Najpierw rozlazła się strategiczna unia z "demokratami", teraz rozlazła się strategiczna komitywa z "socjaldemokratami", no i został już tylko legendarny "ostry jak brzytwa" J. Oleksy, który może wesprzeć intelektualnie SLD rozłażące się w szwach pod wodzą dr. leśnictwa W. Olejniczaka.
Olejniczak otwarcie taką możliwość sformułował w jednym z wywiadów (http://www.rp.pl/artykul/119148.html), aczkolwiek sam "brzytwa" na swoim blogu jedynie snuje "generalne wizje" nowego zjednoczenia rozpadającej się "lewicy" na jakimś kolejnym mitycznym "kongresie" (http://jozef-oleksy.blog.onet.pl/2,ID309570713,index.html). Swoją drogą, mają ci ludzie zdrowie, żeby tak bez końca pitolić o czymś, co nie istnieje, czyli o budowaniu jakiejś ideowej osłony dla zwykłej, prymitywnej, czerwonej woli władzy, która raz oddana jakoś wciąż nie może wrócić do ich rąk. Wprawdzie PO uwija się jak może, żeby czerwonym krzywda się nie stała, co widać choćby po "reformowaniu po PiS-ie" służb, ale PO to mimo wszystko nie PZPR, a czerwonego wilka ciągnie do lasu już od paru lat i gania wygłodniały, wyjąc wniebogłosy. Doprawdy kulałem się ze śmiechu, słysząc w sobotę dr. leśnictwa, jęczącego do kamer, że w SdPL zwyciężyły "jastrzębie". Ten język od razu się kojarzy z "walkami frakcyjnymi" w partii komunistycznej za L. Breżniewa czy innego J. Andropowa, ale nie z XXI wiekiem, co? Ależ skąd, to przecież wciąż to samo, doszczętnie załgane czerwone towarzystwo, które robi wszystko, by wróciły czasy dominacji na scenie politycznej.
Rzeczywistość ponura jest taka, że owszem, "oficerowie WSI" są w pełni sił i pewnie jakieś szersze zaplecze logistyczne by zapewnili, ale "nie ma kim robić". Wieczna (zdawałoby się) młodość "Olka" przeminęła z wiatrem i filipińskimi chorobami, L. Miller na SLD dawno lagę położył, zaś J. Szmajdziński może jeszcze z rozpędu w zaprzyjaźnionych mediach jest forowany, ale "mas robotniczo-chłopskich" już za sobą nie pociągnie. Czerwoni pod wodzą Olejniczaka i wsparci przez leninistę Sierakowskiego, któremu początek XXI w. pomylił się z początkami XX w., nakręcają neomarksistowską rewolucję kulturową, lecz idzie im to tak, jak odpalanie wartburga na ostrym mrozie. Niby atakują Kościół, ale co to za ataki, jak nikomu nie można "kamulków" zaaplikować. Za peerelu jednak narzędzia perswazji wobec duchowieństwa były bogatsze i zawsze słowo można było poprzeć czynem takiego czy innego "specjalisty od śrub w kołach". A teraz? Sierakowski może wypalić dwie paczki czerwonych marlboro dziennie, a i tak niewiele to zmieni.
W samej "Trybunie" ktoś pisze:
",,Wyrzucenie'' demokratów z LiD-u przed trzema tygodniami przez Radę Krajową SLD postawiło SdPl przed kwadraturą koła – jak nie iść dalej na prawo za demokratami i jednocześnie odrzucić to, co odebrali jako dyktat SLD w LiD-zie. Wybrali samodzielne odejście z LiD-u, którego, wedle nich, nie ma już od 30 marca."
(http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2008042102)
co dodatkowo pokazuje "mentalność ludzi lewicy", no bo formuła: "demokraci", którzy "idą na prawo", to może pasowałaby do "odchyleń od linii PZPR (lub KPZS)", ale nie o inklinacjach samych "demokratów". Chociaż z drugiej strony, jeśli o PO mówi się, że to partia prawicowa, to właściwie i o "demokratach" można gadać, że zmierzają na prawo, bo przecież bardziej na lewo niż PZPR to chyba nie da się pójść.
Olejniczak wprawdzie napina jeszcze muskuły, ale tak jakoś bez przekonania, mam wrażenie:
"Jest więc wielki obszar naszej aktywności, także w sprawach świeckości państwa, kwestii aborcji. Będziemy aktywni na wielu frontach. Wiem od delegatów na zjazdy wojewódzkie, że społeczeństwo się tym interesuje i chce o tym rozmawiać."
(http://www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2008042103)
ponieważ jego właśnie przykład dowodzi, jak czerwoni nie potrafią się obejść bez "frontmenów". Olejniczak wszak jest wieloletnim już przykładem tego, że jednak beztalencia nie są w stanie podźwignąć rozjeżdżającej się komuny. Mnie to oczywiście wcale nie martwi - i żeby było jasne - za "talencia" nie uważam też leninisty Sierakowskiego, który bez mediów siedziałby pewnie cicho jak mysz pod miotłą, a ponieważ rozmaici intelektualnie zgnuśniali pożyteczni idioci zaczęli gościa lansować, jakby leniniści znowu byli w cenie i jakby "wnosili coś ożywczego do debaty", to i Sierakowski dostał swoją grzędę w polityce zupełnie z niewiadomych przyczyn, bo chyba żadna razwiedka go jeszcze porządnie nie poprowadziła, a jedynie jacyś starzy, uczelniani marksiści warszawscy.
Być może swoją miernotę zaczyna powoli, po długim czasie, uświadamiać sobie sam Olejniczak, stąd ten jasny i wyraźny sygnał do "brzytwy". Było nie było, "brzytwa", wielka ideowa miłość M. Olejnik, mógłby liczyć na natychmiastowy posłuch w rozmaitych "walterowniach", ale czy by jeszcze chciał to całe towarzystwo pociągnąć? Wrócić, owszem, można, ale wrócić, by pójść z czerwoną załogą na dno? Czego, jak czego, ale opadania na dno to czerwoni wyjątkowo nie lubią. Ja zaś chętnie bym taki spektakl obejrzał. Więc może przynajmniej dla mnie by "brzytwa" wrócił.


Komentarze
Pokaż komentarze (112)