tym bardziej podejrzanym..! Znam argumenty przemądrzałych, którzy powiadają, że Naród nie zrozumie traktatu, więc nie może się wypowiadać. Słuchałem jednego z nich - Czesława Bieleckiego - który przekonywał mnie o tym w salonie (po uroczystości). [Wyrażając się przy tym z pogardliwą wyższością o swoich współobywatelach. To charakterystyczne, że tak wyrażają się najczęściej “piewcy” demokracji, którą ja - od dawna już - nie zanadto się zachwycam… Bo “załapaliśmy się” na nią za późno; w stadium jej powszechnej degeneracji, zwłaszcza w Europie!]
Ale przecież posłowie, którzy już głosowali (i będą głosować), NIE ZNAJĄ TREŚCI TRAKTATU! Jakie jest więc tu wyjście? Ano, myślę, że roztropniej jest oddać decyzję w ręcę Suwerena i jego… intuicji. Bo posłowie - niestety - mogą się kierować własnym - często: bardzo przyziemnym - INTERESEM, co nie jest żadnym odkryciem! Narodowi zaś - w swojej masie - trudno to imputować. Być może Naród, kierując się właśnie ową intuicją, odrzuci ten traktat “bez czytania”, na co on właśnie zasługuje… [Jakakolwiek by nie była ta decyzja - w tak fundamentalnej sprawie - nie będzie podlegać zakwestionowaniu!] Jeżeli ta “konstytucja”, wypichcona przez grono “mędrców” - bez żadnego “demokratycznego” mandatu - liczy tysiące stron, które “nie poddają się” lekturze zwykłego człowieka, to już ta okoliczność winna ją dyskwalifikować, w oczach roztropnego obywatela. Znajdujemy się tu w podobnej sytuacji jak ów klient, któremu oferuje się do podpisania “nadzwyczaj korzystną” umowę, opatrzoną nie kończącą się listą aneksów, zapisanych drobnym druczkiem, którego nie da się przeczytać bez lupy! A po przeczytaniu - nie da się zrozumieć; takim językiem są napisane! Nie wiem jak Państwo, ale ja takich “korzyści” (umów) nie przyjmuję!
Wracam do obchodów rocznicy. Moje “5 minut” było krótkie. “Przyćmił” mnie - a jakże by inaczej! - Michnik, a ściślej: jego nieobecność w Pałacu Prezudenckim. [Nb.: przyjęcie traktatu - w mojej opinii - spowoduje koniecznośc powrotu do jego dawnej nazwy: Pałac Namiestnikowski.] Tak więc - szybko spadłem z “pierwszych stron”, choć wydawałoby się - a nie sądzę, by była to megalomania - że mój dramatyczny gest zasługiwał na trochę więcej uwagi i… refleksji?! [Bóg mi świadkiem, jak trudna to była decyzja, której nie byłem pewien nawet wówczas, gdy wychodziłem z szeregu, podchodząc do Prezydenta RP! Nie kierowała mną pycha - chęć “zaistnienia” (choć nie wszystkich, zapewne, przekonam o tym) - ale imperatyw, który płynął z głębi serca… Podobny temu, który popychał mnie przed 40. laty!] Po trzech dniach, nawet tutaj, nikt już o tym nie wspomniał! A chciałem - decydując się na ów gest - wstrząsnąć panem Prezydentem i rządzącymi elitami, zmuszając ich do refleksji. Ostatecznie - nie codzień zdarza się coś takiego! Chciałem też przemówić w imieniu tych, których głos jest wyciszany - lub wycinany! - w… “demokratycznych” mediach. Niestety. Ja, nieuleczalny już chyba “Don Kichot” - odniosłem wrażenie, że jedyne co osiągnąłem u pana prezydenta, to - jego osobistą urazę do mnie za “nielojalność”, jak to określił. Nawiasem mówiąc: jakby to on - a nie Rzeczpospolita, co podkreślają moi nieżyczliwi i obłudni adwersarze - przyznał mi, “niewdzięcznemu”, to odznaczenie - w nadmiarze łaski - i to jemu powinienem być wdzięczny?! [Jeśli tak, to może wcale nie zasłużyłem?] Po trzech dniach czuję się trochę tak, jak - z zachowaniem właściwych proporcji - mógłby się czuć śp. R. Siwiec, po spaleniu się przed 40. laty..! [A jego samobójczą śmierć także zmanipulowano, bo nie podpalił się w proteście przeciw inwazji Czechosłowacji!]
Więc teraz - o manipulacji medialnej. Popełniłem kardynalny błąd (”dwa grzyby w barszcz”), gdyż nie powinienem wspominać o swoim rozgoryczeniu, a ograniczyć się do sprawy referendum. Tym ułatwiłem zafałszowanie motywów mojego gestu, przez zmarginalizowanie - a nawet: amputację - sprawy referendum! Przyznany mi order nosi dumne zawołanie: “Polonia Restituta”. Nie mogłem go przyjąć w chwili obecnej, gdy - w mojej opinii - zagraża mu zmiana wezwania na inne: “Polonia Finita”!
