Free Your Mind Free Your Mind
136
BLOG

Rzeczpospolita Primaaprilisowa

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 152

Jeżdżąc po Warszawie, wsłuchiwałem się dziś w kolejne orędzie L. Kaczyńskiego i przypominałem sobie jego bilbordy wyborcze oraz te wszystkie sondaże z 2005 r., które dawały zwycięstwo Tuskowi w I turze, a już na pewno w drugiej. Czyimi głosami pokonał Kaczyński Tuska? Sam prezydent pewnie już nie pamięta.

Przypominałem sobie też te wszystkie mrożące krew w żyłach baśnie o "braciach Kaczyńskich", którzy wprowadzili w Polsce coś na kształt faszystowskiej dyktatury, z którą cywilizowana i demokratyczna opozycja nie mogła sobie poradzić. Czy dzisiaj ktoś mówi o "braciach Kaczyńskich"? Nie, oczywiście. Słyszałem nawet czyjś głos, że porozumienie Kaczyńskiego i Tuska w okolicach Juraty, to kolejne ważne wydarzenie na Wybrzeżu. Przypominałem sobie też do znudzenia, co opowiadał P. Gosiewski nt. uchwały sejmowej proponowanej przez PO i rząd: "To rozwiązanie jest dla nas niesatysfakcjonujące. Dlatego że ustawa pociąga za sobą skutki prawne, a uchwała nie."

(http://www.pis.org.pl/article.php?id=11968)

 Oczywiście, Gosiewski dodawał zaraz, że ostatecznie PiS może pójść na pewien kompromis, ale najważniejsze zabezpieczenia muszą być w ustwie i ta ustawa miała być przyjęta wraz z ewentualnym ratyfikowaniem TL. Przypominałem sobie też ton wściekłego na PiS B. Komorowskiego:  "Mam jednak nadzieję, że koledzy z PiS rozumieją co referendum. Że to m.in. odżycia różnych upiorów na radykalnej prawicy, perspektywa przedłużenia czasu koniecznego do ratyfikacji. To tysiąc kłopotów i najlepiej by było, gdyby PiS doprowadził do ratyfikacji traktatu, który sam wynegocjował..." (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5025707.html)

 Gdy więc teraz prezydent Kaczyński mówi o tym, że głosujący przeciwko TL popełnili błąd (http://www.tvn24.pl/0,1544472,wiadomosc.html), to sobie myślę, że i ja popełniłem błąd, pokładając zbyt duże nadzieje w tym, co wyczyniał PiS i w tym, co poprzez swoje niedawne orędzie starał się przekazać Kaczyński, ponieważ wydawało mi się, że nikt nie będzie się starał wspomóc PO. Ta partia, która dzięki wsparciu byłych oficerów WSI oraz mediów, dzięki ewidentnym kłamstwom i dezinformacji doszła do władzy w 2007 r. potrzebowała na gwałt medialnego sukcesu (najlepiej w skali międzynarodowej). Bez tej ratyfikacji los PO wisiałby na włosku i każda szanująca się politycznie i intelektualnie opozycja nie kiwnęłaby palcem, by jakkolwiek uchronić PO przed totalnym blamażem (teraz zresztą Tusk będzie mógł opowiadać o ratyfikacji tak, jak Miller się zawsze chwalił, że to on Polskę do UE wprowadził). Nikt przecież nie mógł mieć złudzeń, że porządki w energetyce, w służbach specjalnych oraz w mediach, które zaprowadzało w tak ekspresowym tempie mają jedynie doprowadzić do ostatecznego zabezpieczenia III RP przed jakimkolwiek kolejnym błędem w politycznej sztuce. Nikt też, kto chciał konstruować jakąś alternatywę wobec recydywy peerelu-bis nie powinien był przykładać do tej recydywy ręki. Tak się jednak nie stało. 

Okazało się, że w Polsce praktycznie nie ma opozycji. Oczywiście, klikadziesiąt posłów zagłosowało otwarcie przeciw temu zagadkowemu kompromisowi na szczytach władzy, nie stanowią oni jednak na razie odrębnej partii opozycyjnej wobec utrwalającego się w Polsce, primaaprilisowego porządku. Teraz zresztą możemy być pewni, że w mediach nie będzie już czarnych baśni o "braciach kaczyńskich", tylko zacznie się telenowela o oszołomach antyeuropejskich i nic więcej. Wprawdzie już ponoć część parlamentarzystów PiS-u wyraziła zaskoczenie, że już lada dzień ma być klepany TL w senacie, ale przecież na własne uszy słyszałem wczoraj premiera J. Kaczyńskiego, który w "Aktualnościach" RM dowodził, że już nie ma co zwlekać z ratyfikacją, ponieważ, kto chciał poznać TL, to już poznał i debata właściwie się odbyła.

Skoro tak, to rzeczywiście, im szybciej się sprawę odfajkuje, tym lepiej. Jednocześnie J. Kurski, pomysłodawca pikantnych dodatków do orędzia prezydenckiego "wstrzymał się od głosu", co zapewne pozwoli mu na antenie RM twierdzić, że przecież nie zagłosował "za" ratyfikacją, zaś eurorealistycznych kolegów z klubu będzie mógł przekonywać, że przecież nie zagłosował przeciw.  

