Potrzebą chwili wydaje się powołanie na wzór WRON-u jakiejś Psychiatrycznej Rady Ocalenia Narodowego, ponieważ co głośniejszy polityk w Polsce zgłasza istnienie jakichś zaburzeń psychicznych. Wprawdzie te zgłoszenia są nieco na zasadzie "łapaj złodzieja", ale przecież coś w nich musi być, w przeciwnym razie znaczyłoby to, że Polska jest jednym wielkim politycznym domem wariatów. Oczywiście, tej ostatniej ewentualności także nie da się wykluczyć.
Oto przecież L. Wałęsa twierdzi, że L. Kaczyński powinien zostać przebadany (http://www.tvn24.pl/-1,1543722,wiadomosc.html). Zapewne jest to słuszny postulat, ponieważ kto jak kto, ale prezydenci powinni przechodzić przynajmniej okresowe badania, skoro pełnią tak odpowiedzialne funkcje państwowe. Nic nie wiemy wprawdzie o badaniach samego Wałęsy, ale bez wątpienia musiał je przejść, bo przecież na jakiejś podstawie swe diagnozy stawia, prawda? Chyba że chodzi o tzw. nosa. Podobnie sprawa wygląda z J. Palikotem, który także niejednokrotnie wyrażał otwartą i szczerą troskę o Kaczyńskiego, tym razem zaś twierdzi z przekonaniem, że K. Karski nie przeszedłby badań (http://www.tvn24.pl/-1,1543744,wiadomosc.html). Zapewne wie, co mówi, tak jak wtedy, gdy urządzał słynny happening z wibratorem, pistoletem i inymi gadżetami (http://www.dziennik.pl/polityka/article30151/Posel_PO_z_penisem_w_reku_protestuje_przeciwko_PiS_owi.html). Być może wtedy zbadano i Palikota, skoro on dziś może miarodajnie oceniać stan psychiczny innych posłów. Nie muszę chyba przywoływać wypowiedzi innych znawców psychiatrii, takich jak choćby S. Niesiołowski, B. Komorowski etc.
Gdyby jednak referencje Wałęsy, Palikota i in. nie wystarczały do oceny stanu psychicznego przedstawicieli polityki, to takie ciało można by powołać z rozmaitych znawców tematu, najlepiej z Rosji, w której pomysłodawcy psychuszek i terapii zwalczania schizofrenii bezobjawowej cieszyli się nie tylko dobrym zdrowiem, ale i nadal sprawowali wysokie funkcje w posowieckich organizacjach zrzeszających psychiatrów. A jeśli bracia Moskale by nie pomogli, to kto? No ani chybi dziennikarze. Któż, jak nie oni, zna tajniki dusz rozmaitych polityków, zaburzenia psychiczne ich czcicieli, któż, jak nie oni może przewidzieć dzieje świata na kilkanaście lat wprzód, opierając się na codziennych sondażach (i chwytając w lot tzw. tendencje)?
Czy dziennikarz musiałby mieć jakieś psychiatryczne studia? Niekoniecznie, skoro nie ma ich Wałęsa, Palikot, Niesiołowski, Komorowski itp. Wystarczy bowiem tzw. czucie ("na czuja"). Istnieją ludzie wyposażeni w nadnaturalne zdolności wyczuwania wielu spraw na odległgść i do nich należy zaliczyć dziennikarzy, oczywiście tych najwybitniejszych, którzy widzą rzeczy na wskroś, tak jak bohater powieści V. Nabokova "Przejrzystość rzeczy". Skompletowanie więc z tychże dziennikarzy takiej Psychiatrycznej Rady Ocalenia Narodowego pozwoliłoby w drodze dość prostej weryfikacji wyznaczyć tych polityków, którzy mogą zabierać głos, którzy mogą być wybierani i którzy mogą podejmować jakiekolwiek decyzje.
Ktoś głupi mógłby po głupiemu zapytać, no a kto zbadałby tychże dziennikarzy? Kto by im wystawił certyfikaty pozwalające odsiewać ziarno od plew politycznych? No ale czy zdrowego o zdrowie się pyta? I kto miałby pytać? Jacyś ludzie z lasu, którzy nie przyklękają na żadne kolano, biorąc taką czy inną gazetę do ręki? Ktoś jeszcze głupszy mógłby się jeszcze głupiej spytać, a dlaczegóż to nigdy dyżurni psychiatrzy nie stwierdzili zaburzeń psychicznych u członków wspomnianej Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, skoro to jej szef po dziś dzień jak w malignie powtarza, że uchronił Polskę przed sowiecką interwencją i potworną katastrofą, a nawet domaga się przesłuchania świadków swojej heroiczności, od M. Thatcher po M. Gorbaczowa? Czemu dyżurni psychiatrzy nie zdiagnozowali schizofrenii bezobjawowej u tychże członków WRON-u, którzy uważają jakiekolwiek ich ciąganie po sądach za "proces polityczny", a nawet "zemstę"? Czemu nie badają Siwca, Senyszyn, Kalisza i wielu wielu innych czerwonych mózgownic?
Pewnie dlatego, że ich badania takich osobników (resp. przypadków) nie obejmują. I pewnie dlatego my, jak te krety, musimy ryć pod psychiatrami, prowadząc własny research ;P


Komentarze
Pokaż komentarze (56)