Czyżby kończyła się hossa? Czyżby zbierały się czarne chmury nad PO? Nie widzę lepiej. LiD nie dał się przekonać żadnymi propozycjami nie do odrzucenia ze strony peokratów? Żadnymi stanowiskami w radach nadzorczych TVP czy Polskiego Radia? Oczywiście, żadnego "kupczenia stanowiskami" nie było, bo przecież PO niczym nie kupczy, ale "negocjacje merytoryczne" były. No ale się zbyły.
Rysuje się więc ciekawa sytuacja. LiD, jeśli wierzyć temu, co mówią jego przedstawiciele, nie poprzez inicjatywy PO, gdy L. Kaczyński zawetuje "ustawę medialną" (http://www.tvn24.pl/0,1542093,wiadomosc.html), a z tego można wnioskować, że - wbrew moim propozycjom - w ramach dyplomatycznych retorsji po niesławnej wizycie Rywina u Michnika, ten ostatni do nikogo, kto mógłby pełnić funkcję Rywinopodobną nie poszedł (być może "za niskie progi" na te nogi), czyli do żadnego targu między największymi konstruktorami III RP nie doszło. Myślałby kto? A przecież nie taka była umowa. Obalanie kaczyzmu miało zaowocować pełną restytucją status quo naruszonego "kłótnią w rodzinie" (a raczej w Rodzinach) stanowiących o potędze postkomunistycznej III RP. Wygląda więc na to, że albo LiD podbił stawkę do "niemożliwości", albo PO nie chciało "przepłacać", sądząc, że ma już całą sytuację pod kontrolą. Nie znając lub zapominając o nienasyconych potrzebach czerwonych PO chyba przelicytowało stawkę na swoją niekorzyść i teraz szykuje się (nie do pozazdroszczenia) polityczny galimatias.
Nie ma bowiem co ukrywać, że sukces PO to w olbrzymiej mierze zasługa mediów o postkomunistycznych sympatiach i korzeniach. Naturalnym odruchem wdzięczności było ze strony PO kłanianie się postkomunistom i szykowanie im miękkiego lądowania od służb po media (pod hasłem odpolityczniania tychże, rzecz jasna). PO jednak chyba nie zrozumiało lekcji wyborczej, która sprowadza się do dość brutalnej prawdy, że ogon ma machać psem, a nie odwrotnie i że środowiska prawdziwych budowniczych III RP widzą siebie na czele "odzyskanej Polski", a nie w drugim czy trzecim szeregu. W swojej nieświętej naiwności peokratom się wydawało, że nie tylko działają samodzielnie, a swój sukces zawdzięczają swojej operatywności, ale i że mogą sobie pozwolić na polityczną nonszalancję. Nie w tym kraju. Teraz więc zaczyna się sprowadzanie PO do parteru. Miłe złego początki.
Jeśli PO nie uda się pacyfikacja mediów publicznych, a tym samym wypracowanie szerszej "przestrzeni życiowej" dla mediów komercyjnych, które chętnie by sobie zagospodarowały cały rynek reklam i nadały ton debacie publicznej, to peokraci poniosą pierwszą spektakularną klęskę w budowaniu "Irlandii 2". Wprawdzie nierozwalenie mediów publicznych nie czyni jeszcze nowej wiosny ludów, ale czy media komercyjne będą widziały jakiś większy interes w popieraniu słabnącej PO? Wiele to trzeba by naraz powiedzieć "ludowi", że "PO zmarnowało nadzieje Polaków" i "najwyższy czas" na powrót "fachowców z lewicy"?
;P


Komentarze
Pokaż komentarze (76)