Gdy się wychodzi z przepełnionego ludźmi i pieśniami kościoła w Triduum Paschalnym, ma się wrażenie, że Polska to katolicki kraj, w którym wierzący nie kryją się z manifestowaniem swojego przywiązania do Chrystusa i Krzyża. Jeśli wspomni się na olbrzymią daninę krwi, jaką wielokrotnie Polacy składali choćby w XX w., to wydaje się, że ta nasza więź z Odkupicielem powinna być czymś naturalnym, tak samo jak to, że żołnierze niepodległościowego podziemia walczyli z okupantami także w imię obrony wiary (słynne, wyszydzane porzez komunistów, ryngrafy). Jeżeli na dodatek wspomni się Prymasa Tysiąclecia, a potem Jana Pawła II, największego z Polaków i zapewne jedną z najważniejszych postaci historycznych w dziejach Europy, jeśłi nie świata, to aż się oczywistym wydaje, że powinniśmy się czuć dumni z powodu tego dziedzictwa i być mocni wiarą, która nas ukształtowała na przestrzeni dziejów.
Homilia papieża na Placu Zwycięstwa powinna być uznana za najważniejszą "mowę historyczną" jaką w naszym kraju wygłoszono, nie wiem jednak, czy analizowana jest w szkołach wśród tekstów obowiązkowych. Ten bezpośredni dialog z Bogiem namiestnika Chrystusa ponad głowami uciemiężonych komunizmem wiernych to punkt zwrotny w dziejach naszej historii. Co jednak stało się potem? Dlaczego zwycięstwo nie przyszło w pełni? Dlaczego przystanęliśmy gdzieś w pół drogi, a to oglądając się za siebie, a to, nie wiedząc, dokąd iść? Doszło przecież potem do tego, że Jan Paweł II musiał przyjeżdżać do Polski i przypominać skołowanym Polakom, że mają bronić Krzyża.
W końcu punkt zwrotny, jakim była i wciąż jest śmierć Jana Pawła II. Żyjemy w cieniu tejże śmierci, a słuchane od czasu do czasu homilie papieża-Polaka brzmią znajomo, ale jakoś odlegle, jakbyśmy byli za górami i za lasami, choć kiedyś serca nasze tak pałały.
"Demokracja bez wartości zamienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm", przypominał Jan Paweł II na historycznym spotkaniu z parlamentarzystami, ale czy to do nich i do dzisiejszych polskich polityków dotarło? Czy nie mamy do czynienia z budowaniem właśnie demokracji bez wartości?
Chciałoby się wierzyć, że nie. Wszak Sługa Boży Jan Paweł II i Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński, czy też Sługa Boży ks. Jerzy Popiełuszko nie mogą nas zostawić w pół drogi. Chrystus też nas nie zostawi w pół drogi, jeśli będziemy stale sobie przypominać, ile Mu zawdzięczamy także jako Polacy.
Przy tej więc okazji chciałbym wszystkim Szanownym Czytelnikom i Komentatorom tego bloga, jak też Blogerom i Dziennikarzom Salonu24 życzyć wszelkich Bożych łask, siły ducha i wytrwałości w dążeniu do dobra, które czasami może różnorako definiujemy, ale które, co daj Boże, byleby nas wszystkich prowadziło do Dobra Ostatecznego. Niech nas prowadzi przede wszystkim veritatis splendor.
Chrystus żyje i to jest najważniejsze (reszta to drobiazgi). Radosnego Zmartwychwstania Pańskiego brothers and sisters :)


Komentarze
Pokaż komentarze (125)