Gdy - po odmowie przyjęcia odznaczenia - opuszczałem salę, zabiegł mi drogę rozgorączkowany Janek Lityński i… z zachwytem pogratulował mi gestu! Był bowiem przekonany, że wykonałem go w proteście wobec absencji Michnika. Później - gdy już poznał, “biedaczek”, moje motywy - przyjął rolę “mister elegantiarum”, prawiąc do kamery TVN, że nie należy wnosić na taką “podniosłą uroczystość” swoich “osobistych obsesji”! [Naturalnie - z zastrzeżeniem, że nie jest to obsesja… “troski o Michnika”..?] Nie dziwię się wcale, że moją troskę o Niepodległość Polski (szczerą, a choćby i nieuzasadnioną), Lityński uznaje za… “osobistą obsesję”. Tak było i 40 lat temu, gdy on - i inni komandosi - uznawali sowiecką dominację, a przedmiotem ich troski było “poprawianie” komunizmu, w duchu bardziej… trockistowskim, co zauważył tutaj także - w swoim wpisie - “inż. analityk”. Nie kto inny jak Michnik, jeszcze przed 15 laty, przyznawał publicznie, że w ich słowniku politycznym brakowało słowa “niepodległość”!
Gdy już włączyłem - po opuszczeniu Pałacu - swoją komórkę (skądinąd - na kartę, bez nazwiska właściciela), natychmiast zaczęła “grzać się do białego”… Opadły mnie - prawie wyłącznie - te media, które zwęszyły - podobnie jak Lityński - możliwość “dokopania” Prezydentowi. Pierwszą była czołowa “propagandzistka III RP”, M. Olejnik. Niezłomnie, bo kilkakrotnie - gdyż odsyłałem ją na później - dzwoniła, dopóki nie poznała moich powodów z innego źródła. Wtedy zamilkła. A wszystkie te media indagowały mnie na okoliczność absencji Michnika. Moje wypowiedzi - w tej sprawie - co do jednej, zostały przemilczane…"
(http://blog.rp.pl/rybinski/2008/03/09/zawlaszczony-marzec/#comments)
Przytaczam te wypowiedzi niejako na potwierdzenie tego, co i tak widzieliśmy. Gest Czajkowskiego został całkowicie przemilczany lub zbagatelizowany, a zajęto się wyłącznie problemem "nieobecności Michnika", bo jak wiadomo, dla wielu ludzi Michnik jest o wiele ważniejszą postacią historyczną niż Jan Paweł II, a Marzec '68 to o wiele ważniejsze dla Polski i Europy i dla obalania komunizmu wydarzenie aniżeli np. wybór Karola Wojtyły na papieża.
Tego typu działania "zagłuszające" lub kompletnie wdeptujące w ziemię ludzi, z których uczyniłoby się bohaterów, byleby "dokopali tym, co trzeba", dowodzą, zgodnie z zasadą "po owocach ich poznacie", z jak niebezpiecznym mamy do czynienia zjawiskiem w naszym kraju na szczytach władzy i w obszarze tzw, mediokracji. Ci wszyscy ludzie, którzy od samego początku l. 90., jak pamiętamy, robili wszystko, by nie dopuścić do dekomunizacji, lustracji, walczyli z "państwem wyznaniowym", z jakimikolwiek głosami krytyki wobec UE, a wreszcie z kaczyzmem, ci ludzie broniący po prostu wiernie dziedzictwa "okrągłego stołu" pokazują nam, jakie się szykuje polskie państwo, a raczej jaki się szykuje "region" w ramach superpaństwa zwanego UE. Te wymienione przeze mnie sposoby działania nie zmienią się, ponieważ ONI potrafią wyłącznie tak działać. Za pomocą kłamstwa, dezinformacji, szumu medialnego, nagonek, a wreszcie tzw. cywilnego zabijania osób niewygodnych.
PiS sądził, że uda się przekreślić dziedzictwo "okrągłego stołu" zmieniając część tej rzeczywistości społeczno-politycznej i medialnej. To był błąd. But, nobody's perfect. Ja sam przyznaję, że popierałem PiS głównie dlatego, że komuniści bali się go jak diabeł święconej wody, a przymykałem jedno oko na rozmaite prounijne zagrania. Teraz jednak nadeszła faktycznie chwila ostatecznej próby. "Dziedzice" owego "okrągłego stołu" chcą przecież zalegalizować swoje dominium zwane III RP poprzez włączenie jej w superstrtuktury polityczne UE. Ten paniczny wprost i niczym zupełnie nieuzasadniony pośpiech "tęczowej koalicji" przy ratyfikacji Traktatu da się wyjaśnić właśnie w taki sposób: "dziedzice" (od zmutowanej UD po zmutowaną PZPR) widzą w tej ratyfikacji koniec "polskiego piekiełka", jak to ładnie określał kiedyś T. Mazowiecki, postać historyczna, aczkolwiek znajdująca się dla mnie w panteonie Partii Okrągłego Stołu, więc pozbawiona mojej politycznej sympatii. "Polskie piekiełko", to coś, co spędzało dotąd sen z powiek najrozmaitszym "układającym się z komunistami" postaciom (że o samych komunistach nie wspomnę). Przeniesienie władzy politycznej do Brukseli zapewnia "wieczny" polityczny "odpoczynek" wszystkim bojownikom o wolność i demokrację, nie tylko B. Geremkowi, który już teraz pogrywa na nosie jakimś pradawnym zapisom dotyczącym lustracji, bo przecież to jego "osobista sprawa". Jest w tym określeniu zresztą wielka doza prawdy, dla Partii Okrągłego Stołu prywata stała się podstawowym celem politycznego działania. I członkowie POS konsekwentnie do tego celu zdążają na przestrzeni ostatnich blisko 20 lat.