Pytanie tylko, po cholerę było to spektakularne szamotanie się, gdy już klepnięto ratyfikację w postaci parlamentarnej, a nie referendalnej? Po cholerę było to telewizyjne orędzie, które "wstrząsnęło światem"? A może dziś w sejmie po premierze i prezydencie powinien był wystąpić jeden z gejów, klarujący nam nową wizję świata, w której katolicyzm jest z propagandą homoseksualizmu do pogodzenia, że hej? Mało tego. Czemu A. Michnik nie miał swojego orędzia? Albo B. Geremek? Czemu też M. Olejnik nie miała wystąpienia w sejmie? To przecież są ludzie, którzy nie tylko obecnie, ale i od 1989 r. są w stanie najwięcej dla Polski zdziałać.  

Nie od dziś wiemy, że politycy, którzy są jedynie silni w gębie, nie mogą liczyć na poparcie. Siłę poznaje się w działaniach, nie w deklaracjach, zaś z gęby łatwo można sobie zrobić cholewę. Nic więc dziwnego, że natychmiast z szyderstwem z PiS-u pospieszył J. Palikot, mówiąc wprost o tym, jak Tusk wykiwał Kaczyńskich (http://www.tvn24.pl/-1,1544466,wiadomosc.html). I nie pomylił się. Zawieranie przymierza z wrogiem na warunkach przez niego postawionych jest politycznym nieporozumieniem graniczącym z samobójstwem. Owszem, można w ten sposób coś na chwilę ugrać dla siebie. Można nawet wywalczyć sobie krótką, ale widoczną przychylność EWIDENTNIE WROGICH dotąd mediów. Może nawet "kompromisowa" część PiS-u ugra w ten sposób nową koalicję PO-PiS w następnych wyborach (już taką zdrową, "bez oszołomów"), ale dla Polski ugra już niewiele. Czy teraz wróci PiS do oprotestowywania "ustawy medialnej"? A kogo to będzie obchodzić? Czy będzie rozdzieranie szat z powodu przywracania starych porządków w służbach specjalnych? A kto się tym przejmie? 

PiS wykonał swoje zadanie w jednym: pokrzyżował szyki Układowi, rozwalił na chwilę służby, napędził śmiertelnego stracha czerwonym i stworzył wrażenie, że Polska może stać się jakimś wyrazistym państwem w Europie, mającym swoje prawa i swoje zdanie. Jako takie własnie ugrupowania - antykomunistyczne i konserwatywne, rokował nadzieje. Na więcej jednak PiS-owi zabrakło pary i najwyraźniej jego liderzy stwierdzili, że lepiej jest odtąd pójść z silniejszymi, niż stać po stronie słabszych. J. Kaczyński musi jednak wiedzieć, że raz zawiedzione zaufanie (a wiele osób obdarzyło go naprawdę wielkim zaufaniem politycznym) nie da się odzyskać w żaden sposób - żadnymi zapewnieniami i żadnymi trickami. Rozczarowanie jest jakimś kresem - widzi się, że ktoś nas oszukał i koniec. Odwracamy się i idziemy dalej. W swoją stronę.  

Tymczasem PO było do pokonania. Goście leżeli i kwiczeli, gdy zablokowana była ratyfikacja. Nic nie zmuszało opozycji do ekspresowego tempa prac. Ba, można było doprowadzić "tęczowych" do ostateczności, czyli do rozpisania referendum i w ten sposób tę poważną decyzję zostawić obywatelom (którzy chyba nie są zagrożeniem dla własnego kraju). Można było nawet - przy odrobinie zimnej kalkulacji - liczyć na to, że nie będzie dostatecznie dużej frekwencji i referendum nie da rozstrzygającego wyniku. Nie było bowiem i nie ma żadnych racjonalnych podstaw do pośpiechu z konstruowaniem superpaństwa i głosowania tak, jak nakazuje "tęczowa koalicja", a swiat by się wcale nie zawalił, gdyby w kwestii integracji UE Polska nie była W. Pstrowskim.

 Myślałem sobie też o kwestii patriotyzmu. Niedawno pojawiła się jego nowa koncepcja, proponowana przez wielebnego W. Sadurskiego, wedle której patriotą można być przyjmując nawet, że suwerenność państwa polskiego jest anachronizmem. Jak brak suwerenności jest do pogodzenia z ideą niepodległości, to dla mnie paradoks nie tylko filozoficzno-polityczny, ale i pragmatyczno-polityczny, ale być może to, co ja widzę, jako paradoksalne, wcale paradoksalne nie jest dla "eurorealistów", którzy przegłosowali dziś rychłą ratyfikację TL przez prezydenta. Tańcząc z przytupem wesołego oberka już nawet nie muszą myśleć o gawiedzi oglądającej przez okna ich rozświetloną salę balową. Tak jak już kiedyś w naszych dziejach racja była po stronie siły, tak może być i tym razem.  

"Silniejsi mają rację", a "zwycięzcy piszą historię", mówią nam cynicy. Wiemy też jednak z doświadczenia, że Tysiącletnia Rzesza nie potrwała tyle, ile planowano, a komunizm też nie był ostatnim pomysłem na ustrój idealnego państwa. Niech więc tańczący wesołego oberka wiedzą, że 1 kwietnia 2008, to dopiero początek pewnej nowej historii Polski, zapewne mrocznej, a nie koniec. I być może koniec będzie wyglądał równie sromotnie, jak koniec tych, którzy w sile, a nie w racjonalności obywateli pokładali nadzieję.  

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (152)

Inne tematy w dziale Polityka