Free Your Mind Free Your Mind
160
BLOG

Jeszcze "GW" nie zginęła

Free Your Mind Free Your Mind Polityka Obserwuj notkę 173

Podoba mi się to, że nie cichną echa bojkotu mediów reżimowych, choć zabawne jest jak wiele wysiłku wkładają wszyscy ci, którzy chcą wykpić intencje bojkotujących. Taki Gniewko dajmy na to twierdzi, że to "bojkot myślenia" i propozycja "świątopogladowej homogeniczności", Rybitzky idzie jeszcze dalej, głosząc, że to "hermetyzacja mentalnego getta", najdalej jednak poszedł T. Menzel, twierdząc, że to "bojkot rzeczywistości".

Kto by pomyślał, że nawoływanie do ekonomicznego bojkotowania mediów trwale związanych z recydywą III RP, prowadzi do takich spustoszeń. Gniewko, chyba w nadmiernie uczonym dla siebie stylu, stara się dowieść, że niekupowanie "GW" czy nieoglądanie TVN24, to odcinanie się od pewnych źródeł informacji, a więc można by rzec, że okaleczanie się pod względem nabywania wiedzy o świecie. Idąc tą drogą rozumowania, można by stwierdzić, że niekupowanie "Trybuny Ludu" w "Polsce Ludowej" też człowieka ograniczało światopoglądowo i poznawczo. Żeby jeszcze było śmieszniej, Gniewko przywołuje jakieś pojedyncze przewiny "Rz" czy "GP", tak jakby to miało stanowić przeciwwagę dla nieustannej dezinformacji sianej przez "GW" i TVN24, a przy okazji zwraca uwagę, że do bojkotu nie włączyli się blogerzy popierający PO, co z kolei miałoby świadczyć, że nie wszyscy dostrzegają destrukcyjną siłę mediów bojkotowanych, wobec tego chyba nie ma sprawy. Oczywiście Gniewkowi nie przeszkadza polityczne zaangażowanie "GW", "Dziennika" czy TVN24, stąd nie widzi problemu w tym, że w ramach tego zaangażowania media te konsekwentnie, od lat kreują rzeczywistość społeczno-polityczną, a nie opisują, co zresztą wielokrotnie na blogach prawicowych było dobitnie dokumentowane.

Skromna, nawet symboliczna akcja, a reakcja na nią zgoła niewspółmierna do skali wydarzenia. [Pomijam rozmaite, lewackie obśmiania (do czego lewak może być stworzony, jak nie do ostentacyjnego pukania się w czoło?), zwł. że to już stało się tradycją, że jak się nie ma nic do powiedzenia, to się jedzie po prawicowych blogerach i wtedy zawsze jest jakaś grupka "komentujących"]. Zastanawiam się jedynie, co takiego strasznego można dostrzec w akcji ze swej istoty domagającej się rzeteleności dziennikarskiej od niektórych mainstreamowych mediów? Na prostym przykładzie: gdy człowiek, robiąc zakupy wciąż i wciąż natrafia na tandetę, to w końcu ma prawo machnąć ręką na bylejakiego producenta, hurtownika, sprzedawcę i zacząć kupować co innego, gdzie indziej. Nie widzę w tym nic zdrożnego, a mówienie o ograniczeniach mentalnych czy światopoglądowych w związku z tym jest śmiechu warte co najwyżej. Jedyne ograniczenia, jeśli już, spadają na tych, którzy zarabiają na tandecie, a nie spadają na mnie. Tak właśnie powinna działać grupa konsumentów na rynku medialnym - niesolidnych dostawców się bojkotuje i już. Czy takie akcje wpłyną na tychże dostawców? Zależy co rozumieć pod tym pojęciem, ja osobiście byłbym za tym, by "GW" zbankrutowała, zniknięcie "Dziennika" z rynku też by mnie nie zmartwiło, a zniknięcia TVN24 w ogóle bym nie odczuł, ponieważ programowo tej stacji od wielu miesięcy nie oglądam (korzystałem jedynie z jej portali, ale i to teraz zamierzam na swoim blogu porzucić).