PiS ma więc teraz sytuację dosłownie jak na patelni. Upiory wyszły z podziemi i przemawiają ludzkim głosem, ale to wciąż są upiory "okrągłego stołu". Jednym głosem sprzeciwu można ten upiorny spektakl przerwać i przystąpić do odbudowy Polski poprzez mocny nacisk na interes narodowy, a nie na interes "międzynarodowy". Ktoś, kto dobrze zna komunistów, ten wie, że oni niczego nie popierają bezinteresownie. To, że czerwoni z niegdysiejszych frontmenów walki z Zachodem przeistoczyli się w "zwolenników europeizacji" ma przede wszystkim wymiar realizacji prywatnych, klanowych interesów. Zawsze zresztą komuniści realizowali swoje cele poprzez umocowywanie swoich klanów. Otoczka ideologiczna to jedynie parawan, za którym wilki w owczych skórach się kryją, choć oczywiście i skóry te mocno wypłowiałe i wilki o dość pożółkłych zębach. Wiemy jednak, że nie tylko komuniści chcą się skryć w superpaństwie (kto wtedy będzie kogokolwiek dekomunizował?), ale i wszyscy ci, co uważają, że najgorsze, co w Polsce może nastąpić, to "recydywa prawicy". To ostatnie hasło oczywiście znakomicie wkomponowuje się w neomarksistowskie (Gramsci, Marcuse itp. "myśliciele") ideowe zaplecze wielu eurokratów, którzy faktycznie świat chcą skonstruować od początku, tym razem bez religii i bez naturalnie rozumianej rodziny. W Polsce jednak widmo "recydywy prawicy" (PO żadną prawicą nie jest, to chyba każde dziecko wie) przekłada się na "grzebanie w świętych życiorysach", a wielu świętych i "kandydatów na polityczne ołtarze" nie lubi pokazywać swojej przeszłości w debacie publicznej.
PiS więc w jakiejś mierze musi dokonać politycznego zwrotu W PRAWO i wobec tradycji III RP (dwa lata rządów), ale też i wobec lewicującej, jeśli nie lewackiej wizji Europy. W ten sposób musi w pewnej mierze przyhamować swój euroentuzjazm i spojrzeć nieco trzeźwiej na rzeczywistość. Obrona interesu narodowego musi więc mieć wymiar i wewnątrzpaństwowy, i międzynarodowy. Jeśli PiS rzeczywiście myśli o jakiejś reformie Wspólnoty Europejskiej, to droga do niej prowadzi poprzez wzmacnianie państw narodowych, a nie ich osłabianie, poprzez deregulacje makroekonomiczne, poprzez likwidowanie eurokracji, a nie jej powiększanie. Polska może jeszcze wiele wnieść do Europy, o ile będzie się rozwijać jako wolny i silny kraj, a nie jako eksploatowany przez "starą Unię" region superpaństwa.
To wszystko jest przed nami i żadne "skróty przez historię" nie są nam potrzebne. Polska może mieć własną wizję Europy i nie musi być to od razu mantra eurokratów. Jeśli Wspólnota Europejska miałaby ewoluuować, to niech zmienia się w stronę konfederacji państw narodowych, które respektują swoją odrębność, a nie w stronę molocha, w którym np. bezkarni pozostaną "budowniczowie peerelu" i III RP.
Daję to, posiłkując się wpisami B. Czajkowskiego, PiS-owi pod rozwagę, jeśli bowiem PiS powstrzyma ratyfikację Traktatu, to zacznie się pod jego auspicjami odbudowa szerokiego ugrupowania konserwatywno-narodowego, z którym będzie musiała się liczyć nie tylko POS, ale i inne partie w Europie. Jeśli nie, to PiS zniknie wchłonięty przez Partię Okrągłego Stołu.
PS. Ze swej strony dziękuję Panu Czajkowskiemu za pojawienie się i na moim blogu i w salonie24, ale przede wszystkim za piękny gest wolności i sprzeciwu wobec błądzących polskich elit politycznych.


Komentarze
Pokaż komentarze (158)