Zgodnie z moją zapowiedzią, dołączam się do apelu Aspiryny i innych niezależnych blogerów: media deformujące rzeczywistość należy bojkotowować. Skuteczność tego bojkotu takie medią będą odczuwać wtedy, gdy konsekwentnie nie będziemy nabywać dezinformującej prasy, gdy nie będziemy oglądać dezinformujących programów informacyjnych i publicystycznych, i gdy nie będziemy słuchać dezinformujących audycji i stacji, jak też, gdy naszym śladem pójdą inni (http://aspiryna.salon24.pl/69624,index.html). Uwolnić media!, chciałoby się zawołać, ale w polskich warunkach to raczej marzenie niż postulat do zrealizowania.
Przyznam szczerze, ja taki bojkot stosuję już od dłuższego czasu. Nie oglądam TVN24, nie kupuję "GW", "Dziennika", etc., nie słucham wywiadów M. Olejnik w Radiu Zet ani "kontrwywiadów" w RMF-ie, nie słucham też Radia TOK FM (red. I. Janke, który jest w nim jak kwiatek do kożucha, musi mi wybaczyć) i chwalę sobie. Niekupowanie prasy reżimowej, za jaką należy uznać te tytuły, które stosują konsekwentną strategię dezinformowania, tworzenia faktów medialnych, przeinaczania lub publikowania wprost informacji fałszywych i wokół nich tworzenia szumu, który następnie jest wytrwale podsycany i komentowany np. przez funkcjonariuszy TVN24 to podstawowy warunek zachowania pewnej higieny umysłowej współczesnego Polaka. Start polskiego rynku medialnego w 1989 r. był od samego początku wpisany w okrągłostołowe pseudoporozumienia i poza nielicznymi wyjątkami tzw. ład medialny (pozbawiony rzeczywistego pluralizmu i wolnorynkowej deregulacji) wtedy ustalony - pozostał nienaruszony do dziś, a obecna ustawa medialna opracowywana przez jedną z pracownic imperium Michnika a forsowana przez partię, która bez wsparcia i osłony frontowej reżimowych mediów nie osiągnęłaby politycznie kompletnie nic - ma definitywnie zahamować możliwości jakiejkolwiek ewolucji rynku medialnego w niedozwolonym przez reżimowe media kierunku. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że przejęcie pełnej kontroli nad rynkiem medialnym w Polsce przez obecną władzę nie tylko stanowi haracz spłacany reżimowym mediom, które utorowały PO "drogę do sukcesu", ale też stanowi pierwszy krok ku planowanemu pacyfikowaniu innych niezależnych mediów, np. cofnięciu koncesji RM i TV Trwam za "mieszanie się do polityki", i niewykluczone także, że objęciu przez ludzi władzy czujnym okiem - blogosfery, poprzez swoją opiniotwórczość szczególnie zagrażającej ekspansji reżimowych, komercyjnych mediów.
Zastanawiam się, czy oprócz niekupowaniania, niesłuchania, nieoglądania, nie należałoby bojkotem objąć nawet stron internetowych wymienionych wyżej tytułów i stacji, stanowią one też przecież jedną z istotnych form dezinformowania i wpływania na opinię publiczną.
Doszliśmy do czasów, gdy większość mainstreamowych mediów zachowuje się tak jak telewizja, radio i prasa w peerelu - NIE DOPUSZCZAJĄ DO ISTNIENIA PRAWDY, NIE DOPUSZCZAJĄ PRAWDY DO GŁOSU. Na szczęście funkcjonuje wciąż nie tknięta jeszcze rękami "odpolityczniających media" peokratów blogosfera, w której zjawiska dezinformacji i mediokracji możemy zwalczać, uświadamiając PT. Czytelnikom, Słuchaczom i Widzom narastające zagrożenie. Wobec tego załatwmy reżimowe media tak, jak się załatwiało peerelowskie.
Bojkot ten rozumiem jako niejednodniową inicjatywę, ale jako "work in progress", jednocześnie wyrażam swoją solidarność z tymi dziennikarzami, którzy nie godzą się z tym, co się dzieje na naszym rynku medialnym i starają się tym patologicznym zjawiskom przeciwstawiać.

PS. Określenie "reżimowy" jest tu szeroko rozumiane, choć chodzi głównie o reżim postkomunistycznej III RP.


Komentarze
Pokaż komentarze (113)