A już nonsensem kompletnym jest mówienie o "bojkocie rzeczywistości" w przypadku naszej akcji. Jest to tak idiotyczne w swej egzotyce stwierdzenie, że aż pochylam się nad nim jak entomolog nad wyjątkowo rzadkim okazem owada. Tak się bowiem składa, że to właśnie media oskarżane przez nas o dezinformowanie "bojkotują rzeczywistość", pisząc nie o tym, co faktycznie zachodzi, lecz konstruując dezy, powołując do istnienia fakty medialne i naginając w komentarzach realne zdarzenia do głoszonej przez te media ideologii. To najcięższe grzechy, jakie w wolnym świecie można mediom przypisać i głupotą jest lekceważenie tychże zagrożeń albo udawanie, że ich nie ma. Gdybyśmy oczywiście, żyli naprawdę w wolnym kraju wolnej konkurencji, to nierzetelne media po prostu padłyby ekonomicznie w starciu z tymi środkami przekazu, które dbają o to, by przekaz był rzetelny i nie manipulował odbiorcami.

Sytuacja jednak jest taka, że rządzą rynkiem media nierzetelne, a ponadto dość skutecznie pacyfikują jakiekolwiek próby podważania ich hegemonii oraz próby krytykowania praktyk manipulacyjnych. Jest to na tyle poważny problem, że najwyższy czas, by skoordynowane działania ze strony konkurencji na rynku opinii, a taką konkurencję stanowi blogosfera, zostały podjęte, choćby po to, by czasami niezorientowanym do końca użytkownikom mediów uzmysłowić, z jak patologiczną sytuacją mamy do czynienia.

Warto przy tej okazji wspomnieć (szczególnie obrońcom "GW" etc.) jednocześnie o tych formach bojkotu (a nawet zwalczania!) mediów niezależnych, jakie urządzały  sobie media mainstreamowe i środowiska polityczne z nimi związane. Długimi latami nie uznawano istnienia "Głosu", "NCz!", "Naszej Polski", "GP", "NDz", "Opcji na Prawo", "Nowego Państwa" - co sprowadzało się do tego, że nie cytowano tych tytułów, nie odwoływano się do publikowanych tam materiałów, traktując je gremialnie jako "oszołomskie". Jednocześnie nie przeszkadzało to rozmaitym dziennikarzom korzystać choćby z materiałów bezpieczniackich publikowanych w potwornej, wieśniackiej gadzinówce Urbana (po dziś dzień zresztą w sklepie - nawet gdzieś na wsi zabitej dechami, znajdzie się prędzej tę gadzinówkę niż np. tygodnik "Niedziela"). Długimi latami utrudniano dystrybucję prasy niezależnej (nie było określonych tytułów w salonach prasowych, kioskach czy supermarketach). Odmawiano udzielania wywiadów dziennikarzom "oszołomskich mediów" (czy ktoś pamięta słynny bojkot zaplanowanego wywiadu T. Sakiewicza przez A. Kwaśniewskiego), no i wreszcie stosowano strategię niszczenia wiarygodności tychże mediów poprzez stawianie zarzutów o antysemityzm, ksenofobię, zoologiczny antykomunizm, eurofobię i inne "grzechy wołające o pomstę do nieba". Niezorientowanym przypomnę, że "zamiast procesu" (aluzju poniał) funkcjonariusze "GW" napisali książkę pt. "Zamiast procesu", analizującą publikacje pełne "mowy nienawiści", którą ziać mieli prawicowi publicyści. Tak więc wygląda pełny obraz sytuacji, a nie tak, jak go chcą rysować znawcy rynku medialnego, którzy patrzą tylko lewym okiem, jak mi się wydaje.

