Rusza więc z kopyta projekt "widocznego znaku", a lektura dokumentu, w którym zawarty jest opis tego projektu skłania do zamyśleń. Dowiadujemy się bowiem o "narodowo-socjalistycznych zbrodniach" oraz o "wypędzeniach Niemców".
Jeśli ktoś zna choć trochę nie tylko niemiecką kulturę, ale i tamtejsze zamiłowanie do porządku i precyzji, ten bez wątpienia odczyta także widoczne znaki w niniejszych fragmentach tekstu zamieszczonego w całości na łamach "Rz" (http://www.rp.pl/artykul/108627.html). Czytamy bowiem po pierwsze:
"Historyczne przyczyny ucieczki i wypędzeń niemieckiej ludności z terenów wschodnich podczas drugiej wojny światowej i po niej muszą zostać przedstawione na tle narodowo-socjalistycznej polityki ekspansji i zagłady oraz dokładnie udokumentowane. Prezentacja ucieczki i wypędzeń ludności niemieckiej z dawnych terenów osiedlenia powinna zostać przedstawiona w kontekście wypędzeń w Europie XX wieku." [podkr. F.Y.M.]
Nieco dalej czytamy też:
"Należy w sposób zróżnicowany przedstawić kontekst historyczny, powody ucieczek i wypędzeń. Dogłębnie udokumentowane zostaną zbrodnie narodowo-socjalistyczne dokonane w Polsce i Czechach oraz wielu innych krajach Europy Wschodniej i Związku Sowieckiego jako przyczyna ucieczki i wypędzeń. Umieszczenie wystawy w historycznym kontekście oraz jej wymiar międzynarodowy są ważnymi czynnikami prowadzącymi do głębszego zrozumienia ucieczki i wypędzeń Niemców."
A jeszcze w innym miejscu:
"W pierwszej połowie XX wieku wypędzenia i przymusowe wysiedlenia były głównym instrumentem polityki. Rozmaite historie wypędzeń powinny zatem także zostać przedstawione. Niemieccy wypędzeni i uciekinierzy stanowili przy tym największą grupę wypędzonych i przymusowo wysiedlonych."
Nie ma chyba najmniejszego powodu, by podejrzewać, że ktoś się pomylił redagując ten tekst, bądź też pomylił się ktoś tłumaczący ten dokument na polski. Niemiecka polityka historyczna przewiduje zamazanie, jeśli nie zmazanie winy Niemiec za hekatombę spowodowaną II wojną światową, przy jednoczesnym eksponowaniu rzekomego bezprawia (tak to wszak formułuje słynna międzypartyjna umowa między największymi niemieckimi ugrupowaniami z listopada 2005 r.) związanego z wysiedlaniem ludności niemieckiej z ziem, na których ta ludność, jak ujmuje to powyższy dokument, by tak rzec, szerzyła po prostu kulturę:
"Licząca setki lat historia osiedlenia Niemców i rozwoju ich kultury na tych terenach również powinna zostać uwzględniona. Wyjaśniony i uwzględniony musi też zostać historyczny i kulturowy wkład Niemców w europejską historię i kulturę, którą tworzyli często wraz z innymi zamieszkującymi te tereny narodami."
Na naszych oczach Niemcy spisują swoje dzieje na nowo, zresztą, jak wiemy, wspaniałomyślnie proponują nam współredagowanie podręczników historii. To ostatnie stanowi wyraz swoiście pojmowanej empatii kulturowych zwycięzców nad zwyciężonymi.


Komentarze
Pokaż komentarze (54)