"Wielka wyprzedaż", to powinno być hasłem wyborczym PO i PSL, gdy szły do wyborów. To także jest recepta na cud gospodarczy, którego rozmaite oblicza mogliśmy obserwować w tych wszystkich "procesach prywatyzacyjnych", które przez ostatnie kilkanaście lat najprzeróżniejsze pookrągłostołowe konstelacje rządowe dokonywały. Teraz jednak wszystko ruszy z kopyta i sprzeda się do reszty to, co jeszcze zostało, a zostało sporo, jak słyszeliśmy od "premiera" i "ministra skarbu".
Na pewno jest to jakiś sposób na uzyskanie jakiejś większej i może nawet żywej gotówki. Czy jest to jednak pomysł na długofalowe, perspektywiczne urządzanie państwa? A po cholerę komuś własne państwo, jeśli może się całkiem nieźle zabawić na ziemi niczyjej? Nikt przecież nie mówił, że Polska ma trwać wiecznie, więc po co jakieś głupie sentymenty? Nowoczesne zarządzanie państwem i najprzeróżniejszymi jego zasobami polega między innymi na tym, że nie patrzy się na to wszystko, jak na jakiejś bezcenne, rodzinne precjoza, tylko się tym handluje na prawo i lewo, żeby żyło się lepiej wszystkim, co mogą sobie tym pohandlować. Oczywiście, politykom krzywda stać się nie może, tak jak jeszcze nikomu chyba jakaś większa krzywda się nie stała za nieprawidłowości przy prywatyzacji tego czy owego wielkiego przedsiębiorstwa, fabryki etc., ponieważ zawsze można powiedzieć, że ktoś chciał dobrze, tylko najwyżej nieco pomylił się z wyceną. Kto zresztą ma dziś (społeczeństwo informacyjne, a nie studium księgowości, no!) łeb do rachunków? Ludzie! Najdobitniejszym przykładem prywatyzacji po polsku nie są jednak te przypadki, kiedy jakieś sprywatyzowane, dobrze prosperujące zakłady ktoś po zakupie doprowadzał do upadku, po to, by "przetrzeć drogę" zagranicznym inwestorom, ale te, kiedy sprzedawano kamienice wraz z lokatorami. Można tylko zastanawiać się, kto nas, obywateli, których kiedyś na aukcję wystawi rząd, kupi? Pod czyją kuratelę przejdziemy? A zresztą, czy to ważne?
Dziwi mnie, dlaczego nie prywatyzuje się przy okazji instytucji państwowych. Czy np. parlament nie działałby sprawniej, gdyby był w prywatnych rękach? Zwłaszcza, jakiegoś porządnego inwestora? Nie wyglądałby okazalej? Piękniej? Nie lśniłby? A urzędy skarbowe? Jeślibyśmy na przykład sektor energetyczny sprzedali Rosjanom, to czy na przykład, znając niemiecką kindersztubę, nie wyszlibyśmy na tym znakomicie, gdyby w urządęch państwowych zapanował niemiecki porządek? Niemiecka dokładność? Niemiecki dryl?
Wiemy ponadto, że jest w planach uzawodowienie armii, ale czy nie można jej po prostu sprywatyzować, tak by po prostu jakaś porządna, bogata, znakomicie prosperująca firma zagraniczna wzięła polskich żołnierzy pod swoje skrzydła? Przecież to jest do pomyślenia. Od razu znalazłyby się pieniądze na uzbrojenie, lepszy materiał na mundury, zdrowsze wyżywienie, doskonałe sale ćwiczeniowe dla żołnierzy. Nowe samoloty, nowe czołgi, nowe poligony.
Zaraz też sobie myślę o szkołach. Uczelnie, licea, podstawówki - czy nie przydałby się i tu porządny sponsoring? Naturalnie, nie jakiś polski, bylejaki, tylko związany z dużym zagranicznym kapitałem. Od razu nauka i edukacja stanęłaby na nogi.
Jedyny może większy problem to nie to, jak my, Polacy, czulibyśmy sie w takich warunkach, ponieważ, prywatne telewizje zapewniłyby nam jakąś godziwą rozrywkę, więc śmialibyśmy się od ucha do ucha - ale to, jak dogadałyby się różne "zagraniczne podmioty", zarządzające tymi wszystkimi sferami. Jeśli Rosjanie wzięliby sporą część energetyki, a Niemcy na przykład zainwestowaliby raczej w autostrady, uczelnie, edukację, no i może w kulturę (to w końcu kulturalny naród), to czy nie doszłoby tu do jakichś zgrzytów lub napięć? Szanowni Państwo, spokojnie, naprawdę, spokojnie - może by doszło i może dojdzie, ale przecież nas już o to głowa boleć nie powinna, ponieważ to już będą kwestie do rozwiązania dla rosyjskich i niemieckich polityków, bo polskich już prawdopodobnie nie będziemy potrzebować.
Dręczy mnie zaś takie pytanie: dlaczego nie sprzedano wszystkiego już w 1989 r.? No w 1990 r.? Czy dziś nie żyłoby nam się jak w raju i o żadnej Irlandii 2 nikt by nam nie musiał truć? Cholera, wprawdzie to już blisko 20 lat w błoto, ale nareszcie ludzie rządzący Polską zrozumieli, na czym polega nowoczesna polityka. Lepiej późno niż wcale. Jamajka czeka. Moze nie wszystkich, bo byśmy się nie pomieścili, ale przynajmniej cudotwórców na pewno.


Komentarze
Pokaż komentarze (62)