Pisałem o tym już parokrotnie, ale widać trzeba powtarzać: od samego początku, tj. od historycznego zbratania się z komunistami, w Polsce nie stworzono warunków do wolnej konkurencji na rynku medialnym. To znaczy, z pozoru ta konkurencja była, ale na starcie wielu tytułom zapewniono o wiele korzystniejsze warunki aniżeli "oszołomom", a uczyniono tak celowo, by od samego początku "budowy nowego państwa" spychać "oszołomów" na margines debaty publicznej, deprecjonować ich, pokazywać, że tworzą "niszowe pisemka" czy "niszowe środowiska". To od razu wytworzyło dysproporcję, która z trudem zaczęła być przełamywana za czasów "skoku na media publiczne przez PiS". Ów "skok na media" (przede wszystkim na PR, bo w TVP nie odczułem prawie żadnej różnicy za Urbańskiego, a Wildstein też niewiele zdziałał, niestety) wyglądał tak, że nagle publicyści z "niszowych pisemek" zaczęli się pojawiać w Jedynce i prowadzić normalne, informacyjne i publicystyczne programy, cieszące się wielkim zainteresowaniem słuchaczy i pokazujące, że w Polskim Radiu nie muszą występować jedynie dziennikarze "Trybuny" i "GW" przeprowadzający wywiady głównie z Millerem, Oleksym, Borowskim, Olejniczakiem, Kwaśniewskim i innymi cepami i tak w kółko (z rzadka z jakimiś prawicowymi politykami), jak to było za czasów apolitycznej władzy nad mediami rządów SLD. Nie da się ukryć, że drugim istotnym "wyłomem" na rynku medialnym, poprzedzającym "apokalipsę" w mediach publicznych, był wzrost znaczenia mediów toruńskich i ich poparcie dla PiS-u wyrażające się w ten sposób, że politycy tej partii mieli mozliwości do otwartego dyskutowania z wyborcami w długich, wielogodzinnych programach na żywo, kiedy to ścierały się najrozmaitsze poglądy dotyczące prawicy. Pomijam w tym miejscu poważne antagonizmy, jakie panują na prawicy (czyli np. między "GP a RM).

Dla mediów mainstreamowych kultywujących status quo III RP utrwalanie się tych zjawisk było i jest nie do przyjęcia. Stąd nowa ustawa medialna, której potronuje imperium Michnika zmierza w kierunku "odzyskania mediów publicznych" przez PO (czyt. wywalenia prawicowych publicystów i dziennikarzy z tychże mediów) i nadzorowania procesów koncesyjnych (czyt. zapewne ukrócenia z czasem działalności mediów toruńskich). Rysuje się zatem taki scenariusz, że patologia na polskim rynku medialnym zostanie usankcjonowana i to, czego nie dało się "zaklepać" wcześniej (przychodzi Rywin do Michnika), po dwóch latach zawieruchy spowodowanej przez "media toruńskie" i "PiS-owskie media publiczne", zostanie klepnięte teraz, by oligopol medialny mógł nareszcie powołać do istnienia kartel, któremu nic nie będzie mogło zagrozić. Nie muszę dodawać, że przejęcie blogosfery byłoby trzecim krokiem takich zmian na rynku środków przekazu, ponieważ bojkotowane przez blogerów media nie są w stanie znieść sytuacji, gdy ktoś tworzy jakąkolwiek konkurencję wobec nich na rynku opinii. Konkurencję można tworzyć jedynie tak jak "Dziennik" konkuruje z "GW", pisząc to samo, tylko nieco inaczej, albo jak onet.pl konkuruje z gazetą.pl, zmieniając nieco składnię cytowanych tekstów informacji.
 
Warto więc byłoby się nieco głębiej zastanowić, czy zagrożenie, które zdiagnozowali blogerzy oszołomscy może mieć poważne konsekwencje, czy nie, chyba że się uważa, że te konsekwencje będą zbawienne dla naszego państwa i publicznej debaty. Wtedy jednak "nie trzeba głośno mówić", jak powiada J. Mackiewicz. Czytam Rybitzky'ego o tym, że tego typu bojkot to "prosta droga do klęski prawicy" i zastanawiam się, czy ów bloger rozumie, o co w tym wszystkim chodzi, czy pisze sobie a muzom, ewentualnie - sobie a lewakom. Czy ten bojkot skierowany był do polityków? A może Rybitzky o innym bojkocie pisze? Najwyraźniej jednak nie wczytywał się w rozmaite pozytywne propozycje dyskutowane przez nas w trakcie trwania bojkotu i po nim. Nie będę już powtarzał tego wszystkiego, co przewinęło się na moim blogu wczoraj, chcę jedynie wyrazić zdumienie, że rzecz zdawało się tak prosta i oczywista, jak dążenie do rzetelności mediów, może budzić aż tyle kontrowersji (!). Pokazuje to jednak, jak wiele nam wciąż brakuje do mówienia o tym, że żyjemy w wolnym kraju i mamy wolne media.

