Co robi lewacki bloger, którego odwiedza o połowę mniej ludzi niż blogera z prawej strony? Oczywiście lży tego ostatniego, w ten sposób zapewniając sobie ruch na stronie. Trzeba bowiem niezłego tupetu, by kogoś takiego jak ja łączyć nie tylko ideowo, ale i zawodowo z imperium Michnika.
Już kiedyś tak blokersko (nie blogersko) zabawiano się z Kataryną, czy teraz znowu przyszła kolej na mnie? Wydawało się, że ktoś tak utalentowany, zwł. w dziedzinie stylistyki języka polskiego, jak GM nie będzie się pakował w nieswoje sprawy, ale najwyraźniej cierpiał na wyjątkową posuchę intelektualną, że spłodził w końcu tekst, który ma dowodzić, że na salon24 wpuściła mnie "GW" (http://galopujacymajor.salon24.pl/69156,index.html). Dwa przysłowia nasuwają mi się w tym kontekście: "szewc zazdrości księdzu, że biskupem został", czyli GM nie może znieść, że odwiedza mnie parokrotnie więcej ludzi (i doprowadza go to przy okazji do szewskiej pasji) oraz "głupich nie sieją", czyli nigdy nie wiadomo, jakimi skosami podąża myśl bliźniego, mówiąc oględnie. Gdyby bowiem dla "GW" i Michnika pracowali ludzie krytycznie myślący (jak nie szukając daleko, buc taki, jak ja), to "GW" nie byłaby "GW", a Michnik Michnikiem. Proste, jak budowa cepa lub jak struktura umysłu GM, ale czyż wszyscy muszą mysleć prostolinijnie? Skąd. Tedy niezwykle utalentowany stylistycznie i intelektualnie GM zabiera się za snucie rozważań, które może podobają się niektórym jego komentatorom (pozdrowienia dla Jerrego, przy okazji), ale które najwyraźniej go zupełnie przerastają. Trzeba by bowiem niezłej gimnastyki intelektualnej, by tezę o mnie, jako śpiochu "GW" udowodnić. Oczywiście do tego GM musiałby być jeszcze przygotowany zawodowo z analizy logicznej i semantycznej tekstu, i z jakiejś komparatystyki lingwistycznej, o co raczej nie można go podejrzewać, grunt jednak, że wie, z jakiej armaty wypalić, by było głośno.
Postawiłbym wielkie pieniądze w ramach nagrody temu, kto wskazałby, z jakim z pracowników "GW" (podejrzewam tych najwyższego szczebla) należałoby mnie utożsamić. Rozpiętość stylistyczna moich tekstów może by to nieco utrudniała, ale gra warta byłaby obejrzenia (no chyba, że chodzi o cały zespół redakcyjny). GM i jego pobratymcom mogliby pomóc językoznawcy i analitycy tekstów tacy jak J. Bralczyk czy M. Głowiński, nie wiem jednak czy stać by go było na ich ekspertyzy. Czego jednak się nie robi dla sprawy? Pytanie tylko, o jaką sprawę może GM chodzić, poza tą jedną, by mnie zdezawuować?
Ba, ale czemu jakiś "publicysta amator" ma mnie dezawuować, skoro ja mu nawet w paradę nie wchodzę, bloga jego już od dawna nie czytam (poza tym ostatnim genialnym wpisem), nie polemizuję z nim i nie mam zamiaru polemizować, gdyż w tak wysokich rejestrach intelektualnych nie fruwam, zwyczajnie? Red. I. Janke powinien także zadać sobie takie pytanie, ponieważ wydaje mi się, że zwalczanie blogera za pomocą pomówień wcale dobrze salonowi nie służy, choć jednocześnie pokazuje rzeczywistą klasę zarówno GM, jak i popierających jego tezę dyskutantów.
Każdy, kto choć otarł się o "GW", a trochę takich ludzi w życiu poznałem, ten wie, że nawet na poziomie regionalnym panuje tam ordnung jak na ministerstwo prawdy przystało i ktokolwiek, kto chciałby odbiec od tzw. polityki redakcyjnej (cholera te eufemizmy w języku dziennikarskim, słowo daję, to jest coś), może sobie najwyżej pokiwać palcem w bucie, a nie popisać coś od siebie na jej łamach. Czy w takich warunkach uchowałaby się taka rogata dusza, jak ja? Dla GM pewnie tak, ale to tylko w ramach jego ciasnego światopoglądu, w myśl którego ktoś, kto sprawniej radzi sobie w blogosferze, musi być jakimś podwójnym agentem. Najtrudniej bowiem do wiadomości przyjąć rozmaitym "życzliwym", że ktoś działający w Sieci zupełnie samodzielnie i na pełnym luzie, może być w czymś po prostu lepszy.
Sprawa jednak zabawna jest tylko z pozoru. Swoją drogą o reputacji "GW" świadczy taki wpis GM. Wygląda wszak na to, że już gorszej obelgi nie można sobie wyobrazić, jak praca dla "GW" (poddaję to pod rozwagę jej redaktorom). Z drugiej strony, jak to rozumieć, skoro sam GM to jakby emanacja intelektualna politpoprawności a la "GW"?
Mówię o zabawności z pozoru, bo w dobie dziarskiego porządkowania mediów przez PO, może i czas nadejdzie na blogosferę i trzeba będzie koncesje wykupywać w jakiejś komisji ds. blogów, by można było zabierać głos? Może prym będą wiodły tak rewelacyjne blogi jak GM albo i sam GM awansuje na rolę kapelmajstra w blogosferze (bo nadaje się, że heja)? Może - kto wie, dokąd podąża "kraj węgla i stali"?


Komentarze
Pokaż komentarze (45)