Jeszcze człowiek nie ochłonął po sukcesie związanym z ratyfikacją TL, a już, jak z rękawa, sypią się następne. Oto po szczycie NATO w Bukareszcie wszyscy odnieśli sukces, a szczególnie Polska, ponieważ Pakt zadeklarował, że Ukraina i Gruzja, co do swego ewentualnego członkostwa mogą się już cieszyć, choć na razie niczego konkretnego nie można im obiecać. Natychmiast też wyrazy zadowolenia nadeszły z Moskwy, która uznała to także za swój sukces, ponieważ poszerzenie NATO zostało w jej "bliskiej zagranicy" odłożone do tzw. greckiego kalendarza.
Jakby tego jeszcze było mało, na naszym podwórku zaczęło dochodzić do spektakularnych wydarzeń, bo oto 29-letni poseł L. Karasiewicz, o którym pewnie mało kto słyszał do wczoraj, dziś stał się gwiazdą mediów z racji swojego ostentacyjnego odejścia z PiS-u. To odejście porównałbym ze słynnym wyjściem A. Jakubowskiej ze studia TVP podczas telewizyjnych wiadomości (o którym nawet książkę napisała z J. Snopkiewiczem, o ile pamiętam :). Żeby było jeszcze śmieszniej, Karasiewicz odszedł ze względów ideowych, ponieważ jego zdaniem, tu uwaga: "PiS przesuwa się za mocno na prawą stronę" (http://wiadomosci.onet.pl/1722951,11,item.html). Wprawdzie ja odnosiłem wrażenie, że PiS raczej centruje obecnie, co widać było po historycznym, pospiesznym kompromisie z PO, ale może okulary powinienem nareszcie zacząć nosić.
To jeszcze nie koniec, Karasiewicz załamany prawicowością PiS-u, a zatroskany o prawdziwe oblicze konserwatyzmu, dołączył ponoć do inicjatywy K. Ujazdowskiego i J. Polaczka. Czy można jeszcze się w Polsce pośmiać? Można, najwyraźniej. Jednakże określenia "konserwatyzm", tak jak "prawica" powinniśmy w Polsce teraz chyba rozumieć na odwyrtkę, jak w orwellowskiej newspeak, boć przecie kto jak kto, ale to przecież Ujazdowski deklarował poparcie dla TL bez względu na jakiekolwiek zabezpieczenia i preambuły. Jest to może konserwatyzm, ale w stylu euro, rzekłbym, lecz może o taki konserwatyzm chodziło też Karasiewiczowi. Co najbardziej mnie jednak ciekawi, to to, że zrywając z PiS-em nie zrzekł się jednocześnie poselskiego mandatu. To również taka odmiana konserwatyzmu, choć w stylu retro, tym razem.Troszkę to tak bowiem wygląda, jakby ktoś wypił i zakąsił w jakiejś restauracji, tylko nie za bardzo chce zapłacić rachunek przy wyjściu. Zastanawiam się, czy gdyby wystartował z Ujazdowskim etc. w partii Polska XXI czy jakośtam, to by się dostał do parlamentu, no ale to nie mój problem. Sukces Karasiewicza jest to jednak, ponieważ, jak w powiedzeniu "z nędzy do pieniędzy", z posła-szaraka stał się gwiazdą dnia. Może zaproszą go mierni, ale wierni funkcjonariusze z TVN24 - Flip Sekielski z Flapem Morozowskim? Aż szkoda, że nie zgłosił akcesu od razu do PO.
Media zresztą widzą w tym epizodzie Karasiewicza miłe złego początki, tj. już wieszczą rozpad PiS-u, czemu rzecz jasna zaprzeczają PiS-owscy parlamentarzyści. Jeśli jednak J. Kaczyński liczył, że zawierając porozumienie z PO "uciszy morze" czy też "klangor", który od wielu miesięcy, jak to niedawno określił D. Tusk, "grillował PiS", to na pewno przeżyje rozczarowanie. "Zabawny newsik", typu "Ciasteczkowy potwór" (http://www.dziennik.pl/polityka/article147950/Tusk_Kaczynski_potworem_Najwyzej_ciasteczkowym.html) jest zaledwie zwiastunem tego, co za chwilę się będzie działo. Jeśli Kaczyński myślał, że udobrucha PO, to nie tylko on się przeliczył, lecz i ja, przypisując mu zdolność trzeźwego oceniania wrogów politycznych. Czy jednak osobiście na własnej skórze nie odczuł tego, do czego PO się może posunąć, dążąc do władzy? Czy nie wiedział, z jakiego pokroju ludźmi ma do czynienia? Czy nie brał udziału w debacie z Tuskiem?
