Przezacny Rolex, który Albion od środka obserwuje, śledzi zbliżenie francusko-brytyjskie - jednocześnie z niepokojem komentują je "niemieckie media", co znaczy, że coś jest na rzeczy. Niemcy nie tylko czują się bowiem "gospodarzami Europy", ale i nie wyobrażają sobie sytuacji, żeby rola "największego płatnika UE" była drugoplanowa.
Polski Newsweek, relacjonując doniesienia prasy niemieckiej, w ogóle całej kwestii nie komentuje, więc zdezorientowany czytelnik, nie wie, czy to dobrze, czy źle, że Sarkozy chce zbliżenia politycznego, militarnego i energetycznego między Francją a Zjednoczonym Królestwem, jednakże ton komentarzy u naszego zachodniego sąsiada jest jednoznaczny: sprawy idą w złym kierunku, a poza tym, nawet, gdyby do jakiegoś zbliżenia doszło, to Brytyjczycy i tak są wyspiarzami, a Francuzom jest bliżej do Niemców niż do UK przez kanał La Manche (http://www.newsweek.pl/artykuly/artykul.asp?Artykul=23910). To z kolei, że Niemcy przypominają Francuzom o ich konfliktach z Anglikami brzmi niezwykle zabawnie, jeśli wspomnimy okres II wojny światowej (choć, jak wiemy np. z dzienników naocznego świadka okupacji Francji, A. Bobkowskiego, wielkiego dramatyzmu tam nie było). Nie tylko wszak Niemcy zapominają, że w XX wieku nieco nabroiły w Europie, mówiąc dość oględnie, ale i czują się w obowiązku przywołania Francji do porządku, jako "gospodarz" starego kontynentu.
Najwyraźniej przemówienie Sarkozego do obu izb parlamentu brytyjskiego nie uszło uwagi władz niemieckich i teraz zaczyna się nieco pospieszne "badanie" szczerości intencji francuskiego prezydenta, zwłaszcza, że w tymże przemówieniu, jak donosi The Times (http://www.timesonline.co.uk/tol/news/politics/article3628828.ece), Sarkozy wspominał historyczną pomoc, jakiej Brytyjczycy udzielili Francji w czasie II wojny. Oczywiście Niemcy mogą to wystąpienie próbować interpretować tak, że Francji chodzi wyłącznie o wciągnięcie Wielkiej Brytanii w rekonstrukcję UE, ale Sarkozy mówił wprost o tworzeniu "francusko-brytyjskiej ententy" we współczesnej Europie. O ile dawna ententa uwzględniała jeszcze Rosję w Trójprzymierzu, o tyle ententa francusko-brytyjska w XXI w. może bez Rosji obejść się znakomicie, skoro to Niemcom bliżej obecnie do Moskwy aniżeli Paryżowi czy Londynowi.
Brytyjczycy z kolei, jak widać z relacji w tamtejszej prasie, przyjmują inicjatywę Francji nie bez zadowolenia i aprobaty. Co więcej, nawet na bankiecie z udziałem królowej doszło do faux pas tego typu, że z większymi honorami potraktowano Sarkozy'ego aniżeli G. Browna :) (http://www.timesonline.co.uk/tol/news/politics/article3632460.ece). Tego typu rzeczy nie dzieją się przypadkowo i deklarację nie tylko o braterstwie między Francuzami a Brytyjczykami, ale o jednoczeniu się obu krajów należy traktować jako nowe otwarcie w Europie. Jeśli weźmiemy jeszcze pod uwagę forsowanie przez Francję pomysłu Unii Śródziemnomorskiej, to można powiedzieć o istotnym przegrupowywaniu się sił w ramach starego kontynentu - przegrupowywaniu, w którym my, jako kraj nie tak mały, nie bierzemy, oczywiście, udziału.
Dla nas te wieści są o tyle nieszczęśliwe, że znajdujemy się w "osi przedmurza" między Niemcami a Rosją i niewiele wskazuje na to, byśmy z tych "przyjacielskich uścisków" szybko się wydostali. Sarkozy jednak ma się pojawić niedługo w Polsce, czy więc zaproponuje nam włączenie się do francusko-brytyjskiej ententy? I czy polskie władze mają jakiś scenariusz na taki wypadek?


Komentarze
Pokaż komentarze (58)