Free Your Mind Free Your Mind
86
BLOG

W jaskini Sadurskiego?

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 91
Rozumiem już, o co chodzi euroentuzjastom, a wyłuszczył to wprost: niezmordowany W. Sadurski, który w krótkich, żołnierskich słowach stwierdził, że suwerenność to kategoria nie tyle anachroniczna, co niezrozumiała.Zawsze cenię sobie otwarte głoszenie poglądów, nawet, jeśli na ich widok włosy stają mi dęba. Przykładowo dr leśnictwa W. Olejniczak, który właściwie powinien pracować w lesie, a nie w polityce, od pewnego czasu, gdy zaczęły się pojawiać pogłoski, że może go wyprzeć G. Napieralski, czyli czując napór Napieralskiego, tak zdyskontował swoje wcześniejsze bredzenia, że teraz tokuje jak klasyczny bolszewik, który burżujów i klechów utopiłby w łyżce wody. I taki styl lubię. Niech komuniści komunistami będą, a np. euroentuzjaści euroentuzjastami.Cieszę się tedy, gdy Sadurski podaje mi swoją wizję świata na patelni:"jesteśmy więźniami starych kategorii, które w coraz mniejszym stopniu odpowiadają dzisiejszej rzeczywistości międzynarodowej. Operujemy tradycyjnym pojęciem suwerenności, która oznaczać ma podporządkowanie wszystkich podmiotów jednemu suwerenowi, ktory z kolei nie jest podporządkowany żadnym, ważniejszym od niego podmiotom. Opiera to się na tradycyjnym rozumieniu panstwa suwerennego, w którym istnieje tozsamość władzy, ludności i terytorium. Tymczasem w zglobalizowanym świecie, takie sprzężenie tych trzech czynników występuje w stopniu coraz mniejszym, a zlokalizowanie władzy zależy od tego, o jakiej dziedzinie mówimy..."(http://wojciechsadurski.salon24.pl/67888,index.html) O, jaskinio platońska!, chciałoby się zawołać, w której ciemne ludy po cieniach świat osądzają, ale przecież czytamy elukubracje słynnego florenckiego filozofa prawa, który koleguje się z I. Kantem, wobec tego powinniśmy powiedzieć: o, jaskinio Sadurskiego!, który o cieniach przeszłości nam nauki daje, wskazując na proces wykruszania się przestarzałych, "przedglobalistycznych" kategorii. Wprawdzie całkiem niedawno byliśmy świadkami dość spektakularnego konstruowania "państwa Kosowo" i ogłaszano nam i całemu światu jego niepodległość, ale chyba konstruktorzy ci nieco się pospieszyli, ponieważ kategoria niepodległości także pochodzi sprzed "nowej ery" globalizmu i należało powiedzieć Kosowarom, by się popukali w czoło, bo i tak rzeczywistość międzynarodowa jest inna, a nie zerojedynkowa czy biało-czarna. W każdym razie Sadurski powinien przedzwonić do premiera Kosowa w tej sprawie wraz jeszcze z paroma unijnymi konstytucjonalistami.Co ciekawsze, W. Kopaliński w swoim słowniku traktuje suwerenność i niepodległość synonimicznie, ale to chyba nie jest tak do końca, ponieważ niepodległość jest kategorią starszą, ideą, z którą na ustach walczyli, a częstokroć umierali niejedni marzyciele o wolnym kraju, natomiast suwerenność to taki trochę humbug skonstruowany w czasach nowożytnych. Zaraz zaraz, czy nie za dużo tych anachronizmów? Suwerenność? Niepodległość? Wolność? Cholera. Zainteresowanych odsyłam do ciekawego tekstu B. Markiewicz (http://www.omp.org.pl/index.php?module=subjects&func=printpage&pageid=318&scope=all) z Ośrodka Myśli Politycznej oraz dla przeciwwagi, do tekstu dziennikarza M. Góry (http://www.opoka.org.pl/biblioteka/X/XU/8gora.html) na temat kwestii suwerenności Polski w UE (elukubracje w stylu Sadurskiego).Jak wiemy, prawnicy mają swoje rozumienie języka, tzn. z czasami intuicyjnie zrozumiałych terminów, konstruują dziesięć subterminów intuicyjnie niezrozumiałych nawet dla samych prawników, którzy zresztą na mętności języka prawniczego zbijają fortuny. Podobnie i w swoim tekście Sadurski fika intelektualne koziołki:"pojęcie „suwerenności” w tradycyjnym znaczeniu, że dana władza ma we wszystkich sprawach ostatnie słowo, po prostu staje się coraz bardziej anachroniczne: nie chodzi o to, że panstwa „tracą” suwerenność, ale że suwerenność przestaje być kategorią cokolwiek wyjaśniającą."Jednakże, żeby było śmieszniej, ja również nie wiem, co znaczy suwerenność, ponieważ mam wrażenie, wbrew temu co opowiadają prawnicy (każdy z nich zresztą w innym języku i o czym innym), że posługiwanie się tą