Premier naraz poparł wniosek o skierowanie TL do Trybunału Konstytucyjnego (http://www.tvn24.pl/-1,1544680,wiadomosc.html), na co natychmiast J. Stępień wyraził implicite kontrę, że na wsparcie ze strony TK nie można w tej materii liczyć. Zresztą, jak na mój gust, to z TL należało wcześniej dokonywać tego typu manewrów, a nie po jego klepnięciu, zwł. jeśli samemu się go klepnęło.
Jakby jednak i tych sukcesów było mało to poseł A. Hofman jakby nigdy nic zaczął naraz wyrzucać PO, że żyje PR-em, a nie polityką (http://www.tvn24.pl/-1,1544625,wiadomosc.html). Byłoby to oczywiście nieodległe od prawdy, gdyby sam Hofman nie dołożył do tego PR-u swoich paru groszy, idąc także na kompromis z PO w sprawie ratyfikacji TL i głosując "za". Przecież nie trzeba być dalekowidzem, by dostrzec rysujące się w tym niedawnym peokratycznym gorączkowym krzątaniu się wokół TL, poszukiwanie na gwałt jakiegoś namacalnego sukcesu "polityki cudów" i "polityki miłości". Już kiedyś o tym wspomniałem, ale powiem raz jeszcze, bo wydaje mi się to istotą rzeczy: PO do następnych wyborów może nie robić dosłownie nic, a jedynie administrować, a ta jedna sprawa, tj. klepnięcia TL, będzie wałkowana jako najważniejszy krok do Irlandii 2 i cudolandii. Dokładnie tak samo, jak L. Miller przy każdej niemalże okazji powtarzał i powtarza to, że to on wprowadził Polskę do UE (bez względu na to, jak nieudolny był jego rząd i jaka korupcja panowała wtedy na szczytach władzy). I tu właśnie jest pies pogrzebany - bez "cudu ratyfikacji TL" najprawdopodobniej nie byłoby innych "cudów" Tuska (których, powtarzam, może w ogóle już nie być). Pójście PiS-u na kompromis z PO było więc ewidentnym (choć może mimowolnym, niezamierzonym - ale właśnie takie rzeczy trzeba w polityce umieć przewidywać) wzmocnieniem rządu PO-PSL, a nie żadnym wzmocnieniem Polski. Z TL mieliśmy czas do końca roku i można było jeszcze zanalizować wszystkie potencjalne zagrożenia i korzyści po sto razy. Jeśli ktoś w grze w karty, od razu wychodzi z najwyższej z nich, to znaczy, że jest słabym albo zbyt nerwowym graczem.
PO natomiast pójdzie za ciosem i będzie wykręcać PiS, jak mokry ręcznik. Na domiar złego PiS nie przyjmuje teraz do wiadomości żadnych głosów krytyki, licząc na uspokojenie sytuacji. Ponoć jeszcze w zanadrzu pozostaje blokada procesu ratyfikacji w postaci braku (lub odwlekania) podpisu prezydenta, ale przecież to sam L. Kaczyński jako pierwszy wystąpił z ofertą historycznego kompromisu. Czy teraz więc dokona zwrotu w tył, wiedząc, że nie tylko media polskie, niemieckie, francuskie etc. zawyłyby z wściekłości, ale polska scena polityczna zagotowałaby się i cała wojna z kaczystami rozgorzałaby na nowo, z jeszcze większym impetem? P. Gosiewski powtarza o konieczności znowelizowania tzw. ustawy kompetencyjnej, ale już PO zaczyna granie na nosie PiS-owi, nie spiesząc się wcale z jej opracowywaniem w UKIE, wobec tego sam PiS zabiera się za projekt nowelizacji.
Faktycznie, "cały wiruje ten świat", jak mówi piosenka ;P


Komentarze
Pokaż komentarze (47)