Napięcie rośnie. Ruszyły więc w sukurs internacjonalistom wszelkie siły postępu. Najpierw "Newsweek" wczoraj z wieczora zaczął prognozować wyłamanie się z dyscypliny klubowej 10 posłów, potem posypały się następne rewelacje z dzisiejszą, ogłoszoną w gazecie, która trzyma rękę na pulsie tak czujnie, jak "GW", czyli w "Dzienniku", bo się okazało, że M. Kaczyńska ma popierać zapłodnienie "in vitro" i to, co "Dziennik" skwapliwie dodaje, "wbrew Kościołowi" (http://www.dziennik.pl/polityka/article138564/Kaczynska_stawia_sie_Kosciolowi_i_chce_in_vitro.html).
Czy nie za wiele wątków naraz? "Newsweek" donosił wczoraj z zadyszką:
"Polska nie może być czarnym koniem, który zatrzyma Europę. Bronimy też honoru prezydenta, który osobiście wynegocjował traktat - uzasadnia. Wśród parlamentarzystów rozważających złamanie dyscypliny wymienia się m. in. Ludwika Dorna, Jana Ołdakowskiego, Grażynę Gęsicką i Zbigniewa Religę."
i dodawał jeszcze trzy grosze od P. Zalewskiego:
"Do zmiany stanowiska w sprawie traktatu próbował przekonywać posłów PiS Paweł Zalewski, były polityk tej partii. - Ale używał nieodpowiednich argumentów. Tłumaczył, że to początek końca Prawa i Sprawiedliwości - relacjonuje anonimowo jeden z przedstawicieli formacji Kaczyńskiego."
(http://www.newsweek.pl/artykuly/artykul.asp?Artykul=23439)
Początek końca, to dopiero. Jeśli początek końca tak spektakularnie wygląda, to jaki będzie początek początku? Oto przecież J. Kaczyński idzie za ciosem i nie tylko nie boi się przyspieszonych wyborów, ale i ogłasza, że będzie nawoływał do zagłosowania na "nie" w referendum, jeśli nie zostanie zabezpieczony interes naszego państwa. Czy można było wyobrazić sobie czarniejszy scenariusz? Wydawało się, że PO przyszpili PiS groźbą skrócenia kadencji poprzez dymisję rządu (co za farsa, słowo daję), a tu Kaczyński ogłasza, że będzie klaskał, gdy Tusk zrezygnuje z funkcji premiera (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5026302.html). Przekonywano nas, że PiS boi się referendum jak diabeł święconej wody, a tu kaczyści głoszą, że mogą nawet w referendum jeszcze wywijać kłonicą.
Czarna sotnia, słowo daję. Kto tych cholernych sotniarzy doprowadzi do porządku? O rozłamie w PiS-ie pisze już nawet "Rz" (uchodząca dotąd za bastion kaczyzmu, przynajmniej w oczach funkcjonariuszy "GW") (http://www.rp.pl/artykul/107242.html), tak jakby załamywania rąk nad postawą PiS-u na blogach publicystów "Rz" było mało. Na domiar złego J. Staniszkis twierdzi, że Kaczyński jest na usługach Rydzyka, jeśli nie J. R. Nowaka:
"Ulega w tym zaś ludziom z kręgu LPR, Radia Maryja, postaciom takim jak Jerzy Robert Nowak. Te środowiska lokalnymi kanałami wpływały na poszczególnych posłów PiS, których losy mimo wszystko zależą bardziej od regionu niż Jarosława Kaczyńskiego. I dopięły swego. To stwarza bardzo niebezpieczną sytuację. Zwłaszcza przy jednoczesnej labilności prezydenta, który dziś być może zapomni o tym, że sam negocjował traktat."
(http://www.dziennik.pl/opinie/article137949/Kaczynski_ulega_Rydzykowi.html)
Czy jest jeszcze jakiś światły człek, co broni białoruskiego stanowiska PiS-u? Nie wygląda na to. "Nie widzę", jak mawiają marszałkowie sejmu, spozierając spode łba po głosowaniach. Okazuje się, że dziś w Polsce można zrobić wszystko, WSZYSTKO, powtarzam, byleby nie miało to jakichkolwiek pozorów obwarowywania się przez nasze państwo przed rozmaitymi zakusami innych państw, czy przed swobodną twórczością wychwalanej przez Staniszkis euro-biurokracji (mającej stanowić przeciwwagę dla dyktatur - proszę przeczytać ten komentarz w "Dzienniku" autorki "Ontologii socjalizmu"). To takie są teraz realia?
Ja sam przecieram oczy ze zdumienia, że to wszystko tak błyskawicznie zmierza w stronę zamordyzmu - nie dziwię się więc, że naraz szef PiS-u złapał się za głowę i stwierdził, że jeszcze chwila, a "tęczowa koalicja" urządzi nam tu taką paradę miłości, że się nie pozbieramy.


Komentarze
Pokaż komentarze (60)