https://yurigagarinblog.wordpress.com/2014/02/03/komplet/ (pod tym adresem dostępne są moje przeróżne opracowania z "Czerwoną stroną Księżyca" i aneksami do niej włącznie); polecam jeszcze tę moją analizę z 2024 r. zamieszczoną gościnnie u prof. M. Dakowskiego: https://dakowski.pl/wokol-hipotezy-dwoch-miejsc-free-your-mind/ ) legendarne dialogi piwniczne ludzi zapiwniczonych w Irlandii 2 (before you read me you gotta learn how to see me) free your mind and the rest will follow, be colorblind, don't be so shallow "bot, który się postom nie kłania" [Docent Stopczyk] "FYM, to wesoły emeryt, który już nic, ale to absolutnie nic nie musi już robić" [partyzant] "Bot FYM, tak jak kilka innych botów namierza posty i wpisy "z układu" i daje im odpór" [falstafik] "Czy robi to w nocy? W takim razie – kiedy śpi? Bo jeśli FYM od rana do późnej nocy non-stop tkwi przy komputerze, a w godzinach ciszy nocnej zapewne przygotowuje sobie kolejne wpisy, to kiedy na przykład spożywa strawę?" [Sadurski] "Ale teraz zadam Sadurskiemu pytanie: Załóżmy, że "wyśledzi" pan w przyszłości jeszcze kilku FYM-ów, a któryś odpowie prostolinijnie, że jest inwalidą i jedyną jego radością (z przyczyn wiadomych) jest pisanie w S24, to czy pan będzie domagał się dowodów,czy uwierzy na słowo?" [osa 1230] "Zagrożenia dla pluralizmu w ramach Salonu widzę w tym, że niektórzy blogerzy - w tym właśnie FYM - wypraszają ludzi, z którymi się nie zgadzają. A zatem dojdzie do "bałkanizacji" Salonu: każdy będzie otoczony swoją grupką zwolennikow, ale nie będzie realnej dyskusji w ramach poszczególnych blogów. Myślę, że nie daję przykładu takiego wykluczania." [Sadurski] "Już nawet nie warto tego bełkotu czytać, spod jednego buta i z jednego biura. Na fanatyków i pałkarzy lekarstwa nie ma."[Igła] "FYM już kupił S24 swoim pisaniem, jest teraz jego twarzą. Po okresie Galby i katatyny nastąpił czas dziennikarzy "Gazety Polskiej". Ten przechył i stalinopodobne teorie spiskowe, jakie się wylewają z jego bloga oraz innych mu podpbnych - przyciągają do Salonu nastepnych i następnych. Tu już od dawna nie zależy nikomu na rzetelności i klasie pisania - lecz na tym, aby było klikanie, aby było głośno i kontrowejsyjnie. Promowanie takich ludzi jak FYM i Paliwoda - jest całkowicie jednoznaczne."[Azrael] "Ale jaki jest problem?"[Kwaśniewski] kwestia archiwów IPN-u Janke: "Nigdy nie mówiliście o pełnym otwarciu?" Komorowski: Co to znaczy otwarcie?" "Trudno zrozumieć, jak można ogłupić społeczeństwo. Dlaczego tylu ludzi ośmiela się nazywać zdrajcą Wojciecha Jaruzelskiego. (Edmund Twardowski, Warszawa) " [tzw. listy czytelników do "Trybuny"] "Z przykrością stwierdzam, że prezydent nie przedstawił żadnych propozycji ws. służby zdrowia" [Tusk] "Niewidzialna ręka rynku, jak sama nazwa wskazuje, jest ślepa." [ekspert w radiowej audycji prowadzonej przez R. Bugaja] "Mamy otwarte granice, miejmy też otwarte umysły. Jasna Góra horyzontów rządowi i parlamentarzystom nie rozszerzy. (S. Barbarska, woj. wielkopolskie) " [tzw. czytelniczka "Trybuny"]

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (173)

Inne tematy w dziale Polityka