Free Your Mind Free Your Mind
92
BLOG

O pojęciu kompromisu

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 102
Chciałbym poddać pod dyskusję jedną istotną rzecz, która jakby zeszła na drugi plan w debacie wokół ratyfikacji parlamentarnej TL - chodzi mi o kwestię politycznego kompromisu. Wiem, że dla niektórych osób mój głos krytyki wobec PiS-u został odebrany jako głos sprzeciwu wobec samego TL czy nawet UE, jednakże dla mnie te z kolei kwestie są o wiele mniej istotne aniżeli problem konswekwencji w działaniu politycznym, roli opozycji, no i właśnie, określenia warunków, po spełnieniu których można przystąpić do kompromisu z jakimś innym ugrupowaniem.Otóż pojęcie kompromisu politycznego od samego zarania "wolnej Polski" (biorę ten termin w cudzysłów, cytując go, nie zaś ironizując wokół niego, aczkolwiek mówienie o wolnym kraju, w którym pozostawiło się swobodę działania ugrupowaniom komunistycznym to jakiś ponury żart) było błędnie interpretowane i/lub podlegało rozmaitym ekwiwokacjom. Zaczęło się od historycznego kompromisu przy "okrągłym stole", przy czym już wtedy decydowano, które siły są zdolne do tego kompromisu, a które powinny pozostać na marginesie polityki. Oczywiście nie doprowadził ten kompromis do marginalizacji PZPR-u ani czerwonej nomenklatury, tylko umocnił ją na wiele lat. Następnie był kompromisowy "wybór" przez "kompromisowy parlament" W. Jaruzelskiego na "prezydenta PRL" w lipcu 1989 r., który idąc po linii tego kompromisu, powołał na premiera Cz. Kiszczaka w sierpniu owego roku. (Tak się zaczynała legendarna III RP, w której dziś ponownie jesteśmy osadzeni, i z której na razie nie widać żadnych dróg wyjścia).Przypominam te historyczne fakty jako ilustrację dla utrwalonego w III RP pojęcia kompromisu (i jego egzemplifikację), który zwykle rozumiany był jako dogadywanie się z wrogami nie tylko bez jakichś szerszych konsultacji społecznych, pospiesznie, ale też bez specjalnego oglądania się na ostateczny bilans takiego porozumienia, a tym samym, bez uwzględniania potencjalnych zagrożeń tkwiących w takim układaniu się z wrogiem.Kompromis z 1989 r. oparty był na kilku fałszywych przesłankach, oczywiście, ale przede wszystkim zapewnił partii komunistycznej (i jej zbrojnemu ramieniu) olbrzymie wprost wpływy w państwie. Na długie lata uniemożliwiło to sprawne zarządzanie krajem i reformowanie jego podstaw. Podobnych dysproporcjonalnych kompromisów mieliśmy potem wiele, że aż nawet nie chcę ich przypominać, bo można by cały artykuł na ten temat napisać. Wystarczy wspomnieć kompromis z komunistami w sprawie akcesji Polski do UE. Jak wiemy z historii partia komunistyczna w Polsce była od samego swego początku proeuropejska, ale to detal.Symptomatyczne było to, że kompromis rozumiany był jako zgoda na wygórowane warunki drugiej strony, przy dość bladych korzyściach dla strony pierwszej. Przy "okrągłym stole" zgodzono się na "kontraktowe wybory", czyli dopuszczenie tylko części reprezentacji wybieranej przez samych obywateli (pamiętamy, że i tak ta wałęsowska reprezentacja budziła pewne istotne zastrzeżenia), ale przecież - co warto przypominać do znudzenia - gdy się okazało, że tzw. lista krajowa padła, wykonano hokus pokus, zmieniając ordynację w trakcie wyborów i zapewniono akces rozmaitym ciotkom i wujkom rewolucji, by jednak dostali się do "kompromisowego parlamentu". Żeby było smieszniej, nazwano to "upadkiem komunizmu" (dziś na własne uszy słyszałem w "Czterech porach roku", jak prowadzący mówił o "4 czerwca 1989" jako dniu "upadku komunizmu". Oczywiście, komunizm upadł, tylko państwo nazywało się nadal PRL, było w Układzie Warszawskim, istniała dalej PZPR, stacjonowały na naszych ziemiach wojska sowieckie, nie urządzono wolnych woborów, prezydentem został Jaruzelski (przy jednoczesnym prezydentowaniu R. Kaczorowskiego na obczyźnie), a premierem Kiszczak. Taki był obraz upadku komunizmu w Polsce. Ale po co to całe odniesienie do współczesnej historii? Po to, by per analogiam potraktować komrpomis zawarty między PiS a PO. Tak jak w 1989 r. w trakcie negocjacji z komunistami należało postawić jasno twarde warunki: typu np. powszechne wybory do parlamentu (nawet senat wtedy nie byłby potrzebny) i otwarta droga do rozliczenia winnych zbrodni komunistycznych, a w przypadku niespełnienia tychże warunków, po prostu zerwać jakiekolwiek próby porozumienia, tak w 2008 r. PiS powinien był zwlekać z jakimkolwiek zawieraniem porozumienia z wrogim ugrupowaniem, nie dysponując żadnymi podstawowymi, spełnionymi warunkami. Należało negocjować przy światłach kamer, pokazywać obywatelom karty obu stron i dowodzić, jak taki ewentualny kompromis jest możliwy. Jeśli bowiem odrzucano jakiekolwiek kompromisy z PO w przypadku komisji śledczych i rozmaitych ustaw (jak np. medialna), to nagły, błyskawiczny zwrot ku porozumieniu z wrogą PO wygląda na coś zupełnie irracjonalnego, albo też wykonanego z niezrozumienia powagi sytuacji. Nie było żadnych przesłanek ku takiemu zachowaniu.Kiedyś, za czasów rządów koalicji z PiS-em na czele, rozmawiałem z pewnym zacnym, starym profesorem i śmialismy się z tego, co wyrabia PO, dochodząc wspólnie do wniosku, że retoryka przedstawicieli tej partii (zdawałoby się ludzi myślących, graniczy z idiotyzmem). Profesor powiedział mi wtedy, że znajomi, którzy rozmawiali prywatnie z Komorowskim, dopytywali go, czemu PO wygaduje tyle głupstw i trwa w jakiejś nieustannej histerii odnośnie do PiS-u, a wtedy Komorowski przyznał: "do mediów tak trzeba". O ile jednak spektakl "dla idiotów" urządzany przez PO za czasów K. Marcinkiewicza czy potem J. Kaczyńskiego stanowił wyraz przemyślanej strategii, o tyle dziś, po historycznym kompromisie PiS-u i PO, kompromisie, którego nie poprzedziły żadne specjalne negocjacje, tylko jedna "rozmowa na motorówce", to zaczynam na hasło "do mediów tak trzeba" patrzeć szerzej. Nie chciałbym, żeby się okazało, że PiS, walczący przez ponad dwa lata z PO na śmierć i życie, i nawet doprowadzający do rozwiązania sejmu poprzedniej kadencji, by nie być dalej posądzanym o "dyktatorskie zapędy", także ową walkę traktował w sposób jedynie teatralny, a nie jako wyraz rzeczywistego sporu o państwo.Chciałbym też, by wziął to sobie do serca premier Kaczyński, który mówi o kolejnych próbach "rozbijania prawicy". Nie ma poparcia za wszelką cenę i nie ma poparcia na zawsze, gdy zawiera się kompromisy z wrogiem na zasadzie "nagłego zwrotu akcji".

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (102)

Inne tematy w dziale Polityka