Kiedy rano w Jedynce jako komentatorzy pojawili się W. Dębski oraz M. Magierowski powiedziałem do żony: "Zobaczysz, że obaj będą mieli to samo zdanie". Chodziło o czywiście o kwestię głupoty PiS-u.
Czy jest coś dziwnego lub zastanawiającego w tym, że "Trybuna" i "Rz" mówi tym samym głosem? Otóż nie - dziwne i zastanawiające są głosy tych, którzy dziwią się i zastanawiają, że zawiązała się najbardziej egzotyczna koalicja, jaką można było sobie wyobrazić, "obrońców Polski przed PiS-em i jego głupotą". Co ciekawsze, komuniści sięgają po retorykę wojenną i, jak wspominałem wczoraj, nazywają działania PiS-u terroryzmem, zaś nieomylny i krytyczny aż do bólu, red. Ł. Warzecha już nie siedzi okrakiem na barykadzie, tylko z lotu ptaka widzi całą sytuację. Widzi on tak wiele, że jest w stanie dostrzec oprócz PiS-owskich pragmatyków także - jak to nazywa jednoznacznie - "fanatyków", co może nawet z PiS-em nie są związani, lecz stoją murem za prezesem, nie oglądając się na żadne racjonalne argumenty "tęczowej koalicji". Oczywiście, zaraz mu się nasuwają orwellowskie porównania, jakżeby inaczej, no i gdzieś między wierszami nawet trąca o kult jednostki. Czy nie prościej byłoby mówić zamiast o fanatykach, to o schizofrenii bezobjawowej? Może prościej, tylko kto by z młodzieży zrozumiał, o co chodzi. A tak, o Orwellu w szkole się mówi, to do jakichś skojarzeń można się odwołać (http://lukaszwarzecha.salon24.pl/66021,index.html).
Właściwie można by na ten tekst Warzechy machnąć ręką, gdyby nie to, że w niezwykle staranny sposób dziennikarz ten stara się nam dowieść, że Polski nie trzeba w żaden sposób przed niczym już zabezpieczać, zwłaszcza przed polskimi politykami z Partii Zagranicy. Jeśliby więc odwoływać się do Orwella, którego teraz nawet dzieci znają, to należałoby powiedzieć, że jeszcze takiego przesunięcia znaczeń w języku polskim i to na taką skalę nie mieliśmy po 1989 r. (bo o okresie komunistycznego dezinformowania nie mówię). Tego typu praktykę można by nazwać orwellowską, ale mam wrażenie, że bierze w niej udział cały mainstream, nie zaś paru blogerów, którzy siedząc w różnych kątach świata starają się poddać krytyce i Partię Zagranicy, i mainstream. Ja wiem, że mainstreamowi się to może nie podobać, ale czy jest powód, by od razu straszyć niebezpiecznymi fanatykami? Z fanatyków śmiać się trzeba, wzruszać ramionami, jak na widok jarmarcznych głupków - czym tu się przejmować?
Rozejrzeć się należy raczej po swoim środowisku, choć podejrzewam, że tu osąd krytyczny byłby trudny, bo skądinąd wiemy, że wśród dziennikarzy ani fanatyków nie ma, ani agentów, ani "zahipnotyzowanych", ani związanych z takimi czy innymi ugrupowaniami politycznymi od lat. Swoją drogą, o sile blogosfery świadczą głosy takie, jak Warzechy, który wprost pojąć nie może, że możliwe jest odmienne zdanie od tego, które wałkuje mainstream. Postawa i Warzechy, i wielu innych sprowadza się wszak do tego, że to, co proponuje PiS jest z gruntu złe i głupie, PONIEWAŻ zgłasza to PiS. Gdyby więc tak się dobrze zastanowić, to z fanatyzmem mamy do czynienia po stronie mainstreamu, a nie paru zidiociałych blogerów.
Prawie nikt w mainstreamie i establishmencie nie podejmuje się analizy kwestii merytorycznych związanych ze zgłaszaniem preambuły, tylko albo ktoś się wydziera, że preambuła jest bezsensowna, albo że nie ma znaczenia, albo że zmienia traktat, który jest NIEZMIENIALNY, albo że nas kompromituje, albo że terroryzuje. Pytanie podstawowe brzmi bowiem, czy nie należy zabezpieczyć polskich interesów narodowych przed polską Partią Zagranicy? Oczywiście, do sformułowania takiego pytania należałoby siedzieć nie tylko okrakiem na fikcyjnej barykadzie, ale i widzieć prawdziwy konflikt, jaki istnieje od lat w naszym kraju. Nie tylko PiS zwraca uwagę na ten konflikt, ale mniejsza z tym, wszak ma być wyłącznie o PiS-ie.
Mieliśmy z tą paranoją do czynienia przez dwa lata koalicyjnych rządów tej partii - rządy dobiegły końca, a paranoja nadal trwa. Obstawanie przy czymś, co proponuje PiS staje się powodem do mainstreamowego potępienia. Nieźle. Obiektywizm bowiem w Polsce polega na tym, by cały czas podważać sensowność działań PiS-u. I tak rozumiany obiektywizm, oczywiście, nie ma nic wspólnego z fanatyzmem. Wszystko, co robi PiS jest głupie i złe.
Czy więc jest zagrożenie polegające na tym, że przedstawiciele komunistów czy okrągłostołowców będą działać wbrew polskiemu interesowi narodowemu? Według mnie jest i bez względu na to, czy to zagrożenie zdiagnozowałby PiS czy inne ugrupowanie prawicowe, przyznałbym takiej konstatacji rację. Innymi słowy twierdzę, że większość polityków w Polsce jest w stanie działać i źle, i głupio. Czy Warzecha to dostrzega? Nie musi.
Krytykowałem PiS za wiele rzeczy, a przede wszystkim za forsowanie drogi parlamentarnej przy ratyfikacji. Co więcej, sam TL, tak jak i całą UE uważam za twory nonsensowne, NONSENSOWNE, powtarzam (i nie wiadomo, czy nie niebezpieczne, jeśli tak ma wygladać ich obrona, jak pokazuje obecnie mainstream i establishment polityczny), ale byłem i jestem w stanie docenić zabiegi tych, którzy nawet popierając UE są w stanie działać na rzecz zabezpieczenia polskich interesów. Moja postawa polityczna zatem ma o wiele mniej wspólnego z PiS-em niż mogłoby się wydawać, jednakże jedynie PiS wygląda na ugrupowanie twardo i skutecznie broniące tychże interesów, w przeciwieństwie do pozostałych ugrupowań parlamentarnych i pozaparlamentarnych. Jeśli dla Warzechy taka moja postawa jest fanatyzmem, to nie wie, co mówi, niestety, albo też ciężko mu jest dotrzeć do prawdy w tym zagmatwanym świecie. Tedy życzę mu i pozostałym poszukiwaczom prawdy większego krytycyzmu nie tylko wobec "fanatyków", ale i wobec siebie. Wielki Post jest znakomitą okazją do takiego intelektualnego rachunku sumienia.


Komentarze
Pokaż komentarze (129)