W lipcu 2001 r. T. G. Ash wystąpił na łamach "NYT" z propozycją zaproszenia Rosji do NATO. Wcześniej jednak takie pomysły były dyskutowane w samej Rosji, o czym wspominał kiedyś w jednym z wywiadów w maju 2002 r. A. Rotfeld:
"- Cztery miesiące przed atakiem na Nowy Jork organizowałem w Sztokholmskim Międzynarodowym Instytucie Badań nad Pokojem konferencję na temat nowych wymiarów bezpieczeństwa po rozszerzeniu NATO i Unii Europejskiej. Brał w niej udział m. in. Strobe Talbott ze Stanów Zjednoczonych, były zastępca sekretarza stanu, a z Rosji Aleksy Arbatow, wiceprzewodniczący komisji obrony Dumy Państwowej, jeden z czołowych specjalistów i analityków spraw bezpieczeństwa międzynarodowego. W krótkim wystąpieniu na pierwszej sesji Arbatow powiedział ku powszechnemu zdumieniu, że "należy rozpocząć konsultacje na wysokim szczeblu, aby ustalić, czy jest pożądane oraz jakie są warunki i zakres czasowy wstąpienia Rosji do NATO". Tę wypowiedź znajdzie pan w opublikowanych materiałach konferencji. Innymi słowy, był to refleks dyskusji, jaka rozpoczęła się wśród polityków w Rosji na długo przed 11 września. Arbatow jest postacią zbyt znaną, aby wypowiadał się "ot tak sobie". Gdy wyszliśmy na przerwę, zapytałem go: "Uważasz, że Rosja rzeczywiście powinna stać się członkiem NATO?" Odpowiedział, że obecnie jest to nierealne, ale "my w Rosji musimy dokonać strategicznego wyboru, zdecydować o kierunku dalszego marszu, o celu, do którego trzeba dążyć. Tym celem jest orientacja prozachodnia". Alternatywą byłaby tzw. orientacja euroazjatycka. Kilka lat temu ówczesny szef MSZ Rosji Jewgienij Primakow tworzył koncepcję egzotycznego trójkąta Rosja - Indie - Chiny, który miał być przeciwwagą wobec Zachodu. Inny wybitny ekspert rosyjski Dmitri Trenin, rówieśnik Arbatowa, opublikował ostatnio bardzo interesującą pracę pt. "Koniec Eurazji". Taki jest - jak się wydaje - wybór Putina i nowej generacji polityków rosyjskich."(http://www.msz.gov.pl/files/file_library/29/5_234.doc)
Ash motywował swoją propozycję względami stabilizacji, bezpieczeństwa, demokracji etc., nawiązując w ten sposób do pewnych koncepcji V. Havla i jednocześnie krytykując go za to, że w swojej przyszłościowej wizji rozszerzonego NATO o kraje byłego bloku sowieckiego nie ujął roli Rosji (http://fbc.binghamton.edu/69-pl.htm).
Proces zbliżania się NATO do Rosji postępował stopniowo, ale konsekwentnie, co dokładnie opisuje P. Fritch (http://www.nato.int/docu/review/2003/issue3/polish/art3.html) i zaowocował m.in. powołaniem w maju 2002 r. Rady NATO-Rosja (NRC):
"Nawet zatwardziali sceptycy zostali zmuszeni do uznania imponującego wachlarza konkretnych osiągnięć NRC. Wśród nich wyróżniają się:
wspólna ocena wywiadowcza różnych aspektów zagrożenia związanego z terroryzmem;
ustalenie szczegółowych rozwiązań politycznych odnośnie do przyszłych natowsko-rosyjskich operacji utrzymania pokoju;
ramowe porozumienie z sprawie ewakuacji i ratowania załóg okrętów podwodnych;
"mapa drogowa" do osiągnięcia interoperacyjności systemów obrony rakietowej teatru działań;
wszechstronne szkolenie i program ćwiczeń, których celem ma być promowanie interoperacyjności sił zbrojnych;
udane ćwiczenia w zakresie planowania cywilnego w sytuacji zagrożenia oraz
rozszerzenie współpracy w zakresie reformy systemów obronnych."
W tym kontekście, złożona w Bukareszcie, amerykańska propozycja, by połączyć systemy obrony przeciwrakietowej NATO i Rosji (czy NATO, USA i Rosji) (http://www.tvn24.pl/-1,1544734,wiadomosc.html) idzie jeszcze dalej w tym kierunku. Jeśliby więc ewolucja NATO zakończyła się któregoś dnia połączeniem sił Paktu z siłami rosyjskimi, to nawet odtrąbiane przez polskie media i polityków, otwarcie możliwości członkostwa dla Ukrainy i Gruzji (choć tak naprawdę tylko rzucono hasło, nic konkretnego nie zaklepano), nie miałoby dla naszego kraju żadnego strategicznego, militarnego i geopolitycznego znaczenia.
Coraz więcej przesłanek wskazuje na to, że Zachód (a zwł. USA) zaczyna widzieć Rosję jako potencjalnego sojusznika w "walce z ekstremizmem islamskim" (po wydarzeniach związanych z WTC), a nie jako posttotalitarne państwo zagrażające stabilności w Europie. Jednocześnie coraz śmielej podejmowane są próby "zagłaskania niedźwiedzia" poprzez składanie mu ofert włączania rosyjskich sił w struktury NATO-wskie, jak też poprzez tolerowanie rozmaitych niedemokratycznych procedur sprawowania czy dochodzenia do władzy przez rosyjskich polityków (jak choćby kwestia zwalczania opozycji antyputinowskiej czy przebiegu niedawnych wyborów prezydenckich). Wprawdzie niedawno zaiskrzyło na linii Zachód-Rosja, gdy proklamowano "niepodległość Kosowa", lecz jeśli weźmiemy pod uwagę to, że do NATO została właśnie oficjalnie zaproszona już Albania, to niepodległe Kosowo może być także włączone do Paktu za jakiś czas. Skoro zaś miałaby być w nim i Rosja, to "napięcia" by znikły.
Nie muszę jednak chyba dodawać, że dla Polski taki scenariusz byłby najgorszym z możliwych (pomijając jakiś konflikt militarny, rzecz jasna). O ile dla innych państw europejskich, które, co zrozumiałe, na polski interes narodowy i naszą regionalną historię w ogóle się nie oglądają, takie rozwiązanie mogłoby się wydać stabilizowaniem sytuacji na starym kontynencie, o tyle dla nas byłoby to otwarcie drogi do zwiększenia rosyjskiej dominacji (obok obecnej, energetycznej) nad nami tym razem wewnątrz struktury Paktu, do którego wstąpiliśmy, chcąc raz na zawsze od Rosji się oderwać.


Komentarze
Pokaż komentarze (72)