kategorią ma służyć zaciemnieniu sprawy niepodległości, którą albo dane państwo posiada, albo nie. Oczywiście suwerenność zwykle rozumie się jako zdolność do samodzielnego decydowania o różnych sprawach przez dane państwo, ale czy to coś znaczy w polskich realiach po 1989 r.? Zaraz ktoś mądry zapyta: a co to niepodległość? Co, oczywiście, będzie znaczyło, że nie rozumie on tej kategorii.Ja się nie dziwię, że tej anachronicznej mowy nie są w stanie już znieść euroentuzjaści, którzy w kolejnej już nowomowie (po "newspeak" czas na "eurospeak"?) wypowiadają się i rozumują, ale przeciętny i rozgarnięty człek powinien wiedzieć, kiedy jego państwo jest niepodległe, a kiedy nie. A jak jest pod tym względem z Polską? Być może z tego powodu, że ta kwestia jest wyjątkowo mgławicowa w naszym kraju, polscy politycy od wielu już lat unikają słowa "niepodległość" jak bolszewik święconej wody. Dlaczego? Ano dlatego, że w państwie polskim swoje porządki ustalają różne państwa ościenne (i nie tylko ościenne), na co zresztą od samego początku było przyzwolenie olbrzymiej większości polskich rządów. Owszem, czuło się pewną zmianę jakościową po 1989 r., ale to była i okazała się po długim czasie zmiana ustrojowa taka, jak przejście z korytarza osobowego pociągu PKP do przedziału 2 klasy w tymże pociągu.Czy jednak powinniśmy mieć pretensje do polskich polityków, że nie mieli pomysłu na niepodległość? Z. Herbert bodajże powiedział kiedyś, że wolność uzyskana bez kropli krwi nie jest prawdziwą wolnością. I właściwie w ten sposób ujął sedno rzeczy. "Aksamitna", "bezkrawawa rewolucja" 1989 r., jak nam to przedstawiano, okazała się bowiem jednym wielkim technokratycznym, a zarazem tragikomicznym sposobem łączenia państwa totalitarnego z demokratycznym. Jeszcze, żeby było zabawniej, czuwała nad tym cały czas bezpieka, by się wszystko nie rozlazło. Ani nie ustanowiono nowego prawnego początku, ani nie odwołano się jasno i wyraźnie do tradycji Polski przedwojennej, a nie sowieckiej, ani też w żaden drastyczny sposób nie wycięto komunistycznych narośli na państwie polskim.Wspominam o tym nieprzypadkowo. Skoro wszak tak majstrowano nowe polskie państwo, że programowo doszywano głowę źrebaka do starej wychudzonej krowy albo mówiąc inaczej, krzyżowano wilczura z burym kotem, to nic dziwnego, że w tak hybrydalnych politycznie warunkach, kategorie niepodległości, suwerenności i - powiedzmy sobie szczerze - wolności - uległy rychłej pauperyzacji i dezaktualizacji, i dzisiaj Sadurski może sobie łamać głowę, o co z tymi zmurszałymi pojęciami może chodzić, skoro powstaje superpaństwo UE z rozmaitymi superfunkcjonalnościami, których zakres ulega zmianom w zależności od kaprysów i idiosynkrazji wesołego taboru eurolegislatorów.Tak naprawdę jednak nie żyjemy w jaskini Sadurskiego, gdyż przewielebny spaceruje sobie po tej jaskini sam. Żyjemy w jaskini, w której upakowali nas polscy politycy niemający żadnego racjonalnego pomysłu na wolną Polskę. Ks. J. Tischner swego czasu z sarkazmem opisywał postawę jaką prezentuje homo sovieticus, przy czym, co warto podkreślić, miał na myśli głównie zwykłych obywateli tęskniących za chorymi, obozowymi realiami sowieckiej Polski. Problem tego typu postawy należy jednak rozumieć dużo szerzej, ponieważ o ile skołowani pseudoreformami L. Balcerowicza i innych odnowicieli ekonomicznych (jak J. Lewandowski etc.) niektórzy Polacy, którym cały czas powtarzano jak w malignie, że mają "zaciskać pasa", mogli w chwilach beznadziei tęsknić za "rajem utraconym" peerelu, o tyle politycy, którzy od samego początku widzieli Polskę jako państwo zależne od innych, jako państwo podległe strukturom międzynarodowym, okazali się siłą o wiele bardziej destrukcyjną niż się można było spodziewać. Koncepcjami i idącymi za nimi działaniami politycznymi dowodzili albo krótkowzroczoności, albo tchórzostwa. Obawiali się narodu polskiego i dlatego od samego początku mieli na niego "pomysł" polegający na "oddaniu go pod kuratelę zagranicznych nianiek i guwernantek".Tak jest, z nielicznymi wyjątkami, do dziś. I tak być może od wtorku będzie na nieco dłużej.

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (91)

Inne tematy w dziale Polityka